Popiołek z wypłyniętym okiem błaga o ratunek. Uwaga! Drastyczne zdjęcia!

Zbiórka zakończona
Wsparło 415 osób
13 570 zł (79,82%)

Rozpoczęcie: 4 Grudnia 2019

Zakończenie: 31 Grudnia 2019

Dziękujemy za Twoje wsparcie – każda złotówka jest cenna.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.
13 Grudnia 2019, 13:57
Popiołek nadal w klinice

 

Gdy Popiołek dojechał do kliniki, weterynarze postanowili zawalczyć o jego oko i rozpoczęło się intensywne leczenie. Jednak nadzieje weterynarzy na ocalenie oka były mrzonką. Po kilku dniach stan zaczął się pogarszać i zapadła decyzja o usunięciu oka.

Dziękujemy, że z nim jesteście i jego los nie pozostaje Wam obojętny.

Popiołek nadal potrzebuje pomocy.

Ból.

Ból absolutny.

Ból obezwładniający.

Czasem pozornie błahe wydarzenie potrafi zmienić czyjeś życie. Jeden moment, po którym rusza lawina.

Tak właśnie było w przypadku Popiołka. Ktoś nie domknął ogrodzenia, byk dostał się na wybieg i zaatakował konie. Popiołek nie dał rady uciec. Ułamek sekundy. I potem już tylko ciemność i przeszywający, niczym nie zmącony ból.  Popiołkowe życie z chwilą niedomknięcia ogrodzenia skręciło w stronę ubojni…

Chwilę temu był zdrowym koniem. I jak na konia wiodło mu się całkiem nieźle. Miał dach nad głową, głodny nie chodził.

Popiołek miał też swoją pracę.  W popiołkowym świecie w weekendy, rodzice przywozili dzieci na jazdy. Małe rączki rozplątywały końską grzywę, głaskały, przytulały, a i nieraz podsuwały Popiołkowi słodkie marchewki, jabłka, cukierki dla koni. Te dzieci chcące jeździć na Popiołku gwarantowały mu życie. Te same dzieci w mniemaniu właściciela, stały się wyrokiem dla Popiołka.

Gdy doszło do wypadku właściciel w jednej chwili podjął decyzję, że Popiołek musi natychmiast zniknąć ze stajni. By nie straszył dzieci. Nie miało żadnego znaczenia, że te dzieci Popiołka kochają. Że czekają cały tydzień, by go zobaczyć. Nie miało też znaczenia żadnego, że Popiołek jest jednym, niewyobrażalnie wielkim bólem. Ani to, że latami na swojego pana pracował i zarabiał dużo pieniędzy. Że opłaciłby sobie za zarobione pieniądze nie jedno leczenie. Najważniejsze było, żeby się go pozbyć i nie dokładać do leczenia. Bo leczenie koni tanie nie jest, a koń w szkółce ma zarabiać, nie generować koszty. Brzdęk pieniądza skutecznie wyciszył już nie jedno sumienie.

Gdy handlarz zaproponował 3500 i wywóz w nocy do ubojni to już popiołkowy wypadek nie jawił się jako wielka tragedia. Ot był koń, nie ma konia. A gdyby dzieci pytały gdzie zniknął ich ukochany Popiołek, zawsze można powiedzieć, że pojechał na emeryturę. Odpocząć po latach pracy. I jeszcze zebrać pochwały, że jest się takim dobrym troskliwym właścicielem dbającym o zwierzęta…

Gdy w nocy zadzwonił telefon i padło pytanie, czy pomożemy, nie mogliśmy odmówić. Wiedzieliśmy że, za życie Popiołka trzeba będzie zapłacić. Że handlarz niczym sęp już czeka. Jedno słowo za dużo i koń zostałby załadowany na handlarski samochód i natychmiast wywieziony na rzeź. Czasem żaden wybór nie jest dobrym wyborem, jednak zawsze priorytetem dla nas jest ratowanie zwierzęcia. I choć pozostał niesmak, bo nieleczone konie się odbiera, a nie wykupuje, to pociechą jest to, że Popiołek nadal żyje.

Popiołek w nocy opuścił  miejsce kaźni. Jest już pod opieką lekarza. Otrzymuje leki przeciwbólowe.

Prosimy pomóżcie go spłacić, pomóżcie pokryć koszty transportu. Wesprzyjcie jego walkę o zdrowie. Przed nim długie leczenie, najpewniej operacja, bo sądząc po stanie oka, nie da się go żadną mocą uratować. Popiołek dziś został sam. Niechciany, chory, kaleki, zbędny. Bez szansy na to, by sam opłacić swoje leczenie.

Los Popiołka dziś leży w rękach ludzi o dobrym sercu. Ludzi, którzy by Popiołkowi zechcieć pomóc, muszą uznać, że warto to zrobić. Muszą stwierdzić, że on, Popiołek, jest cokolwiek warty. Prosimy pomóż uratować i wyleczyć Popiołka. On nie ma nikogo.  

Pomogli

Ładuję...

Organizator
29 aktualnych zbiórek
234 zakończone zbiórki
Wsparło 415 osób
13 570 zł (79,82%)