Cichy zabójca: mróz i ludzka obojętność

Wsparły 393 osoby
19 487 zł (48,71%)
Brakuje jeszcze 20 513 zł
Adopcje

Rozpoczęcie: 29 Stycznia 2026

Zakończenie: 30 Czerwca 2026

Godzina: 23:59

29 Marca 2026, 16:09
Mróz odpuścił. Cierpienie nie. Oni nadal walczą…

Dzięki Wam udało się uratować kolejne życia ❤️ Ale to jeszcze nie koniec walki.

Mróz odpuścił, śnieg stopniał… ale dramat tych zwierząt wcale się nie skończył. Każdego dnia patrzymy w oczy tym, które przeżyły tylko dlatego, że ktoś zdążył je zauważyć w ostatniej chwili. Teraz ich życie zależy od tego, czy damy radę opłacić leczenie, karmę i dalszą opiekę. Oni i nowi podopieczni...

Po 5 dniach hospitalizacji, Walentynka kontynuuje profilaktykę w dt. Jej ciało powoli wraca do zdrowia — przytyła, sierść zaczyna odrastać. Ale jej serce wciąż pamięta wszystko.

Strach nie znika tak szybko jak rany. Zostaje w spojrzeniu, w napiętym ciele, w niepewności przy każdym dotyku. Ona jeszcze nie wie, że koszmar się skończył. Potrzebuje czasu, cierpliwości i czułości, żeby uwierzyć, że życie może wyglądać inaczej. Że nie musi już się bać. Że naprawdę ma prawo być szczęśliwa.

Wszystkie nasze „wojskowe” kociaki są już bezpieczne. Bronia, Saper, Kadet, Kapral, Major i Granat — każdy z nich rozpoczął leczenie. I kiedy pojawia się nadzieja… przychodzi zderzenie z rzeczywistością. Wirusy. Osłabione organizmy. Kolejne leki, kolejne wizyty, kolejne noce czuwania. One naprawdę walczą. Małe ciała, ogromna wola życia. My walczymy razem z nimi. Ale każda ta walka ma swoją cenę. A rachunek rośnie szybciej, niż jesteśmy w stanie go udźwignąć...

Mango, Lucky i Brago są dziś w hoteliku. Bezpieczne. Zaopiekowane. Mają za sobą profilaktykę, poznają inne psy, uczą się spacerów i codzienności, której wcześniej nie znały.

Brago okazał się wnętrem, musiał zwalczyć wiele stanów zapalnych i pilnie przejść operację.

Dziś patrzymy, jak powoli się otwierają. Jak uczą się radości. Jak odkrywają coś, co dla wielu psów jest oczywiste… że mają prawo do szczęścia. Że zabawa jest czymś pięknym. Że życie może być dobre. Taka opieka ma swoją cenę.I jest ona wyższa, niż jesteśmy dziś w stanie udźwignąć.

Luis ma już swój dom. Swoich ludzi. Swoje miejsce na zawsze. ❤️ Maksio nadal czeka. Starszy, mniej „widoczny”, omijany przez adopcyjnych gości. Każdy dzień spędza w hoteliku. Każdy dzień to kolejny koszt, który musimy udźwignąć. Bo dla niego bezpieczeństwo to nie oczywistość — to coś, co trzeba codziennie opłacać.

Wiki wygrała największą walkę — walkę o życie. Ale to jeszcze nie koniec. Jej oczko wciąż wymaga leczenia, cierpliwości i czasu. Obiecaliśmy jej lepsze jutro — i tej obietnicy dotrzymamy. Tylko że ta obietnica ma swoją cenę. Już od 3 miesięcy każdego dnia ją ponosimy.

Saba zmieniła się nie do poznania. Dziś biegnie do człowieka. Cieszy się z każdej uwagi, z każdego dotyku. Prosi o bliskość, jakby chciała nadrobić wszystko, czego wcześniej nie miała.Patrzy z nadzieją, że ktoś ją w końcu wybierze. Na zawsze. Do tego czasu czeka w hoteliku — bezpieczna, zaopiekowana. Ale każdy dzień tej nadziei ma swoją cenę. I tę cenę płacimy codziennie.

