Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Ta zbiórka dotyczyła tych, którzy nie potrafią wołać głośno — chorych kotów, dla których ból i potrzeba pomocy często pozostają niewidoczne.
Jej celem było wsparcie leczenia i codziennej opieki tam, gdzie cisza nie oznacza braku cierpienia.
Zbiórka została zrealizowana w 35%.
Zebrane środki pozwoliły na pokrycie części kosztów leczenia, leków, diagnostyki i bieżącej opieki nad kotami wymagającymi stałego wsparcia.
Nie zamknęło to wszystkich potrzeb, ale umożliwiło realne działania w konkretnym czasie, wtedy, gdy były one najbardziej konieczne.
Ta zbiórka nie była opowieścią o pełnym domknięciu problemu.
Była raczej próbą odpowiedzi na cichą potrzebę — taką, która nie narzuca się uwadze, a jednak domaga się odpowiedzialności.
Dziękujemy wszystkim, którzy wsparli tę zbiórkę.
Wasza pomoc miała bardzo konkretny wymiar: pozwoliła nam reagować, leczyć i nie odkładać decyzji na później, mimo że środki były ograniczone.
Cisza chorych kotów naprawdę woła.
Dzięki Wam część tego wołania została usłyszana.

W maleńkim ciele Sokrateski bije życie tak kruche, że musi wspierać je inkubator i tlen. Nad nią pochylają się ręce lekarzy, a my czekamy przy niej z drżeniem serca, bo każdy dzień jest wygraną.
Obok niej pojawiła się Hera – koteczka z Moszny. Zrodzona w świecie, gdzie koty rodzą się i giną w ciszy, niepostrzeżenie, gdzie dzika kotka trzy razy do roku rodzi potomstwo, którego los najczęściej kończy się w cierpieniu. Hera żyje, choć choroba już zdążyła położyć cień na jej dzieciństwo. Dwoje jej rodzeństwa również przebywa w lecznicy.
A to nie koniec – Parzniew, Teresin i inne miejsca wciąż czekają. Tam, na podwórkach i działkach, rodzi się i umiera życie, które w oczach wielu nie ma imienia ani wartości.
My widzimy je wszystkie. I prosimy o solidarność. Bo tak, jak w każdej społeczności słabsi potrzebują mocniejszych, tak te koty potrzebują Was.
Za karmę dziękujemy z serca – dzięki Wam miski nie są puste. Ale dziś błagamy o środki na leczenie i żwirek. To najprostsze, a zarazem najcięższe potrzeby codzienności, które bez Was pozostają niezaspokojone.


Nie wszystkie historie kończą się tak, jak byśmy chciały.
Kiwisia i Pimpuś już nie ma – choroba była silniejsza niż nasze i Wasze starania.
Ale ich leczenie kosztowało tysiące złotych, które wciąż musimy zapłacić.
Bałwanek wciąż walczy – wydaliśmy na niego ponad 8 tysięcy złotych, a na zbiórce nie ma nawet połowy tej kwoty. Do tego wczoraj ktoś podrzucił do nas kota – z 32°C temperatury. Zgasł w nocy, a w Auxilium czeka nas kolejna faktura.
A to nie wszystko. W Dr Miau Moni, Marcelina i Krysia miały robione badania.
Krysia okazała się chora na wrodzoną wadę, FIV i FeLV.
To nie są historie z happy endem, ale to są prawdziwe koszty ratowania.
Codziennie potrzebujemy też żwirku i karmy, żeby te, które żyją, mogły żyć godnie.
To nie są zbiórki „na cud”. To jest walka o każdy dzień, w którym kot nie musi cierpieć, o każdą fakturę, którą trzeba zapłacić, żeby klinika nie zamknęła nam drzwi.
Prosimy – pomóżcie nam unieść ciężar.
Dzięki Wam koty, które jeszcze żyją, wciąż mają szansę.




Sierpień. Dni sklejone z zapachu leków, chłodu lecznicy i miękkiego futra.
Nie ma tu wielkich historii – nie zdążyłyśmy ich opowiedzieć. Są tylko imiona zapisane na kartach badań, wyniki z laboratorium, rachunki z kliniki.
Od 1 do 5 sierpnia wydaliśmy ponad 2000 zł na leczenie, badania i leki dla kotów, które nie mają własnych zbiórek.
Nie dlatego, że nie są ważne.
Ale dlatego, że nie zdążyłyśmy – bo choroba biegnie szybciej niż słowa, a ból nie czeka, aż ktoś stworzy wzruszający post.
Załączamy screen płatności kartą z konta stowarzyszenia.
Tak jest łatwiej i taniej – bo księgowość liczy faktury jak oddechy, a my nie chcemy, żeby koszt papierów był większy niż koszt życia. Dlatego nasi weterynarze wystawiają nam zbiorcze faktury za cały miesiąc.
Czasem więc działamy najpierw – a opowiadamy później.
Albo wcale, jeśli kot nie zdąży doczekać swojego „głosowania na serca”.
To dopiero początek sierpnia.
Będą kolejne wizyty, kolejne faktury, kolejne chwile, kiedy trzeba szybko wybrać – czy płacimy teraz, żeby kot mógł oddychać, jeść, żyć.
---
Nie prosimy o wiele.
Prosimy tylko o to, byście byli z nami w tej codzienności, która nie ma efektownych zdjęć ani głośnych słów.
Bo cisza chorych kotów też woła. A my próbujemy ją słyszeć.

