Śląska kumulacja kocich nieszczęść...

Wsparło 39 osób
1 046 zł (23,24%)
Brakuje jeszcze 3 454 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 26 Sierpnia 2020

Zakończenie: 15 Października 2020

Przez ostatnie dni wciąż słyszeliśmy słowa: umierający, amputacja, złamanie, rokowanie ostrożne...

Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by jakoś to ogarnąć. Nie mamy schroniska, ani kociarni, zabrakło nam klatek w domach tymczasowych, a wieczorami wszyscy padaliśmy ze zmęczenia. Dopiero teraz, gdy zwierzaki są zabezpieczone, możemy usiąść, napisać jak było i poprosić Was o pomoc...

Kotów było 9, każda historia inna, w każdej mnóstwo bólu i cierpienia. Jednego kociaka niestety nie udało się uratować, trafił do lecznicy za późno, miał w płucach ponad 200 ml ropy.

Nasza chatulowa izba chorych zaczęła się od Batmanki, małej kociny z Bytomia-Bobrka wyłowionej z piwnicy wolontariusza. Na pierwszy rzut oka była tylko brudna, zapchlona i chuda. Niestety na obserwacji okazało się, że ma problemy z chodzeniem. Zrobiliśmy RTG. Wyszło stare złamanie miednicy, które już „jakoś” się zrasta i brzydkie złamanie główki kości udowej.

Według weterynarza rodzaj obrażeń sugeruje upadek z dużej wysokości. Nie mogąc wykonywać swobodnych ruchów, kociak stawiał nieprawidłowo drugą nóżkę, narażając kolano na zniszczenie. Decyzja była szybka – o ile wyniki badań pozwolą, operujemy (dekapitacja główki kości udowej), by jak najszybciej mogła wrócić do sprawności i nie zniszczyła kolana.

Operacja się udała, ale w drugiej dobie pojawiły się problemy z perystaltyką jelit. Mała osłabła, przestała jeść, wymiotowała, nie załatwiała się. Wróciła do szpitala. 

Weterynarze opanowali sytuację, perystaltyka wróciła i Batmanka ulokowana w domu tymczasowym stawia już pierwsze kroki.

Drugi był kocurek z tej samej dzielnicy. Miesiąc temu karmicielka próbowała go złapać z powodu totalnie zniszczonej, zapadłej i zaropiałej gałki ocznej. Niestety się nie udało. Kilka dni temu przyszedł pod okno karmicielki, powłócząc przednią łapką. Był już bez sił. W lecznicy po prześwietleniu stwierdzono wyrwanie barku, złamanie. Uraz powstał prawdopodobnie po ataku psa. Kocur miał ogromny obrzęk łapy. Nie wiadomo, czy czucie wróci (jeśli nerwy są przerwane, to konieczna będzie amputacja), ale musimy dać mu szansę i czekać. Zrobiliśmy badania i testy, które wyszły dobrze, łapka została zespolona gwoździem. Operacja była na tyle poważna, że nie można było jednocześnie wyczyścić oczodołu. Będzie to robione przy wyciąganiu gwoździa z łapy. Z nadzieją czekamy na kontrolę i dobre wieści...

Trzeci był kociak z ogródków działkowych przy śmietnisku. Tak jak starszy kolega powłóczył łapką, nie miał w niej czucia. Na wolności w takim stanie nie miał szans. W jego przypadku RTG nie pokazało złamań, ale kosteczki są malutkie, a obrzęk tkanek ogromny. Kociak musiał mieć ograniczony ruch, na szybko musieliśmy kupić klatkę, bo wszystkie były już zajęte (cały czas sterylizujemy wolno żyjące koty). Czekamy do kontroli, ale mamy wrażenie, że czucie w łapce wraca.

Czwarty był również kociak ze śmietniska. Tym razem z zupełnie zaropiałymi oczami. Umieściliśmy go w szpitaliku. Jedna gałka oczna była gorsza, weterynarz miał podejrzenie urazu mechanicznego. 

Kiedy kolejne dni nie przynosiły poprawy, a oko wyglądało coraz dramatyczniej, podjęto decyzję o amputacji oka. Zdjęcia mówią same za siebie...

Piąty to Kiwaczek z centrum Bytomia. Maluszek jest dzieckiem wolno żyjącej kotki. Karmicielka zauważyła, że nienaturalnie przekrzywia głowę. Trafił na badania. Ma zespół przedsionkowy, który objawia się skręceniem głowy i niezbornością ruchową. Możliwe, że jest to wynik infekcji wirusowej, którą aktualnie przechodzi. Jeśli leki nie pomogą, to już taki felerny zostanie... Tak czy inaczej nie wróci na wolność. Walczymy.

Reszta naszych chorowitków to już w zasadzie „małe piwo”...

Szósty przypadek to Agata, domowa kotka wyrzucona na ulicę, która obecnie przebywa w domu tymczasowym. Nagle przestała jeść, zaczęła się ślinić. Wizyta u weta, testy fiv, felv, badanie krwi, leki na zapalenie dziąseł. Mimo dobrych wyników kotka nadal nie je, musi mieć podane kroplówki. Rozszerzamy diagnostykę m.in. o choroby trzustki…

Siódmy przypadek to Samson, nasz wolno żyjący podopieczny, wielki kocur. Dopadło go zapalenie pęcherza, przestał sikać, musiał być cewnikowany. Drożność dróg moczowych została uzyskana, dostał leki do codziennego podawania, mocz wysłany na posiew.

Na koniec kocur z Bobrka, wykastrowany już dawno. Kocur dostał pseudonim Skorupa. Tułów był bez sierści, skóra zgrubiała, w dodatku chudy jak nieszczęście. Trafił do lecznicy. Diagnoza: pchle alergiczne zapalenie skóry. Dostał preparat na pasożyty wewnętrzne i zewnętrzne i wrócił na wolność. Choć kocur nie wygląda najlepiej w obecnej sytuacji, diagnoza nas ucieszyła, bo zawsze mogła być to przecież grzybica albo świerzb...

Pełni obaw i nerwów czekamy na wizyty kontrolne, obawiamy się też, że zaraz trafią do nas kolejne kocie nieszczęścia. Prosimy, pomóżcie nam opłacić leczenie kotów z ostatnich 10 dni. Bez Was nie ma nas, a bez nas koty zostaną bez pomocy. Każda wpłata to ich krok do zdrowia. Na wolności żadne z nich bez pomocy nie miałoby szans na przeżycie...

Pomogli

Ładuję...

Organizator
2 aktualne zbiórki
68 zakończonych zbiórek
Wsparło 39 osób
1 046 zł (23,24%)
Brakuje jeszcze 3 454 zł
Wesprzyj