Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Zbieramy środki na diagnostykę i leczenie Cwaniaka. A oto jego historia:
Nazywam się Cwaniak. Nie pamiętam jak tutaj trafiłem, wiem tylko, że byłem tu od zawsze. Kiedyś byłem silny i byłem tutaj szefem, stąd takie moje imię.
Co roku w lecie przyjeżdżali ludzie, otwierali restaurację, potem jeszcze więcej ludzi przyjeżdżało i zawsze coś mi rzucali do jedzenia, więc latem było dobrze. Ale potem robiło się ludzi coraz mniej i nagle przychodziła zima i nie było już jedzonka. Marzłem więc strasznie i cierpiałem z głodu co rok. Co roku znosiłem to coraz gorzej aż w końcu ciężko zachorowałem. Przyjechali ludzie z gminy i zabrali mnie do strasznego gabinetu, gdzie robili mi zastrzyki, co chyba miało pomóc ale nie bardzo pomogło. Zacząłem ciężko oddychać, bardzo się męczyłem, przyszły na letnisko inne koty i zaczęły mnie przeganiać. Myślałem, że to już koniec.
Jednak pewnego roku znalazła się dobra dusza, która w najgorszym momencie mi pomogła. Pani ze sklepiku wpuściła mnie do kotłowni, kiedy było najzimniej, i dała mi jeść. Jakoś to wszystko przetrwałem. Potem znów było lato, ale ja już jakoś nie mogłem dojść do siebie. Widocznie lata mojej niedoli zrobiły swoje.

Pewnego dnia przyjechała pani z fundacji i powiedziała, że trzeba mnie zabrać na - jakieś to dziwne słowo - diagnostykę, i że fundacja za to zapłaci.
Dobra pani ze sklepu wzięła mnie więc do pudełka, to było miłe, bo lubię tekturę, i pojechałem znów do weterynarza - tak to się nazywa. Ale tym razem były to bardzo miłe panie. Co prawda znów robiły mi zastrzyki, ale po tej wizycie dostałem jakiś słodki syropek, pani ze sklepu dawała mi go codziennie no i po jakimś czasie zaczęło mi się robić lepiej. Odzyskałem siłę i trochę przybrałem na masie. Pogoniłem nawet kilka kotów co się tutaj zdążyły rozpanoszyć. Pani ze sklepiku przynosi mi jeść i mówi do mnie, że czeka mnie jakaś “grafia”, bo ciągle mam dziwne coś w nosie i przez to nie mogę normalnie oddychać.
Już mi trochę wróciła nadzieja, że może jeszcze uda mi się dożyć do następnego lata, żeby się znów wygrzewać na słoneczku. Może odzyskam siły i będę znów najsilniejszym kotem na letnisku. W końcu ludzie mówią, że cuda się zdarzają. Może więc i mi się przytrafi taki cud.

Cwaniak miał zdiagnozowaną nadczynność tarczycy, przyjmuje leki, za chwilę będzie jechał na kontrolę.
Będzie też potrzebował badań obrazowych - ma jakąś przeszkodę w nosie, przez którą nie może normalnie oddychać. Prawdopodobnie będzie potrzebna tomografia komputerowa, bo ma za drobne nozdrza, żeby wykonać badanie endoskopowe. Jeśli będzie to zmiana nowotworowa, będzie potrzebna operacja.
Chcemy dać Cwaniakowi szansę na godną, kocią starość, bo jego życie nie było łatwe, dlatego potrzebujemy Waszej pomocy.
W załączeniu już opłacone FV:


Ładuję...