Oto Malwa. Nie słyszała o "lex Ardanowski", nie słyszała o pośle Sachajko. Oni też nie słyszeli o kalekiej Malwie

19 555,40 zł
Wsparły 554 osoby
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 20 Maja 2020

Zakończenie: 30 Czerwca 2020

Oto Malwa. Chora, zdeformowana, kaleka klacz. Jeszcze wczoraj leżała opleciona łańcuchem na polu koło Ostrołęki. Poznaj jej dramatyczną historię i sam sobie odpowiedz na pytanie, czy już ograniczono organizacjom możliwość interwencji.

Gdy podchodzimy, Malwa z trudem wstaje na swoich zdeformowanych nogach. Z wysiłku drżą jej wszystkie mięśnie, ale stara się złapać równowagę i ustać, jednak traci siły i osuwa się na słomę. Przygląda nam się przez moment, by po chwili zacząć skubać siano. Zamyślona, skupiona na swoim losie, nie liczy już na nic. Nie dla niej zielone pastwiska ani obszerne wybiegi. Nie dla niej bieganie po łące i ściganie się z wiatrem. Malwa, która być może kiedyś była zdrowym, silnym koniem, dziś jest kaleką zdaną na łaskę ludzi.

Malwa, mała, chora Malwa. Koń o wielkiej woli życia. Nie słyszała o "lex Ardanowski", nie słyszała o pośle Sachajko. Oni też nie słyszeli o kalekiej Malwie, która jeszcze wczoraj leżała zaplątana w krowi łańcuch na łące pod Ostrołęką. Bo aby o niej usłyszeć, musieliby się pochylić nad losem cierpiących zwierząt, a nie tylko nad interesem kasty, która żyje z wyzysku żywych, czujących istot.

Wczoraj otrzymaliśmy zgłoszenie o koniu, który potrzebował natychmiastowej pomocy. Zdjęcia, które otrzymaliśmy, sprawiły, że kolejny raz ugięliśmy się w sytuacji, gdy uginać się nie powinniśmy, jednak obok tak wielkiego cierpienia nie da się przejść obojętnie. Nie da się odwrócić i zapomnieć. Wymazać obrazów z głowy i udawać, że się nie widziało. I nie chcemy tego umieć, bo być może ta obojętność to cienka granica, po minięciu której milcząco stajesz po stronie oprawcy.

Zgłaszająca znalazła Malwę przypadkiem. Ta leżała na ziemi z nogami oplecionymi łańcuchem tak skutecznie, że nie była w stanie nic zrobić. Nie była w stanie się podnieść ani ujść choć kilku kroków, by napić się wody. Kobieta uwolniła kaleką kuckę, wysłała nam zdjęcia, poprosiła o pilną pomoc dla konia. Zrobiła dla Malwy coś, na co nie zdobył się przez lata nikt inny. Malwa przecież nie pojawiła się znikąd. Gdzieś się urodziła, gdzieś dorosła, gdzieś mieszkała. Wiele osób musiało ją widzieć.

Nasze telefony natychmiast rozgrzały się do czerwoności. Zorganizowaliśmy bezpieczny transport i kilkadziesiąt minut później, przygotowani na przeprowadzenie interwencji, byliśmy już w trasie. Od konia dzieliło nas ponad 400 km, na miejsce dotarliśmy przed godziną 22. Umówiony transport już czekał wraz z ekipą, która – w razie kłopotów z wejściem do samochodu – wniosłaby konia. Czekała też osoba zgłaszająca interwencję. I czekało bezbronne, zależne od ludzi, kalekie zwierzę. Czekał koń, obok którego od lat każdy przechodził obojętnie.

Ponieważ właściciel nie chciał z nami rozmawiać, poprosiliśmy o wsparcie lokalną policję. Panowie mundurowi powiedzieli, że mamy obowiązek robić interwencję z… powiatowym lekarzem weterynarii. Zimny dreszcz przeszedł nam po plecach, bo oto sen posła Sachajko się ziścił. Oddzieleni płotem od cierpiącego konia nie byliśmy w stanie nic dla niego zrobić, a służby, które powołane są do przestrzegania obowiązujących przepisów prawa, swoją odmowę uzasadniały ustawą, która – jak się okazuje, tylko teoretycznie – nie weszła w życie. Nie pozostało nam nic innego jak wyjąć z kieszeni pieniądze i odkupić zwierzę, które powinno zostać odebrane, a jego właściciel postawiony przed sądem. 600 zł – tyle kosztowało nas życie Malwy.

