Antoś z białaczką i po wypadku samochodowym... Czy ma szansę na życie?

Zbiórka zakończona
Wsparło 81 osób
2 000 zł (100%)

Rozpoczęcie: 4 Czerwca 2014

Zakończenie: 30 Lipca 2014

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.

Dzisiejszy świat nie jest przyjazny dla kotów. Choć tak potrzebne w miejskim ekosystemie, przegrywają z pułapkami cywilizacyjnymi: giną pod kołami aut, zamarzają na mrozie z powodu braku ciepłych kryjówek, umierają otrute lub z głodu. Bywa, że ludzie do nich strzelają lub krzywdzą w inny sposób.

Zbyt rzadko pochylamy się nad cierpiącym zwierzęciem, pozostawiając go samym w strachu i niedoli. To właśnie dlatego apele o pomoc dla skrzywdzonych zwierząt ciągle i w kółko słyszymy od tych samych osób, bo to właśnie ciągle te same osoby pomagają, ratują, pielęgnują, szukają domów... To także te same osoby wyciągają do Was ręce w geście prośby o pomoc, z bezsilności na to całe zło, które dotyka tak wiele zwierząt...

TERAZ PROSZĄ O POMOC DLA ANTOSIA!

Antek, jak łatwo się domyślić, został znaleziony na ulicy. Ulicy podwarszawskiej miejscowości: Mińska Mazowieckiego.

Kuśtykał, ledwo szedł. Wolontariuszka Fundacji Viva ( z grupy Zwierzaki z Mińska), która go znalazła nie miała wyjścia. Zobaczyła kota... Zobaczyła wokół obojętne twarze przechodniów, z których żaden nawet nie spojrzał w kierunku kota i nie widząc innego wyjścia - wzięła Antka na ręce i zabrała do lecznicy. Antoś nie protestował, był tak zmęczony, tak obolały, że wszystko było mu już obojętne...

W lecznicy został wstępnie obejrzany. Oględziny, nawet takie powierzchowne, wykazały na łapkach zwierzaczka liczne otarcia i blizny, które świadczyły o rozległości urazów, których musiał doznać kocurek. Lekarz natychmiast skierował Antka na konsultację do ortopedy.

W lecznicy Antoś dostał miseczkę z kocim jedzeniem, które pochłonął niemal jednym „kłapnięciem” pyszczka. Z pewnością nie jadł od kilku dni co jest dowodem na jeszcze jedną, haniebną, ludzką podłość... Antoś zapewne został porzucony. Ludzie myślą, że „kot sobie poradzi”, że „polowanie ma we krwi”. Nic bardziej mylnego! Kot wychowany w domu, oswojony i dostający jedzenie od człowieka – na ulicy sobie nie poradzi... a jedynie skończy tak jak Antoś.

Konsultacja u ortopedy wykazała jednoznacznie, że obie nóżki kota są uszkodzone. Najprawdopodobniej na skutek potrącenia przez auto. Lekarz podjął się operacji - amputacji główki kości udowej. Zabieg ten jest dość inwazyjny, ale w tym wypadku był konieczny. W drugiej nodze kocurek ma zerwane więzadła krzyżowe w kolanie :( Jednak ten uraz musi poczekać w kolejce na leczenie, bo dwie operacje na raz były zbyt dużym ryzykiem. Obecnie kotek przebywa w lecznicy, stosowana jest „klatkoterapia” - czyli unieruchomienie kota poprzez przetrzymywanie go w małej klatce, tak aby zwierzak jak najmniej mógł się poruszać.

Jakby tego było mało, Antoś jest chory na białaczkę. Dwukrotnie wykonane testy nie pozostawiają złudzeń. To właśnie w białaczce upatrujemy przyczyny porzucenia domowego kota na ulicy i nieposzukiwania go przez dotychczasowego opiekuna. Osoby pracujące w fundacjach z takimi przypadkami spotkają się na co dzień...

Mimo to Antek ma w sobie ogromna wolę życia, mruczy, przytula się i szuka kontaktu z człowiekiem. To mega miziak :)

Pomóżcie nam uzbierać kwotę niezbędną do opłacenia jego pobytu w lecznicy.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
0 aktualnych zbiórek
681 zakończonych zbiórek
Wsparło 81 osób
2 000 zł (100%)