Borysek, Fraszka, Frugo i Leoś są już w domach. Bezpieczne. Kochane. Na zawsze. Dla nich ta historia ma szczęśliwe zakończenie. Ale my wciąż musimy ją domknąć. Bo zostały ostatnie rachunki.

Frodo i Nikuś są już gotowi. Gotowi na dom. Na swojego człowieka. Na nowe życie.

Tylko… gdzie on jest? Czekają. Mają zapewnioną opiekę, bezpieczeństwo, wszystko, czego potrzebują — oprócz jednego. Stałego miejsca na świecie. A my w tym czasie robimy wszystko, by udźwignąć konsekwencje tej pomocy.Bo za tym „czekaniem” stoją rachunki, które nie chcą czekać razem z nimi.

I kiedy wydaje się, że zaczynamy wychodzić na prostą… w nasze progi trafiają kolejne biedy. Kolejne zwierzęta, które nie mają już nikogo. Nie potrafimy odmówić mimo braku miejsc i rąk do pomocy. Ale każda taka decyzja to odpowiedzialność — i kolejne rachunki, które musimy udźwignąć. Dlatego znów prosimy — pomóżcie nam dalej pomagać.

Pokaż wszystkie aktualizacje

04 Marca 2026, 10:41
Następne istoty, które patrzą z nadzieją

Kochani ogromnie dziękujemy za dotychczasowe wsparcie ❤️ Każda Wasza wpłata ma realne znaczenie w walce o lepsze jutro dla naszych podopiecznych ❤️ 

Chociaż mróz odpuścił, a śnieg stopniał, to zwierzaki nadal potrzebują pomocy. Każde z nich to osobna historia bólu, strachu i nadziei… i cicha prośba o ocalenie

Walentynka to sunia, która bardzo długo błąkała się po wsi. Pojawiała się i znikała. W końcu miała dosyć ucieczek, była słaba i przemarznięta a jej wygląd i stan zdrowia świadczy o tragedii, której musiała doświadczyć.

Sunia trafiła do szpitaliku gdzie przeszła wstępne badania. Anemia, choroby skóry, pasożyty, szmery w sercu, ogólny stan zapalny organizmu. Przed nią dalsze leczenie i badania. Jest już bezpieczna — pierwszy raz od bardzo dawna może spać spokojnie. Ale rachunek rośnie z każdym dniem.

Będziemy ogromnie wdzięczne za wsparcie Walentynki, która mimo wielu lat tułaczki od pierwszych dni u nas pokazała jaką jest cudowną, łagodną i delikatną istotką ❤️Ona wciąż wierzy, że człowiek może być dobry.

Zajęliśmy się też stadem kotów z posterunku wojska. Pojawiły się pośrodku niczego. Śnieg utrudniał dojazd na miejsce ale nie mogliśmy odpuścić wiedząc, że na tam czeka 6 chorych na koci katar, bezdomnych kociaków. Wszystkie są już u nas: Bronia, Saper, Kadet, Kapral , Major i Granat. Kończymy leczenie i bierzemy się za profilaktykę. A potem wiadomo - szukamy najlepszych, odpowiedzialnych i kochających domów ❤️Bo każdy z nich zasługuje na coś więcej niż przetrwanie.

Bradley to kilkuletni pies w typie owczarka niemieckiego pozostawiony na posesji przypięty łańcuchem. Gdyby nie dobrzy ludzie, którzy codziennie przynosili mu jedzenie i szukali pomocy psiak odszedł by z zimna i głodu. Sam... zapomniany.

Udało nam się znaleźć dla niego miejsce w hoteliku gdzie przejdzie profilaktykę i poczeka na nowy dom. Utrzymanie oraz reszta niezbędnych wydatków to kolejne koszty na nasze barki. 

