Stanęliśmy nad przepaścią nie do przeskoczenia. Nie mamy miejsc, ale mamy kolejnego "nieadopcyjnego" psa

Wsparło 51 osób
2 050 zł (10,25%)
Brakuje jeszcze 17 950 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 19 Lipca 2019

Zakończenie: 19 Października 2019

Mieliśmy tylko udostępnić post, że potrzebna jest pomoc dla tego psa. Udostępniliśmy. A dzień później zabraliśmy go pod swoją opiekę.

To nierozsądne, może nawet nieodpowiedzialne, bo to kolejny pies zabrany w tym miesiącu (nie wspominamy już o kotach, bobrach, kozach....), a my nie mamy gdzie go umieścić. Ostatnie odebrane zwierzęta trafiły do domów naszych oraz naszych rodzin. Skończyło się. Nie mamy ani jednego miejsca, mamy za to kolejnego psa. Stoimy pod ścianą, bo za kilka dni musimy go zabrać z przychodni i nikt nie chce nam pomóc.


Ten pies czekał na pomoc od kwietnia, historia tak zagmatwana, że ciężko się połapać. Psiaka "przygarnęła" z ulicy dwa - trzy lata temu rodzina. No prawie przygarnęła, bo psiak potrafił nadal biegać samopas. Jednak mógł zawsze odpocząć na ich posesji. Niby zabrali do weterynarza, ale nie do końca chcieli lub potrafili się nim zajmować. W międzyczasie miał wycięte dwa guzy, w okolicy klatki piersiowej. Podobno też przeszedł kastrację - jeśli tak było, to chyba jednak nie do końca udaną, bo psiak ma wciąż jedno jądro!


Przez lata dolegliwości narastały - ubytki sierści na jego ciele powiększały się, siejąc spustoszenie i tworząc kolejne łyse.

Co się dzieje psu? Nie wiemy. Zawieźliśmy go do kliniki weterynaryjne, gdzie ma przejść kompleksowe badania. Na ten moment nie wiemy, co dokładnie psu dolega, wiemy za to, że ma poważne zapalenie pęcherza (mocz się z niego co chwila leje), brak jednego jądra, niedokrwistość, problemy z nerkami, problemy skórne, które jednak nie wynikają ze świerzbu (pobrano zeskrobiny). Przed nim jeszcze badania hormonalne. A na domiar złego czekamy na wyniki histopatologii – bo w końcu miał wycinane guzy. Nie jest to młody psiak – ma ok. 8-9 lat, starte zęby.

Prosimy Was o pomoc w opłaceniu leczenia i dalszych badań. Taka ilość schorzeń niestety "zaowocuje" większymi wydatkami. Więc kolejny pies jest nasz, kolejne dni mijają, a nas czekają kolejne badania, leczenie… i brak miejsca – czyli notoryczne problemy, których nie widać końca.

Jedyną w tym momencie alternatywą jest postawienie kilku kojców oraz małej izolatki dla niego i awaryjnie przyjętych zwierzaków, które nie mogą czekać dłużej na ratunek. Znowu straszą upałami, a my załamujemy ręce. Bo jeśli pogoda da popalić, to otrzymamy niezliczoną ilość zgłoszeń. I niestety będziemy musieli odmówić.

Nasza dwójka wolontariuszy postanowiła się podzielić kawałkiem ziemi. Chociaż sami mają niezłe stadko psów, nie chcą stać z opuszczonymi rękami. Zadeklarowali się, że w miarę wolnych miejsc będą przyjmować psiaki, które wymagają właśnie odizolowania, specjalistycznego leczenia. Potrzebujemy zakupić 5 kojców oraz małą izolatkę (pawilon).

Na ten moment nasi podopieczni przebywają w trzech hotelikach, domach tymczasowych naszych inspektorów oraz wolontariuszy, a także u ich rodzin i znajomych, i w dwóch zaprzyjaźnionych przytuliskach. Na ten moment blisko 10 kolejnych psów czeka na miejsce, żebyśmy mogli je zabrać. Chęci są, gotowość jest, ale zwyczajnie nie ma gdzie.

Bardzo Was prosimy o pomoc - 5 kojców oraz izolatka to rocznie kolejne kilkadziesiąt uratowanych zwierząt.

Pomogli

Ładuję...

Wsparło 51 osób
2 050 zł (10,25%)
Brakuje jeszcze 17 950 zł
Wesprzyj