Diagnostyka umierającej suni Ciotki

Zbiórka zakończona
Wsparło 5 osób
290 zł (100%)

Rozpoczęcie: 10 Października 2019

Zakończenie: 12 Października 2019

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.

U niewielkiej suni Ciotki zdiagnozowano nowotwory listwy mlecznej. Planowaliśmy operację, ale po prześwietleniu okazało się, że sytuacja jest tragiczna i pan doktor odstąpił od zabiegu. Zmiany wewnętrzne są już zbyt duże, a sam zabieg i powrót do formy byłby zbyt dużym cierpieniem i obciążeniem. Nie ma sensu operować Ciotki, trzeba jej pozwolić żyć, dopóki guzy nie rosną i nie cierpi. Guzy znajdują się w okolicy serca i płuc. Sunia ma ponad 10 lat.

Jest zakochana w Kajtusiu i zawsze chce wychodzić razem z nim na spacer. Uwielbia leżeć na słoneczku w towarzystwie innych piesków. Zapewnimy Ciotce spokojne ostatnie dni, chociaż serce nam pęka, bo bardzo chcieliśmy znaleźć dla niej dom. Ale wiecie co? Dla niej to my jesteśmy prawdziwym domem na zawsze.

Jeśli macie możliwość, prosimy wesprzyjcie nas w opłaceniu faktury za prześwietlenie i pozostałą diagnostykę Ciotki.

HISTORIA CIOTKI

Ciotka to jeden z 10 psiaków, jakie trafiły do nas z ulicy Komorniki. Właściciel zmarł i zostało po nim stado identycznych psiaków – wszystkie najprawdopodobniej rozmnażały się między sobą. Oczywiście ani żadna fundacja, ani schronisko nie chciało pomóc, bo “jest spadkobierca”. A spadkobiercą była samotna matka, która sama ledwo żyła. Nie chciała ich zostawić bez opieki, ale też zupełnie nie miała możliwości opiekowania się tymi psami. Tym bardziej że na posesji byłą drewniana rudera, w której nie dało się mieszkać – to był ten spadek.

Wszystkie psiaki trafiły do nas, Ciotkę chyba jako jedyną udało się wydadoptować. Wszystkie psiaki były kompletnie zdziczałe: nie umiały chodzić na smyczy, praktycznie nie znały dotyku człowieka. Żyły, bo żyły. Pan je karmił i na tym się kończyła jego opieka. Ciotka zaraz na początku, jak pojechała do nowego domu, uciekła i kilka dni wraz z nowymi właścicielami ją ganialiśmy po Łodzi. Była w nowym domu kilka lat, ale w tym roku trafiła do schroniska po tym, jak właścicielka trafiła do szpitala. A że była zaczipowana na nas, to oczywiście ją odebraliśmy.

Niestety nie udało się skontaktować z właścicielką, więc nie wiemy, co się stało.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
3 aktualne zbiórki
14 zakończonych zbiórek
Wsparło 5 osób
290 zł (100%)