Prosimy o wsparcie dla podopiecznych. Oprócz kociaków z posterunku, Bradley'a i Walentynki pod naszą opieką na dzień dzisiejszy przebywa 38 kociaków i 32 psiaki. To dziesiątki misek do napełnienia, dziesiątki wizyt u weterynarza, dziesiątki historii, które chcemy zakończyć szczęśliwie.

Mróz nie daje drugiej szansy. Cichy zabójca zbiera żniwa. Psy odebrane interwencyjnie i chore koty zostały wystawione na zimno jak niepotrzebne rzeczy.

Zabrane w ostatniej chwili, dziś walczą o zdrowie i godne życie. My jesteśmy tylko narzędziem w rękach tych, którzy zdecydują się pomóc, a Wy decydujecie, czy ta pomoc do nich dotrze. Poznaj podopiecznych i wesprzyj ich walkę o zdrowie. Dziś to my mówimy w ich imieniu.

W największe mrozy poinformowano nas o zagrożeniu dla 7 psów. Psy miały właściciela. Miały też grube krótkie łańcuchy i obroże wrastające w ciało. Nie miały za to schronienia — jedyną „ochroną” przed zimnem były płyty eternitu oparte o budynek. Przy temperaturach sięgających –20°C i niższych nie było żadnego zabezpieczenia przed mrozem, wiatrem, śniegiem. Klepisko stanowiły śladowe ilości słomy na lodzie.

Brak stałego dostępu do czystej wody, nieodpowiednia dieta (gotowane kartofle) , brak odrobaczania oraz brak zabezpieczenia przeciw pchłom i kleszczom. Żaden z psów nie był zaszczepiony na wściekliznę, a co dopiero choroby wirusowe. 5 z nich pozostało pod naszą opieką.

Klara to ok 4-letnia sunia w typie owczarka. Jej ciało świadczy o licznych już porodach i niedożywieniu. Jej brudna skołtuniona sierść jest przerzedzona na skutek silnego zapchlenia. Zapalenie uszu i spojówek. Brak szczepień. Brak miłości. Od kiedy poczuła się bezpiecznie, zachwyca nas swoją wdzięcznością i radością z nowego życia.

Kondycja Brego jest bardzo zbliżona do Klary. Stan jego sierści i przerośnięte pazury szokują każdego, kto go zobaczy. Psiak pochyla głowę przy zbliżeniu się przez człowieka jakby chciał pokazać, że już będzie grzeczny, że on nic nie zrobił.

Lucky ma zaledwie 2 lata, ale miał jeszcze mniej szczęścia niż Klara. Oprócz podobnego zaniedbania, psiak wyraźnie boi się wyciągniętej ręki czy gwałtownych ruchów. Ile ciosów musiał przyjąć w swoim życiu? Gdy psiak przebywa na wybiegu, często wraca do kojca sprawdzić, czy on wciąż tam jest, czy nie stracił tego bezpiecznego azylu jaki otrzymał. Czy to nie sen, z którego wybudzi go dźwięk własnego zamarzniętego łańcucha.

Dalton fizycznie ma się całkiem dobrze. Natomiast to on jest najbardziej skrzywdzony z całej piątki. Psiak trwał schowany w kąt, odmawiając patrzenia na opiekunów. Przerażony tym, co może go spotkać nie wydawał z siebie żadnego głosu. By wyjść na spacer, psiak musiał być wynoszony na rękach, a na spotkanie z przechodniem reagował zrobieniem potrzeb pod siebie i chowając się pod zaparkowanym samochodem. Dziś psiak wciąż uczy się zaufania.

Mango również nie został oszczędzony. Przy każdym dotyku psiak drętwiał ze strachu. Podniesienie ręki czy ruch powodowały, że kulił się w sobie. Gdy w końcu sam zaczynał dopominać się o dotyk i zrozumiał, że opiekun nie zrobi mu już krzywdy, panikował, gdy tracił go z oczu starając się do niego dostać za wszelką cenę. Jego opiekun stał się jego ochroną, barierą przed złem, czymś, czego nie chciał stracić ponownie. Jakby bał się, że jutro może tego zabraknąć.

