Zaatakowano inspektorów! Kobietę zabrał helikopter do szpitala. A oprawca został wypuszczony na wolność w trakcie odbierania psów...

do końca
Wsparło 157 osób
4 247,27 zł (70,78%)
Brakuje jeszcze 1 752,73 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 20 Września 2019

Zakończenie: 30 Października 2020

To chyba najdłuższy tekst, jaki napisaliśmy, ale bardzo waży. O policji, o ataku fizycznym na naszych inspektorów, do jakiego doszło w minioną sobotę i wtorek, o kobiecie, którą w poniedziałek zabrał helikopter, po tym, jak oblano jej twarz, substancją nieznanego pochodzenia. O poczuciu bezradności i uczuciu, że żyjemy w Państwie bezprawia, a oprawcy są nietykalni. I prośba o pomoc, o zwiększenie naszego bezpieczeństwa oraz zwierząt.


W zeszłą sobotę zostaliśmy zaatakowani przez właściciela zwierząt, pozostałe osoby przebywające na posesji także prowokowały i zachęcały do agresji. Chociaż interwencja odbyła się w asyście policji, nie czuliśmy żadnego wsparcia. Mężczyzna rzucił się na naszą inspektorkę, następnie rzucił ją o samochód. Inspektorka trafiła na pogotowie z urazem głowy, mężczyzna nie poprzestał, po kolei próbował zaatakować kolejne inspektorki.


Tego dnia nie udało się odebrać czterech psów. To była nasza druga wizyta w tym miesiącu - chcieliśmy współpracować, namówić do zmiany warunków - właściciel nie chciał tego słyszeć, wolał podnieść rękę na kobiety. Dlatego razem z lekarzem weterynarii - przedstawiciele inspekcji weterynaryjnej, podjęliśmy decyzję o odebraniu psów. Policja miała zapewnić nam bezpieczeństwo - niestety.



Kiedy właściciel szarpał nasze inspektorki, policja jedyne co zrobiła, kazała nam wyjść z posesji, nie obezwładniła mężczyzny, który zaatakował nas. Policja na miejscu interwencji nie wezwała posiłków, tłumaczyła się brakami kadrowymi. Dla nas to nie do pomyślenia, że osoba, która rzuca się na drugą osobę pozostaje bezkarna.

Kiedy wracaliśmy z interwencji, odwożąc koleżankę na pogotowie zobaczyliśmy, że jesteśmy śledzeni przez jedną osobę, musieliśmy zatrzymać się na komendzie w Nowej Soli. Zostawiliśmy psy, chociaż widzieliśmy, jak mężczyzna rzuca jednym z nich o ziemię, za karę, że zaatakował mu kurę. Nie byliśmy w stanie nic zrobić, ale wiedzieliśmy, że nie możemy o nich zapomnieć.


Dwa dni później dostaliśmy informacje, że ten sam mężczyzna, który zaatakował nas, podobno oblał substancją żrącą kobietę, którą helikopter przewiózł do szpitala. Mężczyzna podobno zbiegł. Boimy się o psy, postanawiamy na drugi dzień ponownie pojechać na miejsce. Jeszcze tego samego dnia, próbujemy ustalić z Komendą Powiatową Policji większą asystę – nie załatwiliśmy nic, pierw nie możemy się dodzwonić, dopiero z pomocą nowosolskiej policji, która łączy nas wewnętrznie z komisariatem. Nic nie załatwiliśmy - trzeba dzwonić o 8 rano do naczelnika. Dzwonimy – nikt nie odbiera, potem odbiera, ale przełącza do innego miasta i w innym mieście komenda udziela nam pomocy. Mamy przyjechać na komendę, która nam nie pomogła, złożyć zeznania, a następnie razem z policją mamy udać się na miejsce, gdzie przebywają psy. Dowiadujemy się też, że mężczyzna został zatrzymany i przebywa na tej komendzie.



Inspektorzy udają się na komendę, gdzie składają zeznania, a następnie jadą na miejsce wraz z trzema policjantami oraz przedstawicielami inspekcji weterynaryjnej, ponieważ na miejscu przebywają też inne zwierzęta – gołębie, gęsi, kury.  Mamy czuć się bezpiecznie. Zabieramy psy, w trakcie odbiory, jedna osoba prywatna przebywająca na posesji, informuje nas, że właściciel już jedzie. Śmiejemy się, bo wiemy, że to niemożliwe, bo w końcu został zatrzymany, a policja Komendy, na której przebywa wie, o naszych czynnościach i o niebezpieczeństwie jakie nam grozi w jego obecności.


