Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Azyl dla wiejskich zwierząt przygotowuje się do likwidacji, komornik może zlicytować w każdej chwili. Jak uchronić zwierzęta, których to jest jedyne schronienie?

Aneta i Sławek w swoim domu stworzyli azyl dla wyrzucanych i chorych wiejskich zwierząt. Mieszkają razem ze zwierzętami w starym drewnianym, małym domku pod Osieckiem w powiecie otwockim. Tu zostali sami, bez pomocy, z setką zwierząt, której nie mają czym nakarmić, nie mówiąc już o leczeniu chorych i nikomu niepotrzebnych starych, wyrzucanych zwierząt.



W okolicy to jedyna ostoja. Wiejskie psy I koty mogą liczyć na dobre serce dwojga ludzi, ciepły kąt i miskę karmy. Żyją z jednej pensji, wszyscy, setka psów i kotów, ale przez dwa tygodnie, bo tylko na tyle wystarcza ta pensja Sławka z przetwórni warzyw, potem cierpią głód.
"Jest bardzo ciężko. Codziennie nakarmić całą ferajnę zwierząt to dla nas wielkie wyzwanie. Żyjemy cały czas w lęku i stresie. Po nocach płaczę do poduszki, bo jutro wszystkie te biedne, głodne oczy, będą na mnie patrzeć a ja otworzę szafkę, w której zostały ostatnie dwie puszki a w zamrażalniku kilo ochłapów. Jesteśmy w czarnym tunelu. Wypada nam już tylko umrzeć" - mówi ze łzami w oczach Aneta.





Codziennie, niezmiennie ich życie wypełnione jest pomocą. A to pies z drutem wrośniętym w szyję a to kot z połamaną szczęką. Ratują te zwierzęta, bo brutalności w stosunku do zwierząt jest wiele na polskiej wsi. Jak zwierzę przeżyje i zdąży uciec przed oprawcą, to ląduje w azylu Anety I Sławka. A tu, wiadomo, otrzymuje drugie życie, lecz to jest ciężka harówka pełna wyrzeczeń i poświęcenia w dzień i w nocy.




Jeżeli w komórce jest zapas puszek i kilka worków suchej karmy oraz węgiel to Aneta i Sławk są szczęśliwi.
"Naszą lodówka może być pusta, my jemy chleb, nawet sam chleb jest pyszny, byleby tylko była karmą dla zwierząt, byleby tylko zwierzęta miały co jeść" - mówi Aneta.



"Zgromadziliśmy w domu ogromną aptekę, leki, kroplówki, bandaże I opatrunki. Sami leczymy i opatrujemy ranne zwierzęta, ale do weterynarza-chirurga czy weterynarza-stomatologa to już musimy jechać, a to ogromny koszt. Te wiejskie zwierzęta u swoich opiekunów jedzą zlewki i chleb. Mają ogromne niedobory odżywcze, a o białku i wapniu to szkoda gadać, ich zęby strasznie wyglądają, co przysparza im ogromny ból i cierpienie. To zniszczone organizmy na skraju życia i śmierci" -mówi Sławek.





Aneta I Sławek poświęcili swoje życie i chronią jak potrafią naszych braci mniejszych. Darczyńco, czy zostawisz ich samych z biedą, nędzą i strachem o życie tych zwierząt?

Anecie pęknie to piękne serce z tych zmartwień, z tej troski o te potargane przez los zwierzęta. Obyśmy nie oglądali jej zdjęcia w czarno-białym kolorze. Pomóż, Darczyńco z dobrym sercem i wpłać cokolwiek na ten wiejski, zapomniany azyl.

Ładuję...