Luis i Maksio zostały zabrane podczas innej interwencji. Nie mniej emocjonalnej i oburzającej, i pokazującej inny bolesny wymiar znęcania się. Nie chodziło o głód, ale o powolne łamanie psychiki. Nasi nowi podopieczni to dwa psy, których całym światem był metr kwadratowy nieszczelnej, ciemnej nory zwanej budą.

Bez światła. Bez świeżego powietrza. Bez dostępu do wody. Dzień po dniu, noc po nocy — zamknięte w ciasnej jamie, odcięte od świata, od bodźców, od jakiejkolwiek nadziei. Tam, gdzie stały, załatwiały swoje potrzeby, by potem położyć się w to samo miejsce. Dookoła wilgoć, brud i zapach rozkładu. Zamiast posłania — klepisko i stare, podarte kołdry. Zamiast dotyku — samotność.

Luis to jeszcze psie dziecko — ma zaledwie około 8 miesięcy. Jest bardzo przestraszony i boi się niemal wszystkiego, co go otacza. Nie trzeba być ekspertem, by zobaczyć, że nie miał łatwego startu w życiu… Dziś jest bardzo zagubiony. Nie wie, jak reagować nawet na najmniejszy gest czy nową sytuację.

Każdy spacer to dla niego ogromne wyzwanie — choć z każdym kolejnym dniem idzie mu odrobinę łatwiej. W obecności opiekunki wciąż nie czuje się pewnie, dużo spokojniej jest mu wtedy, gdy może iść z tyłu i nikt na niego nie patrzy. Najbezpieczniej czuje się w małej przestrzeni — dlatego właśnie ciepły boks stał się jego spokojnym azylem, miejscem, gdzie może wreszcie odetchnąć.

Maksio jest bardziej otwarty niż Luis. Okazuje się jednak wycofany w nowych sytuacjach i nieufny w stosunku do obcych. Pierwsze dni spędzał na obserwowaniu wszystkiego, co go otacza. Jakby właśnie odkrył, że świat może być aż tak ogromny. 

24.12 — mroźny dzień i setki podróżujących. Tylko jedna osoba zauważyła, że na oczach wszystkich, na poboczu drogi, na mrozie umiera malutki kotek z kokardką na szyi…

Wiki od początku zmagała się z problemami z nóżkami, dlatego podejrzewaliśmy potrącenie lub podłoże neurologiczne. Do tego doszło silne zapalenie górnych dróg oddechowych oraz bardzo zaawansowany koci katar, a objawy neurologiczne były ich następstwem. Jej oczka były w tak złym stanie, że nie widziała. 

Saba trafiła do nas prosto z łańcucha. Do tej pory znała zupełnie inne życie. Brak socjalizacji i odpowiedniego traktowania, bezsensowne wydawanie na świat szczeniąt... To wszystko sprawiło, że sunia była bardzo wycofana, przerażona, zaniedbana...

Saba mimo strachu okazała się łagodna i stara się ze wszystkich sił zaufać na nowo. Bardzo wspiera się na obecnej opiekunce i na spacerach co chwilę podchodzi, by upewnić się, że nie jest sama.

Borysek wraz z rodzeństwem trafiły pod naszą opiekę w momencie, gdy leczenie kociego kataru przez opiekunkę wymagało naszego patronatu. Niestety, gdy koci katar został zwalczony, przyszedł gorszy wróg... panleukopenia! W trakcie nierównej walki 2 kociaczki odeszły za tęczowy most. Został tylko on... Borysek wygrał życie, ale choroba pozostawiła długotrwałe objawy. I rachunki.

Fraszka błąkała się ponad miesiąc w podzamojskiej wsi. Unikała ludzi, których bardzo się bała. Jadła to, co znalazła, piła tam, gdzie mogła, broniła się przed pogryzieniem przez lokalne psy jak tylko potrafiła... Przez pierwsze dniw  hotelu, chowała się jak najgłębiej w legowisko. Jakby chciała zniknąć niezauważona. Bała się wychodzić poza kawałek podarowanego koca. Dziś jest bardzo zależna od opiekunki, ona jest jej ostoją i obroną przed złem.

