Tak cierpiącego psa nie widziałyśmy nigdy!

Zbiórka zakończona
Wsparły 483 osoby
21 237 zł (218,93%)

Rozpoczęcie: 15 Marca 2021

Zakończenie: 1 Maja 2021

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.
10 Kwietnia 2021, 16:33
[Aktualizacja]

Hermes kocha kotki
Na wczorajszej wizycie u weterynarza, towarzyszył mu nasz chory kotełek.


Chłopak cały czas go pilnował i sprawdzał, czy aby nie robimy mu ziaziu
Takie kochane i troskliwe psisko z tego naszego Hermeska

Pokaż wszystkie aktualizacje

10 Kwietnia 2021, 16:31
[Aktualizacja]

Mamy i dobre i złe wieści.

Zaczniemy od tych dobrych.
Leczenie uszu jest skuteczne. Wiemy, że wygląda to nadal strasznie, ale jest o niebo lepiej niż było, a minęło zaledwie półtora tygodnia od rozpoczęcia terapii.
Większość zmian małżowiny usznej jest trwała i konieczna będzie w przyszłości operacja kanału słuchowego. Tego się nie uniknie.

Również odbyt jest w ciut lepszym stanie, ale jego leczenie będzie trwać już do końca życia Hermesa.
Wygląda okropnie, ale uwierzcie nam, jest poprawa.
Hermes jest na specjalnej diecie, by oddawanie kału nie sprawiało mu bólu.
Higiena odbytu też jest skomplikowana, ale jak widać dajemy radę a Ania staje na głowie, by był czyściutki i wysmarowany lekami.

Teraz te złe wiadomości.
Chyba odkryliśmy zagadkę duszności Hermesa.
Ten psiak ma po prostu zapadnięte płuca.
Jak to możliwe?
Lekarze wyjaśnili nam, że to najprawdopodobniej konsekwencja nie leczonych w przeszłości zapaleń płuc.
Prawie się rozpłakałam - ten psiak nie dość, że tak cierpiał z bólu, to jeszcze nie raz musiał walczyć w zimnej budzie z zapaleniem płuc.


Boże, jak udało mu się to wszystko przetrwać
Nie opiszę jaka wściekłość mnie ogarnia na myśl o jego właścicielach
Niestety tego nie da się już wyleczyć.
Zmiana jest trwała.
Pomyślcie tylko, jaki z tej psiny jest twardziel.
Nie poddał się. Przetrwał.
Naszym obowiązkiem jest teraz zapewnić mu wszystko co najlepsze.
Jeśli zastanawiacie się, czy Hermes będzie żył, odpowiedź brzmi TAK.
Będzie musiał być leczony do końca swoich dni, ale dzięki Wam zapewnimy mu życie bez bólu w otoczeniu miłości i wyjątkowej troski

25 Marca 2021, 15:42
Aktualizacja

Dzieje się!

Hermes dziękuję Wam wszystkim Kochani, za to, że jesteście i wspieracie go w jego walce
Do tej pory był sam, zmagając się samotnie z bólem, chorobami, głodem i zimnem.
Dziś ma olbrzymią rodzinę, która troszczy się o niego.
I nieważne, że nigdy Was nie zobaczy - on wie, że jesteście
Wie już, co znaczy być kochanym.
Szkoda tylko, że nie zaznał tego wcześniej

23 Marca 2021, 00:59
Stan Hermesa.

Kochani, stan Hermesika nadal jest ciężki.
Odebrałyśmy jego wyniki krwi i normalnie nas zatkało. Anemia poza wszelką skalą.
Zagłodzili go.

Zauważyłyśmy też, że zwłaszcza w nocy, ma szybki i płytki oddech.
Zlecono badania pod tym kątem i do całej masy jego chorób dołączyła jeszcze arytmia serca.
Mamy nadzieję, że zapanujemy nad wszystkim.
Psisko bierze całą masę leków.
Ma lepsze i gorsze dni.
Mimo swojego ciężkiego stanu nie poddaje się.
To wspaniałe, wierne psisko, które chodzi za nami krok w krok.
Pilnuje nas strasznie.
Wystarczy, że wstaniemy z krzesła, on natychmiast się podnosi i idzie tam gdzie my.
Chyba boi się, że znowu zostanie pozostawiony sam sobie.

