Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Dziękujemy za Wasze wsparcie i dobre słowa! ❤️
Nasza ósemka — mama rottweilerka i siedem maluchów — cały czas jest bezpieczna w hotelu dla psów, pod baczną, całodobową opieką.
Każdy dzień to opieka, jedzenie (a maluchy mają naprawdę smoczy apetyt ) i przygotowania do tego, co przed nami.
Już we wtorek pierwsza wizyta u weterynarza — maluchy i mama zostaną dokładnie obejrzane, odrobaczone, zrobimy protokół zdrowia. To ważny krok, żeby móc ruszyć dalej.
Niektórzy myślą, że "to przecież samo się robi"...
KAŻDY, kto miał psa i NAPRAWDĘ o niego dbał, wie, ile to pracy, zaangażowania i troski — a tu mamy osiem psów, z których każdy startuje od zera.
Na szczęście nasza ósemka nie wygląda tak dramatycznie, jak niektóre inne psy z tej interwencji — wiele z nich było w strasznym stanie . Widać to w relacjach innych fundacji.
Mama, nazwaliśmy ją Esti, zmienia się z dnia na dzień na naszych oczach.
Pierwszego dnia wycofana, przestraszona...
Dzisiaj sama podeszła, włożyła głowę pod rękę Marzeny, potem zaczepiła Sławka, który robił zdjęcia maluchom.
A na końcu… po prostu wdrapała się cała na kolana. Takie 40-kilogramowe maleństwo
Patrzyła spokojnie, jak dotykamy i podnosimy maluchy — nie okazywała nawet cienia zdenerwowania.
To chwile, które dają nadzieję, że będzie już tylko lepiej.
Mamy dla Was kilka świeżych zdjęć z dzisiaj — koniecznie zobaczcie tę gromadkę.




Wszystkich, którzy mają pytania o hodowlę, przebieg interwencji, jej powody czy szczegóły prawne, prosimy o kontakt bezpośrednio z organizatorami działań.
My zostaliśmy poproszeni o udzielenie pomocy rottweilerom — i na tym się skupiliśmy. Nie uczestniczyliśmy w samej interwencji, nie prowadziliśmy czynności na miejscu, dlatego nie przekażemy więcej informacji niż te, które już podaliśmy.
Jeśli chcecie zobaczyć, z jak ogromną skalą dramatu mierzyli się organizatorzy, warto zajrzeć na profile innych fundacji biorących udział w interwencji. Znajdziecie tam poruszające zdjęcia psów, które były w naprawdę tragicznym stanie.
My robimy swoje — ratujemy Esti i jej maluchy ❤️
Nie wiemy, ile czasu spędziła w tej za małej klatce... Nie wiemy, ile razy patrzyła na cierpienie innych psów.
Wiemy tylko, że gdy zobaczyliśmy ją po raz pierwszy, była przerażona. Odsunięta od swoich maluszków i zamknięta w ciasnej klatce nie miała kontaktu z dziećmi. Od jak dawna? Nie wiadomo. Jej piersi są suche, jakby nie karmiła już długo, a przecież maluszki mają tylko 6 tygodni.

W piątek o 14.00 dostaliśmy dramatyczne zgłoszenie od komendantki Straży Miejskiej. Interwencja w pseudohodowli na terenie Wielkopolski. Na miejscu około 40 psów, wiele skrajnie wychudzonych, z wystającymi żebrami, zamkniętych w klatkach, w brudzie i smrodzie. Wśród nich matka rottweilerka i siedmioro szczeniąt.
Nie mogliśmy odmówić. Wykonaliśmy mnóstwo telefonów z prośbą o pomoc w transporcie transport. Każdy mówił że może, że w weekend, że w jakiś wolny dzień. Ale, że jak? Że OSIEM psów?! Tylko, że interwencja właśnie trwała. Trzeba było jechać teraz, zaraz. Udało się! Natychmiast ruszył nasz wolontariusz z partnerką, dużym samochodem. Działaliśmy szybko, bo interwencja trwała już od jakiegoś czasu, a nas dzieliło kilkaset kilometrów.
Hotel dla psów, z którym współpracujemy od lat, odpowiedział natychmiast na nasz apel i przygotował miejsce dla całej ósemki. Dzięki temu dziś są bezpieczni — to ich pierwszy krok do lepszego życia.

Nie ma pięknej fotorelacji z tej akcji, było ciemno, wszyscy już byli zmęczeni, sytuacja napięta i strach, czy się wszystko uda - odbiór, transport, jak będzie po drodze.
Suczka była przerażona, trzęsła się i bała. Maluchy — około 6 tygodni — były brudne, śmierdzące i zdezorientowane. Wkrótce zresztą było jeszcze bardziej śmierdząco...
Trasa, która na telefonie Sebastiana wyglądała jak 2 cm, w rzeczywistości zajęła dobre kilka godzin, sporo czasu na miejscu w oczekiwaniu na wydanie psów i transport do hotelu. Dziś cała ósemka jest już bezpieczna. Na teraz odrobaczenie i zabezpieczenie przed kleszczami, ale to dopiero początek ogromnej drogi, która nas czeka.


Najbliższy plan: wizyta u weterynarza, pełna diagnostyka i przygotowanie protokołu zdrowia dla każdego z nich. Musimy je zabezpieczyć, karmić, zapewnić im opiekę i utrzymanie aż do momentu adopcji. A potem zobaczymy. We współpracy ze wspaniałą komendantką Straży Miejskiej, która na miejscu dowodziła całą akcją ustalamy szczegóły dotyczące ich najbliższej przyszłości.
Potrzebujemy Waszego wsparcia — bardzo pilnie! Pomóż nam ratować mamę i jej dzieci. Każda wpłata to realna pomoc. Koszty już teraz są ogromne — transport, hotel, leczenie, karma, zabezpieczenia... A przed nami jeszcze weterynarze, szczepienia i przygotowanie ich do adopcji.
Mamy 8 psów, założyliśmy na teraz dla każdego po 1500 zł, a nie wiemy, czy coś nas jeszcze nie zaskoczy. Udostępnij tę zbiórkę — razem możemy im pokazać, że świat potrafi być lepszy. Dziękujemy!
Ładuję...