Leoś, to mały, zziębnięty kocurek, który wziął swój los w łapki i przyszedł pod dom naszej wolontariuszki. Niestety gdy stres opadl, ciało się poddąło- stracił apetyt, stał się apatyczny, nie miał ochoty na zabawę... Wyrok-panleukopenia. Walkę z wirusem, była bardzo trudna, pełna cierpienia i palącego bólu w jelitach.  Leoś kurczowo trzymał się człowieka, znosi cierpliwie wszystkie zabiegi i nie poddał się do końca! Cudem, bo tylko tak wygrywa się z tą chorobą, dziś kocurek ma się świetnie i czeka swój kochający dom.

Nikusia miało już nie być. Już miał swój bilet prosto do Sobolewa. Nie miałby tam szans. nie w miejscu gdzie umierają zdrowe i wesołe psiaki...Rok czasu trwały próby oswajania pieska w lesie, pośrodku niczego. W końcu udało się go odłowić.


Nikuś jest pieskiem straumatyzowanym. Nie znał dotyku i panicznie bał się człowieka. Nie pozwolił na założenie obroży ani tym bardziej na głaskanie. Jedno jest pewne - został niesamowicie skrzywdzony. Nikuś trafił do hoteliku gdzie uczy się życia z człowiekiem. Rutyna, spokój i jasno wytyczone granice przynoszą efekty i dziś staje się powoli wesołym towarzyskim psiakiem. Tylko czasami zapomina gdzie jest, kładzie się wtedy w wykopanym w dołku, patrząc smutnymi oczami przed siebie... Nie pozwolimy mu już na smutek, a wkrótce liczymy na podarowanie mu domu na jaki tak bardzo zasługuje.

Frugo to jeden z 3 dzikich maluszków jakie kocia mama przyprowadziła w mroźne deszczowe dni blisko cżłowieka.  Bez schronienia, z zaawansowanym kocim katarem, zarobaczone i niedożywione. Niestety zabranie ich z miejsca bytowania okazało się początkiem dramatu. Niesttey osłabione organizmy 2 kociaków przegrały z nszych najgorszym koszmarem-panleukopenią. Tylko Frugo przetrwał. Nie został sam. Dziś wciąż walczy z konsekwnecjami choroby, ale wiemy, że będzie już dobrze. A wkrótce będzie gotowy, by odnaleźć swoich kochających rodziców.

Historia Frodo nie jest filmowa. Nie było kamer, dramatycznych pościgów ani wielkich nagłówków. Był tylko on – starszy, zaniedbany kundelek, porzucony na ulicy jak niepotrzebna rzecz.
Cierpiał w ciszy: bolesne zapalenie uszu, masa pasożytów i ogólne wycieńczenie.

Wiedzieliśmy, że obiektywnie patrząc, "szanse na adopcję są małe". Ale czy to powód, by pozwolić mu cierpieć? Absolutnie nie. Psiak jest zaopiekowany, przeszedł zabieg poszerzenia kanału słuchowego i czuje się już w pełni sił. Nigdy więcej nikt go nie porzuci inie zabraknie mu już niczego.

Mróz nie pyta, czy jesteśmy gotowi. Choroby nie czekają, aż zbiórka się domknie, a rachunki nie znikają same. Każdy z tych zwierzaków żyje dziś tylko dlatego, że ktoś w odpowiednim momencie zareagował. Ale za nimi są kolejne — te, o których jeszcze nie napisaliśmy, bo zwyczajnie nie wiemy, czy będziemy mogli im pomóc.

Ta zbiórka nie jest „na więcej”. Jest na to, żeby starczyło: na karmę, na leczenie, na ciepło, na dalsze ratowanie. Bez niej przyjdzie moment, w którym zamiast kolejnego „zabraliśmy”, będziemy musieli powiedzieć „nie damy rady”.

Jeśli możesz — pomóż teraz. Bo dla nich jutro może nie nadejść.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
1 aktualna zbiórka
109 zakończonych zbiórek