Jak bardzo ludzie potrafią zniszczyć psa.
We wtorek jedziemy ponownie do kliniki na dalsze badania i konsultacje.
Serce nam pęka, gdy widzimy jak bardzo został skrzywdzony.

Kochani, ogromnie dziękujemy Wam za serce okazane temu psiakowi. Serce, którego przez tyle lat nie mieli dla niego właściciele.

Dzięki Wam, staniemy na głowie, by uleczyć nie tylko jego ciało, ale i też jego duszę.

Jesteście najwspanialsi <3

Ratujemy zwierzęta od 10 lat i myślałyśmy, że widziałyśmy już wszystko. Widać jednak, że okrucieństwo ludzkie nadal może nas zaskoczyć, bo tak cierpiącego psa, który kona z bólu, jeszcze nie widziałyśmy. Bo ból, jakiego to stworzenie doświadcza w każdej sekundzie swojego życia, jest nie do opisania, a cierpienie, które stało się jego codziennością, sprawia, że gotuje się we mnie.

Jak można doprowadzić psa do takiego stanu? Jak można spokojnie żyć ze świadomością, że Twój pies tak strasznie cierpi, tuż pod Twoim nosem i nie robić kompletnie nic? Ja nie umiem tego pojąć. Nie rozumiem, jak człowiek może być takim potworem...

Częstochowa. Środek miasta. Dzielnica domków jednorodzinnych. Na tyłach jednej z willi w kojcu, z dala od oczu gapiów, po cichu umiera z bólu pies. Zagłodzony i bardzo chory.

Z uszu leje mu się krew wymieszana z ropą. Tkanki małżowin rozpadają się, gnijąc. Całe jego uszy to jedna wielka gnijąca rana. Ból jest nie do zniesienia. Towarzyszy psu w każdej sekundzie jego marnego życia. Rozsadza mu głowę. Stan zapalny rozlewa się na węzły chłonne. Boli go już cała szczęka, zęby. Nie może położyć głowy, bo opuchnięty pysk jest jednym, wielkim pulsującym ropniem. Wszystko gnije.

Chciałby usnąć i już się nie obudzić, byle to się skończyło. Byle uwolnić się od tego bólu, ale… organizm jeszcze walczy. Gorączkuje. Ma dreszcze. Dokucza mu też głód. Wpatruje się w ścieżkę, może pojawi się jego pan i da mu jeść, ale furtka wciąż jest zamknięta. Wstaje, ale ma coraz mniej siły. Chce się jakoś ułożyć ze swojej samotni, jaką jest buda, ale nie jest to łatwe, bo poza głową przeszywa go też ból odbytu. Ma guzy, które nieleczone już dawno się rozpadły, a jego ciało zjada zgnilizna. Wciąż lejąca się ropa skleja jego sierść.

Nie wiem jak to możliwe, że ten pies jeszcze nie zwariował z bólu. Chce mi się wyć i płakać z wściekłości, gdy widzę jego cierpienie. Co najgorsze i co najbardziej mnie przeraża, to to, że właściciele tego psa nie widzą absolutnie nic złego w jego stanie.

Przestali go leczyć, bo jak twierdzą weterynarz, powiedział im kilka miesięcy temu, że to stary pies i tak nic z tego nie będzie. To co? To ma umierać w tak niewyobrażalnym cierpieniu? Twierdzą też, że pies nie cierpi, bo cyt: „przecież nie piszczy”. Gdy to mówili, miałam łzy w oczach, widząc jego ból. I nie, jego opiekunowie to nie żadna patologia, ale dobrze sytuowani ludzie, którzy spokojnie żyli, zajmując się swoimi sprawami, podczas gdy na ich podwórku rozgrywał się prawdziwy horror.