Dla kogo jest ta zbiórka?
To zbiórka dla „tych słabszych” – kotów, które są z nami, ale nie mają własnych zbiórek. Bo nie zdążyły. Bo ich historia nie wywołała reakcji. Bo zdjęcie nie poruszyło. Bo były zbyt ciche.
Amelia – kotka znaleziona na cmentarzu. Z zaawansowanym triaditis i przewlekłą niewydolnością nerek.
Miała swoją zbiórkę. Ale prawie nikt jej nie zauważył.
W ostatnich dniach tuliła się, jadła z ręki. Odeszła przy nas – w cieple i spokoju.
Kaja – dzika kotka. Przyszła do nas w stanie skrajnego odwodnienia. Diagnoza: ostra niewydolność nerek.
Nie zdążyłyśmy założyć zbiórki. Odeszła zanim zdążyłyśmy opowiedzieć jej historię.
Puszek – kot z białaczką. Wirus zniszczył jego zęby – jadł z bólem.
Przeszedł pilną ekstrakcję. Dziś żyje – bo pomoc przyszła na czas.
Są też inne – mniej znane, ale równie ważne: chore, stare, słabe. Ich los to codzienność, która nie przykuwa uwagi. Ale to właśnie im chcemy pomóc.

Dramat w trzech aktach: Żwirek, Faktura i Koty
Akt I – "Dom, w którym nie było żwirku"
Gdyby Czechow miał kota, z pewnością pisałby nie o „Trzech Siostrach”, ale o Dwunastu Tonach, bo tyle właśnie zamówiło nasze Stowarzyszenie. I nie dlatego, że chcemy budować piramidę w stylu egipskim – lecz dlatego, że mamy koty. A koty, jak wiadomo, nie mają poczucia humoru, kiedy żwirek się kończy.
Akt II – "Faktura z Dobrzyńniewa"
Na scenę wchodzi faktura. 2 267,92 zł – niczym ponura postać z dramatu, staje na środku i mówi:
„Płacić trzeba, bo promocja była! 123 worki Elmo, lawendowe, żeby woniało – nie tragedią, a nadzieją!”
Akt III – "Kot, który spojrzał"
Wtem kot Filemon, z miną jak z ostatniego aktu „Wiśniowego Sadu”, patrzy wymownie spod kuwety. A w oczach ma pytanie:
„Czy ja, obywatelu, mam iść na gazetę?!”
Nie, Filemonie. Nie pójdziecie. Mamy fakturę, mamy żwirek, brakuje nam tylko... pomocy w opłaceniu tej tragedii komediowej.

Pomóżcie nam zamknąć ten dramat – każda złotówka to ocalony dywan i szczęśliwa kuweta.
#ElmoNaScenie #DramatBezŻwirku #KotTeatralny #PromocjaAleDrogo #StowarzyszenieKotyPrezesowej
„Świat nie zmienia się nagle – zmienia się wtedy, gdy ktoś nachyla się nad słabszym i mówi: zostaniesz tu, jesteś bezpieczny”.
Nie zaczęłyśmy od planu. Nie było budżetu ani strategii. Było tylko jedno – kot. Samotny. Głodny. Z wyrwanym kłakiem sierści i spojrzeniem, którego nie da się zapomnieć.
Od tamtego dnia minęło wiele lat. W internecie można jeszcze odnaleźć ślady naszych pierwszych prób – zamknięte już zbiórki, stare posty, listy pisane z przejęciem i drżeniem. Ale historia nie zniknęła. Ona nadal się pisze – każdego ranka, kiedy otwieramy drzwi do pomieszczeń, w których czekają na nas chore, starsze, słabe koty.
Prowadzimy stowarzyszenie, które nie szuka łatwych przypadków. Do nas trafiają te „trudne”: koty z białaczką, FIP-em, FIV-em, przewlekłym katarem, IBD, niewydolnością nerek, plazmocytarnym zapaleniem dziąseł. Złamane ogony, zęby do usunięcia, oczy do ratowania, serca do oswojenia. Tacy są nasi podopieczni – skomplikowani, a przez to najprawdziwsi.
Ich opieka to nie tylko miłość, ale i codzienna walka z budżetem. W każdym miesiącu zużywamy:
Tonę żwirku Elmo (2400 zł),
650 zł na odbiór odchodów przez Hetmana,
15–20 kg suchej karmy dziennie – dobrej jakości, bo słaba szkodzi chorym organizmom,
20–30 puszek mokrej karmy dziennie (800 g każda),
około 10 000 zł miesięcznie na leczenie, leki i suplementy w dwóch zaprzyjaźnionych gabinetach weterynaryjnych.







Czasem ktoś z Państwa przysyła nam kilka puszek – i wtedy serce rośnie. To kilka dni mniej martwienia się o jedzenie. Ale potrzeby są ogromne i stałe.
Dlatego prosimy – jeśli możecie – wspomóżcie nas regularnie lub jednorazowo. Każda wpłata to nie tylko pieniądz, ale znak, że świat nie odwraca się od słabszych.
Pomóżcie nam doprowadzić tę opowieść do dobrego finału. Do końca roku. Dzień po dniu. Kot po kocie.
Ładuję...