Malwa jest kucykiem, więc i kwota nie była wysoka, ale boli, że zamiast zgodnie z literą prawa piętnować doprowadzenie zwierzaka do takiego stanu, to, płacąc za Malwę, niejako nagradzamy właściciela. Zapłaciliśmy pośrednio za to, że ten koń jest kaleką. To stoi w gardle niczym ość, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Mogliśmy jeszcze poczekać i liczyć się z tym, że koń w nocy zniknie z podwórka i rano nie będzie już kogo ratować. Plusem jest to, że w chwili obecnej jesteśmy właścicielami Malwy i na pewno nie dojdzie do zdarzenia, gdy sąd uzna, że nic się nie stało i koń musi wrócić do swojego oprawcy.

A mieliśmy i takie sytuacje, gdy kazano nam oddawać zwierzęta, które odbieraliśmy interwencyjnie, bo u swojego właściciela umierały z głodu. Kary za znęcanie się nad zwierzętami, jak nie raz się przekonaliśmy, są zależne od ilości empatii, jaką posiada decydent i nie mają nic wspólnego z ilością zadanego zwierzęciu bólu.

Szanowni Państwo. Oto Malwa. Koń, który miał zostać odebrany interwencyjnie, ale sytuacja zmusiła nas do zapłaty za życie tego cierpiącego zwierzęcia. Przed nami jeszcze konieczność opłacenia faktury za transport. Dla samej Malwy pilnie potrzebna jest diagnostyka, która powie, na ile i czy w ogóle jesteśmy w stanie poprawić komfort życia temu dzielnemu koniowi. Na chwilę obecną Malwa jest w naszym ośrodku. Jak każdy przyjeżdżający do nas zwierzak została objęta kwarantanną. Przed nią wizyta lekarza, zdjęcia RTG. Potrzebny będzie też kowal, bo choć Malwa nie staje na przednich kopytkach, to są one tak długie, że mogą kaleczyć klatkę piersiową, gdy klacz się kładzie. Trzeba obciąć te zbyt długie puszki kopytowe, które noszą ślady usiłowania skrócenia ich za pomocą piły? Brzeszczota? No i Malwa ma tylne kopytka, o które tym bardziej trzeba dbać – bo to jej jedyne sprawne nogi.

Przed Malwą decydujący czas. Nie ma co ukrywać, że stan konia jest poważny i nawet dla laika oczywistym jest, że wyprowadzenie tak chorego zwierzaka to ogromne wyzwanie. Na dziś dzień nie wiemy, jakie będą wyniki badań ani zalecenia weterynaryjne. Jednak liczymy się również z tym, że jedynym wsparciem dla Malwy może się okazać odprowadzenie jej za Tęczowy Most.  

Dziś jednak chcemy skupić się na tym, by ten mały, tak dzielny konik, otrzymał konieczną pomoc. Prosimy, wesprzyjcie Malwę. Pomóżcie opłacić jej transport, diagnostykę, leczenie. Ludzie latami przechodzili obojętnie wobec jej cierpienia, może jednak dziś nadszedł właśnie ten czas, gdy dostanie wsparcie. Nadszedł dzień, gdy ona, chora Malwa z powykręcanymi nogami, stanie się dla kogoś ważna i godna pomocy. Choć na moment… Prosimy w imieniu swoim i Malwy, pomóż.

Kończąc, chcemy tylko dodać, że jesteśmy zatrwożeni tym, co się wczoraj stało. Przeraża nas sytuacja, gdy przepisy, które nie weszły w życie jednak obowiązują, bo jednostki odgórnie dostały takie wytyczne? Bo – jak donoszą portale rolnicze - "Główny Lekarz Weterynarii tak uzgodnił z Głównym Komendantem Policji"? Przypominamy, że w cywilizowanym państwie takie rzeczy reguluje prawo. I to parlament ma prawo do stanowienia ustaw, które są podstawowymi aktami prawnymi, powszechnie obowiązującymi w danym państwie.

Przeraża nas sytuacja, że nie będziemy w stanie interweniować. Mamy za sobą setki akcji, dziesiątki odbiorów, wiele spraw sądowych. Wielokrotnie byliśmy inicjatorami postępowań przeciwko oprawcom zwierząt, a dziś, choć prawo się nie zmieniło, wiąże nam się ręce i każe milcząco akceptować cierpienie. Nie chcemy się na to godzić.

Organizator
31 aktualnych zbiórek
373 zakończone zbiórki
19 555,40 zł
Wsparły 554 osoby
Wesprzyj