Bierne patrzenie na tego cierpiącego, ledwo stojącego na nogach psa, który jest chodzącym szkieletem, z którego głowy leje się ropa, którego odbyt się rozpada – tak, jest okrutnym znęcaniem się nad zwierzęciem.

Kochani, przyznam szczerze, że nie wiemy, czy uda się nam go uratować. Byłyśmy z nim u kilku weterynarzy i wszystkich wbiło w podłogę na jego widok. Pomimo dziesiątek lat pracy, wszyscy lekarze widzący go zgodnie stwierdzili, że tak skrajnie zaniedbanego i cierpiącego psa jeszcze nie widzieli. Chcemy jednak dać mu szansę. Szansę, na poznanie życia bez bólu, którego on sam już zapewne nie pamięta.

Jest jednak problem. Pies cierpi na bardzo silny, ropny stan zapalny uszu – całego kanału słuchowego z ropnym zapaleniem, obrzękami i martwicą tkanki. Zapalenie rozlało się na dalszą część głowy. Cała kufa jest opuchnięta. To wszystko trzeba chirurgicznie wyczyścić, a martwą tkankę, tu całe jedno ucho usunąć. Nie można zrobić tego „na żywca”. To skomplikowana i kosztowna operacja.  Pies jest jednak tak zagłodzony - sam szkielet, że obecnie nie przeżyje narkozy. Jego organizm jest na to za słaby.

Trzeba również chirurgicznie usunąć guzy odbytu, ale jego stan na tę chwilę to uniemożliwia. Obecnie otrzymuje bardzo sile leki i środki przeciwbólowe, by organizm zaczął walczyć z infekcją. Póki leje się ropa, nie można otworzyć ran, bo dojdzie do ogólnego zakażenia organizmu. Pocieszające jest to, że psiak ma bardzo dobry apetyt i mamy nadzieję, że uda się nam go wzmocnić na tyle, by uporać się z toczącym jego ciało ropnym zapaleniem.

To będzie długa i kosztowna walka, ale nie poddajemy się. On zasługuje na to, by po tylu miesiącach cierpienia dać mu szansę. Musiał być kiedyś pięknym psem, bezgranicznie oddanym swoim właścicielom

Dziś, my walczymy o jego życie, a jego właściciele staną przed sądem za to, co temu stworzeniu zrobili. APA już złożyło zawiadomienie do prokuratury.

Kochani, nie pozwólcie nam się poddać! Póki on walczy - my będziemy walczyć razem z nim!

Moi drodzy, nasza wirtualna, APApowa rodzino, owczarek ten jest już piątym psem, którego odebrałyśmy w samym tylko marcu. Niestety, Wasze zgłoszenia się potwierdziły i poza nim 1 marca odebrałyśmy 4 inne psiaki (ich historię opiszemy na dniach) i obecnie, na mamy już kompletnie żadnych środków finansowych, a na naszym koncie zostało 307 zł.

Tu bardzo prosimy Was o pomoc, bo nie będziemy ukrywać, że bez Waszego wsparcia nic nie zrobimy. Nie tylko nie pomożemy temu owczarkowi, bo choć jeździmy z nim do weterynarza, to całe leczenie i jego i pozostałych psiaków „idzie na zeszyt”, to nie pomożemy już żadnemu innemu stworzeniu. Niestety z pustego i Salomon nie naleje, a my już jesteśmy niebotycznie zadłużone.

Błagamy Was więc o pomoc. Dla niego i dla wszystkich innych, które już u nas są i tych, które na nasz przyjazd z nadzieję na pomoc czekają.

Proszę Kochani, nie zostawiajcie nas z tym wszystkim samych, bo nie damy rady. Nie podołamy, a sama miłość do zwierząt nie napełni ich brzuchów i nie wyleczy ich ran. Bez Waszego wsparcia pozostanie nam tylko ból i łzy. Jeśli więc tylko możecie… Prosimy, błagamy... Dla nich, dla nich wszystkich!

Pomogli

Ładuję...

Wsparły 483 osoby
21 237 zł (218,93%)