Wielka zbiórka na... 65 kóz!

2 dni do końca
Wsparło 511 osób
18 750 zł (62,5%)
Brakuje jeszcze 11 250 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 29 Grudnia 2020

Zakończenie: 20 Stycznia 2021

Wielka zbiórka na... 65 kóz! Tak, chodzi Przyjacielu o kozy. A ściślej o kozy, barany i owce. Zazwyczaj ratujemy konie, mamy też psy, koty, stado osłów i świń, mamy kury, kaczki, gęsi, wielbłądy i lisy. No i kozy mamy. Przez ponad 15 lat działalności nazbieraliśmy też kilkanaście owiec i baranów. Kilkanaście. Bo ani u nas miejsca, ani za bardzo możliwości. Ale sytuacja, w jakiej stanęliśmy, była dość niezwykła.

A oto jak to było. Pojechaliśmy kupić kucyka. Na miejscu zaś zastaliśmy, poza kucykiem, 65 istnień. Tak. To tylko kozy, owce i inne. Takie zwyczajne. Gospodarz hoduje je tu od dawna, ubija regularnie na życzenie. Nie każdy chce kupić w sklepie. Tu jest lepiej. Przychodzisz, możesz się przyjrzeć, pokazać palcem które zwierzę, i pach - śmierć na miejscu, wywozisz w plastikowej skrzynce.

Akurat gdy byliśmy my, przyjechali i klienci na kozy. Pochodzili z Afryki, jak większość klientów tego gospodarstwa. Na miejscu rozgorzała dyskusja kim jesteśmy i czemu plączemy się między ich kozami. Wspominaliśmy, że ratujemy konie i przyjechaliśmy po kucyka, którego trzymaliśmy na uwiązie, co kilku ciemnoskórych mężczyzn było w stanie zrozumieć. Ale nieustannie powtarzali, że oni chcą kozę, a my tylko przeszkadzamy w transakcji. A przecież to tylko koza. Wtedy po oborze rozlewał się ironiczny śmiech. Jeden z naszych działaczy, szczególnie zaangażowany w losy zwierząt gospodarskich, nie wytrzymał ciśnienia i po krótkiej wymianie zdań wszyscy zaczęli podkasywać rękawy i szykować się do bicia o kozie dziewczyny.

Co rusz na cito kupowaliśmy, jak na gorącej aukcji dzieł sztuki, kolejne wskazane przez przyjezdnych kozy. W końcu agresja między nami a mężczyznami urosła do tego stopnia, że potrzebna już była policja. Niemniej był to weekend, odległa wieś, nim ktoś by dojechał, mogły minąć wieku. Aby więc zamknąć temat w zarodku, bez chwili zastanowienia i bez liczenia stada wzięłam telefon i zadzwoniłam do gospodarza, prosząc, aby odprawił Panów, bo my zdecydowaliśmy się kupić całe stado.

Gospodarz trochę oniemiał, ale ponieważ znał nas nie od dzisiaj, potraktował poważnie. Po chwili Panowie zostali wyprowadzeni poza bramę, a my zaczęliśmy liczenie i robienie zdjęć naszym nowym, uratowanym zwierzakom. Zaczęło się również liczenie, ile musimy teraz zapłacić za komfort, że nikt nie będzie przy nas ubijał stada kóz.

Najbardziej rozczarowana przebiegiem spraw była młoda Ukrainka, która od każdej zabitej przez siebie kozy ma - jak się okazało - 50 zł. Stała cały czas z czarnoskórymi gośćmi, z brudnym nożem w kieszeni, w kurtce całej we krwi, i to krwi nie z dzisiaj. Bo tu nikt się chyba praniem nie przejmuje. Ważne, że weszło prawo, że można ubijać na miejscu.

Tak też zostaliśmy - prawie... - prawnym właścicielem

Od razu zadzwoniliśmy do paru firm i instytucji, które obiecały pomóc w nagłych sytuacjach. Jak się jednak okazało, te sytuacje miały dotyczyć koni, i najlepiej, aby na miejscu była jakaś telewizja. Na hasło, że ratunku potrzebuje stado kóz, owiec i baranów, zapadała niezręczna cisza, albo śmiech do słuchawki, jeden Pan wprost zapytał, czy zwariowaliśmy, że odebraliśmy ludziom z Afryki możliwość uboju kóz tylko dlatego, że akurat tam byliśmy, że przecież to tylko kozy, a nie konie...

Cóż, jak wielokrotnie powtarzaliśmy, empatia nie powinna być wybiórcza. Słowo się rzekło, nie odpuściliśmy żadnego stworzenia. Naliczyliśmy z gospodarzem 65 istnień. Teraz musimy za nie zapłacić. Za zwyczajne kozy, owce, barany. I w zasadzie nie wiem, co Wam napisać. Bo ani nie napiszę, że służyły człowiekowi, ani że rodziły całe życie, ani że historia Polski - jak w przypadku koni - pisana była na ich grzbiecie. Ot, stado zwierząt, które chcą żyć.

Musimy zebrać teraz 30 000 zł, aby spłacić całe stado, zapłacić za transport do nas na Zwierzęcy Folwark, i postawić im pilnie dach nad głową. Wśród stada jest bardzo wiele kotnych kóz. Jesteśmy więc świadomi, że stado za moment się powiększy o kolejne koźlątka, więc i miejsce potrzeba więcej, i w miarę ciepłego. Jeśli Twoja empatia też nie jest wybiórcza - prosimy, wesprzyj 65 istnień. Liczy się każda złotówka.

--------------------------------
Fundacja Centaurus działa w imieniu zwierząt od 2006 roku. Jest organizacją non profit. Centaurus to ponad 1200 ocalonych koni, 50 osiołków, paręset psów, wiele kotów, liczne zwierzęta gospodarskie. One wszystkie żyją dzięki takim osobom jak Ty. Bez tego wsparcia, ratowanie nie byłoby możliwe.

Z całego serca dziękujemy Ci za pomoc.

Masz pytania? Zadzwoń 518 569 488 - Ania

Pomogli

Ładuję...

Organizator
20 aktualnych zbiórek
561 zakończonych zbiórek
2 dni do końca
Wsparło 511 osób
18 750 zł (62,5%)
Brakuje jeszcze 11 250 zł
Wesprzyj