Działamy dalej. Chwilę później właściciel pojawia się na miejscu. W niedalekim czasie rzuca się na samochód, próbuje zabrać psa w kontenerze. Pierwszą osobą, która go odciąga jest nasza inspektorka, po chwili dołącza policja i go obezwładnia. Nie mija chwila, inspekcji weterynaryjnej nie ma już na miejscu, a policja znów na spokojnie rozmawia z właścicielem, który nie jest w żaden sposób zabezpieczony, żeby nie wyrządzić nam krzywdy.


Nie mieści nam się to w głowie – jak można wypuścić osobę, która może wyrządzić krzywdę, w trakcie czynności interwencyjnych na jego posesji? Dlaczego osoba, która wypuszcza mężczyznę nie informuje patrolu policji, która jest na miejscu? Na poprzedniej kontroli dowiedzieliśmy się, że „ma na pieńku z inspekcją weterynaryjną” – jeśli tak, jeśli tu byli, dlaczego nie odebrano mu już dawno psów z ranami na uszach, na łańcuchach (jeden poniżej 3m), żaden pies nie ma obroży, łańcuchy owinięte są wokół szyj, mieszkają w plastikowych beczkach? Jesteśmy wolontariuszami. Kto sprawuje nadzór nad przestrzeganiem przepisów o ochronie zwierząt?

Art. 34a. 1. Inspekcja Weterynaryjna sprawuje nadzór nad przestrzeganiem przepisów o ochronie zwierząt.
2. W zakresie wykonywania nadzoru, o którym mowa w ust. 1, pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej oraz osoby wyznaczone przez organy tej Inspekcji posiadają uprawnienia określone w ustawie z dnia 29 stycznia 2004 r. o Inspekcji Weterynaryjnej (Dz. U. z 2018 r. poz. 1557).
3. Organizacje społeczne, których statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, mogą współdziałać z Inspekcją Weterynaryjną w sprawowaniu nadzoru, o którym mowa w ust. 1.Art. 40. Organizacje społeczne, których statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, mogą współdziałać z właściwymi instytucjami państwowymi i samorządowymi w ujawnianiu oraz ściganiu przestępstw i wykroczeń określonych w ustawie.


Inspekcja Weterynaryjna sprawuje nadzór nad przestrzeganiem przepisów o ochronie zwierząt, my przedstawiciele organizacji pozarządowych możemy współdziałać. Policja powinna chronić obywateli przed przestępcami. Od mieszkańców dowiadujemy się, że właściciel zwierząt wielokrotnie był zgłaszany za znęcanie się przez osobę, oblaną substancją. Podobno trwa to od trzech lat i za każdym razem sprawa jest umarzana z braku dowodów, że to właśnie ta osoba wyrządza krzywdę. Patrzymy na policję, która żartuje sobie z właścicielem, są ze sobą na „TY”. Nasz samochód został oblany trucizną prawdopodobnie na kuny, cały samochód śmierdzi. Wiemy, że tym razem towarzyszyło nam szczęście, że tym razem, w odróżnieniu od soboty, nie udało mu się odebrać – wyrwać nam psów. Wiemy, że musimy przygotować samochód. Musimy zamontować klatki na stałe w samochodzie. I tu prosimy Was o pomoc. Koszt materiałów to ok. 2500 zł, musimy zakupić każdemu inspektorowi gaz pieprzowy, może powinniśmy mieć paralizator? Ale w przypadku użycia, możliwe, że to my bylibyśmy oskarżeni?


Potrzebujemy dwóch rękawów szkoleniowych i dwóch par rękawic zabezpieczających przed pogryzieniem. Tutaj liczył się czas, staraliśmy się, jak najszybciej przenosić psy do samochodu, czego efektem było ugryzienie przez jednego psa naszego inspektora. Potrzebujemy ukrytych mikrokamer, żeby nikt nam nie powiedział, że nie ma dowodów na sprawcę.


Tak, jesteśmy wolontariuszami, tak, nie mamy sprzętu, jaki oglądaliśmy w programach o policji dla zwierząt. Tak, jesteśmy przestraszeni, bo boimy się właściciela. Jedna nasza inspektorka usłyszała od osoby przebywającej na posesji, że wie, gdzie mieszka, podając poprawną miejscowość.  Tak, chcemy współpracować, ale też nie chcemy zostawać sam na sam z problemami, którymi powinni zająć się dawno temu inni. O sprawie powiadomiliśmy media i na pewno do niej wrócimy. Prosimy Was o pomoc w zabezpieczeniu nas i kolejnych naszych zwierząt.

Pomogli

Ładuję...

do końca
Wsparło 157 osób
4 247,27 zł (70,78%)
Brakuje jeszcze 1 752,73 zł
Wesprzyj