Stanęliśmy nad przepaścią nie do przeskoczenia. Nie mamy miejsc, ale mamy kolejkę psów do odbioru

Wsparło 589 osób
23 668 zł (118,34%)
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 19 Lipca 2019

Zakończenie: 19 Października 2019

Mieliśmy tylko udostępnić post, że potrzebna jest pomoc dla tego psa. Udostępniliśmy. A dzień później zabraliśmy go pod swoją opiekę. I chociaż walka o jego życie trwała dwa miesiące, a w sercu pozostała pustka i żal, to kolejne zwierzęta czekają na swoją szansę. A my stoimy nad przepaścią - nie mamy wolnych miejsc.

Chociaż znaleźliśmy Forestowi dom, nie spędził w nim całego życia, po kilku tygodniach wrócił pod opiekę naszych inspektorów, którzy chcą stworzyć miejsce dla najbardziej potrzebujących psiaków. Niestety stan Foresta (jego historia), mimo stałej opieki weterynaryjnej, pogarszał się. Co chwilę wychodziły kolejne problemy, nie tyklo związane już z jego skórą. Mocno przerośnięta prostata z widocznymi guzami, krew znajdująca się w moczu oraz problem z jego oddawaniem, zmiany na nadnerczach. Niemożliwy do zmierzenia guz w podbrzuszu (minimum 12x12 cm), który według opinii weterynarza mógł wykształcić się z wewnętrznego jądra, nadnercza lub z nerki. Podjęliśmy decyzję o laparoskopii diagnostycznej, która przesądzi o dalszym losie tego cudownego malamuta. Zabieg ten odbył się w miniony czwartek, do tego czasu cewnikowanie oraz uśmierzanie bólu.

Chociaż Forest przeżył operację, jego organizm był pożarty przez guza, a także pozostałe schorzenia. Odszedł dwa dni temu, w poniedziałek.  Nie udało nam się mu pomóc, walka o niego od początku była trudna. Za trudna, by odnieść zwycięstwo.

"To nierozsądne, może nawet nieodpowiedzialne, bo to kolejny pies zabrany w tym miesiącu (nie wspominamy już o kotach, bobrach, kozach....), a my nie mamy gdzie go umieścić. Ostatnie odebrane zwierzęta trafiły do domów naszych oraz naszych rodzin. Skończyło się. Nie mamy ani jednego miejsca, mamy za to kolejnego psa. Stoimy pod ścianą, bo za kilka dni musimy go zabrać z przychodni i nikt nie chce nam pomóc." - tak pisaliśmy dwa miesiące temu apelując o pomoc. Od tego czasu minęły dwa miesiące, a my odebraliśmy kolejne 14 psów, a dodatkowo jednego objęliśmy leczeniem, a kolejne kilkanaście czeka na odbiór. Oprócz psów na odbiór czeka stado owiec, baranów i kozy.

Nasza ostatnia interwencja, podczas której odebraliśmy dwa psy.

Oraz kilka pozostałych psów, które odebraliśmy od momentu tej zbiórki:

Niestety to nie koniec naszych problemów. W sobotę nasi inspektorzy zostali zaatakowani przez właściciela zwierząt. Mimo asysty policji i lekarza weterynarii, który zgodził się, że psy muszą być natychmiast odebrane, właściciel postanowił zaatakować wolontariuszy.

Psy zostały, chociaż bez najmniejszego problemu, właściciel na oczach policji rzucił suczką o ziemię za karę, że zjadła mu kurę. Dlaczego policja nie zajęła się sprawą? Z powodu "nierównych sił". Tak, może wydawać się to zabawne, niczym kolejny film Barei, gdzie policja nie jest w stanie obezwładnić osobę, która rzuca naszym inspektorem o samochód. Dlaczego nie wezwali posiłków? Braki kadrowe, jest tylko dwójka policjantów dyżurujących na okolicę. 

W drodze powrotnej inspektorzy są śledzeni przez znajomego oprawcy, zatrzymują się na komendzie w Nowej Soli, z obawy o własne życie, następnie jeden z inspektorów przewieziony jest na pogotowie, lekarz stwierdza uraz głowy oraz stłuczenia. Mamy do odebrania w trybie pilnym cztery psy, które nie mamy gdzie umieścić. Psy duże, wystraszone, które kulą się na widok oprawcy. Dzisiaj składamy pismo o zwiększenie asysty policji podczas kontroli, mimo ogroma strachu, jaki przeżyli nasi inspektorzy, nie chcemy się poddać i zapomnieć o sytuacji. Te psy w tej chwili mogą liczyć tylko na naszą pomoc. 

I kolejny raz wszystko rozbija się także o miejsce. 

Jedyną w tym momencie alternatywą jest postawienie kilku kojców oraz małej izolatki dla niego i awaryjnie przyjętych zwierzaków, które nie mogą czekać dłużej na ratunek. 

Nasza dwójka wolontariuszy postanowiła się podzielić kawałkiem ziemi. Chociaż sami mają niezłe stadko psów, nie chcą stać z opuszczonymi rękami. Zadeklarowali się, że w miarę wolnych miejsc będą przyjmować psiaki, które wymagają właśnie odizolowania, specjalistycznego leczenia. Potrzebujemy zakupić 5 kojców oraz małą izolatkę (pawilon). Na ten moment nasi podopieczni przebywają w trzech hotelikach, domach tymczasowych naszych inspektorów oraz wolontariuszy, a także u ich rodzin i znajomych, i w dwóch zaprzyjaźnionych przytuliskach. Na ten moment kilkanaście kolejnych psów czeka na miejsce, żebyśmy mogli je zabrać. Chęci są, gotowość jest, ale zwyczajnie nie ma gdzie. Ciągle decydujemy, komu pierwszemu musimy pomóc. 

Oprócz psów musimy znaleźć dom kilkudziesięciu owcom oraz baranom. Za kilka dni kalendarzowa jesień, a potem zima. Mamy mało czasu, zero wolnych miejsc, bo kiedy tylko wyadoptujemy psa, na jego miejsce umieszczamy kolejnego. Od grudnia telefon znowu nie przestanie dzwonić, minusowe temperatury znowu zaczną zbierać żniwa. Prosimy Was o pomoc w zebraniu funduszy na wybudowanie kojców. 

Bardzo Was prosimy o pomoc - 5 kojców oraz izolatka to rocznie kolejne kilkadziesiąt uratowanych zwierząt.

Pomogli

Ładuję...

Wsparło 589 osób
23 668 zł (118,34%)
Wesprzyj