Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Kochani... błagamy Was o ratunek.
Nie wiemy już, ile razy życie wystawiło nas na próbę. Każdego dnia budzimy się z myślą, jak zdobyć pieniądze na leczenie, jedzenie i utrzymanie naszych zwierząt. Każdego dnia towarzyszy nam strach, że nie damy rady.

Dzięki Wam udało się opłacić zaległy prąd i dzierżawę. To Wy sprawiliście, że mogliśmy zrobić kolejny krok i nie dopuścić do jeszcze większej tragedii. Z całego serca dziękujemy.

Ale prawda jest bardzo bolesna...
Fundacja tonie w ogromnych długach. To nie są już pojedyncze rachunki – to zobowiązania, które narastały miesiącami. Rachunki za leczenie koni w klinice są ogromne. Konie od wielu miesięcy walczą o zdrowie, a koszty ich pobytu i leczenia rosną z każdym kolejnym dniem. Do tego dochodzą faktury za siano i pasze, bez których nasze zwierzęta po prostu nie przeżyją.

Los znów nas doświadczył. Nasza ukochana Sanna, która kiedyś cudem wróciła do życia po złamaniu nogi, ponownie cierpi. Naderwała więzadło. Każdego dnia musi przyjeżdżać weterynarz, aby założyć jej usztywnienie. Nikt inny nie jest w stanie tego zrobić – Sanna z bólu i strachu nie pozwala się dotknąć. Każda taka wizyta to kolejne wydatki, ale nie możemy zostawić jej bez pomocy.

Najbardziej przeraża nas jednak to, że dostaliśmy już ostrzeżenie od dostawcy siana. Jeśli nie spłacimy zadłużenia, sprawa zostanie skierowana do sądu, a później do komornika. Serce pęka na samą myśl, że fundacja, którą budowaliśmy dla ratowania zwierząt, może zostać pogrążona przez długi.

Pisaliśmy, prosiliśmy i błagaliśmy o pomoc instytucje państwowe. Bez skutku. Zostaliśmy sami z ogromnym ciężarem odpowiedzialności za życie tych, które nie mają nikogo poza nami.

Kochani pamietajcie, że Nasza fundacja jest miejscem otwartym. Miejscem które zawsze możecie odwiedzić i poznać jej mieszkańców. Proszę pomóżcie uratować ich dom ❤️

Kochani… Piszę ten post ze łzami w oczach i ogromnym strachem, którego nigdy wcześniej nie czułam.



Nasz azyl stoi dziś nad przepaścią. Jeśli nie wydarzy się cud — możemy go stracić. Możemy stracić wszystko, o co walczyliśmy przez lata razem z Wami.
Długi rosną lawinowo. Każdego dnia budzę się z myślą, komu jeszcze nie zapłaciłam i który telefon przyniesie kolejne wezwanie do zapłaty albo informację o przekazaniu długu do firmy windykacyjnej. Nie mam już siły walczyć sama…

W klinice są obecnie 4 konie. Johny czeka na operację wstawienia stenta do tchawicy. Andrzej na podcięcie ścięgien. Dwa kolejne konie zostały odebrane interwencyjnie i walczą o życie.

A przecież w azylu czekają następne zwierzęta, które każdego dnia muszą jeść, mieć wodę, siano, paszę i opiekę. Konie, kozy, owce, świnki, psy i koty — wszystkie patrzą na mnie z bezgraniczną ufnością. Przytulają się, szukają bliskości, kochają bezwarunkowo… Nie wiedzą, że każdego dnia walczę o to, żeby miały co jeść następnego ranka.


Miesięczne utrzymanie całego stada to około 17 tysięcy złotych. Państwo nas nie wspiera. Nie mamy żadnych ogromnych dotacji, sponsorów ani ludzi zatrudnionych do pracy. Wszystko robimy sami, z serca, z miłości do tych istnień. Ale samo serce już nie wystarcza, kiedy rachunki rosną szybciej niż jesteśmy w stanie je opłacić.

Zbiórki stoją w miejscu. Długi za siano, paszę, dzierżawę i weterynarzy rosną z dnia na dzień. Dodatkowo dostaliśmy nakaz z gminy zmiany przyłącza wody do końca czerwca. Jeśli tego nie wykonamy — grozi nam odcięcie wody. A bez wody ten azyl nie ma prawa istnieć…

Ja naprawdę nie wiem już, jak mam dalej walczyć. Jestem zmęczona psychicznie i fizycznie. Ale nie mogę się poddać, bo za mną stoją te wszystkie uratowane życia. Zwierzęta, które już raz zostały skrzywdzone przez człowieka i którym obiecałam bezpieczeństwo.

Kochani, błagam Was o pomoc.
O każdą wpłatę.
O każde udostępnienie.
O każde dobre słowo.

Bo jeśli teraz przegramy tę walkę z długami… azyl może zostać zamknięty i zlikwidowany. A ja nie potrafię nawet wyobrazić sobie, co stanie się wtedy z nimi wszystkimi. Ratowaliśmy je razem przez tyle lat. Dziś błagam — pomóżcie nam uratować sam azyl. Bez Was nie dam rady…



Ładuję...