Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Dziękujemy wszystkim za wsparcie w walce o życie Pestki. Trwała ona 2 ciężkie tygodnie, które kicia spędziła w całości w lecznicowym szpitalu. Niestety, mimo starań personelu nie udało się. Jej stan był zbyt poważny, a zaniedbania zbyt duże. Organizm Pestki zwyczajnie tego nie dźwignął...
Została więc z nami tylko faktura za jej leczenie i żal w sercach, że nikt nie zwrócił na kicię uwagi wcześniej.

W związku z tym, że ostatecznie uzbierana tu kwota okazała się przewyższać koszty opieki nad kotką, pozostała część (138 złotych i 80 groszy) została przez nas wydana w ramach opłacania faktur za inne zwierzęta.
Jeszcze raz dziękujemy za wielkie serducha i gotowość do niesienia pomocy razem z nami.
Dobro wraca!
Niestety nie mamy dobrych wiadomości. Stan Pestki po przewiezieniu do lecznicy początkowo się poprawiał. Zrobiła się żywsza i zaczęła wyglądać lepiej, niż w chwili zawitania w naszej Fundacji. Ale chyba zbyt szybko się ucieszyliśmy, bo po kilku dniach byliśmy już niemal pewni, że najgorsze minęło, mimo ostrożnych rokowań wyrażanych przez lekarzy weterynarii. No i wkrótce stan kociczki znów zaczął się pogarszać…. Zrobiła się apatyczna, anemia pogłębiała się. Aż w końcu, po cichu, odeszła…
Postanowiliśmy jednak nie zamykać zbiórki mimo śmierci Pestki, ponieważ do jej końca zostały już tylko 2 dni, a faktura za niemal 2-tygodniowy pobyt kociczki w lecznicowym szpitalu i tak trafi na nasz adres. Dlatego jeśli ktoś chce jeszcze wesprzeć nas w jej opłaceniu – nie zabieramy tej możliwości.
A Ty, Pestuniu, żegnaj. Bardzo Cię przepraszamy, że nie mogliśmy zrobić nic więcej. Pozdrów od nas wszystkie zwierzaki, które, podobnie jak ty, nie muszą już cierpieć.

Jeszcze niedawno zbieraliśmy fundusze na leczenie Bueno, a dziś do tego samego zmusza nas niestety stan Pestki i fakt, że wciąż wykopujemy się spod faktur, które dostaliśmy za leczenie poprzednich podopiecznych... Nie mamy pieniędzy, ale jak przejść obojętnie obok takiego cierpienia? Jak nie wziąć takiego kociego nieszczęścia w "Dobre Łapki"?

Pestka została znaleziona na miejskim cmentarzu, gdzie każdego tygodnia pojawiają się nasi wolontariusze, doglądający i karmiący żyjące tam, bezdomne koty. Nigdy wcześniej jej nie widzieliśmy, co niestety może wskazywać na to, że ktoś ją podrzucił. Być może był świadomy, że dzięki temu uzyska pomoc, a sam pozbył się problemu... I tak się stało. Pestka natychmiast trafiła do lecznicy, gdzie stwierdzono odwodnienie, zaplchenie, kaliciwirozę, bardzo bolesne wrzody na podniebieniu. Kotka jest też cała usiana wszołami oraz wychudzona – jej wiek oceniono na 5 miesięcy, a waży zaledwie 1,5 kilograma! Po oczyszczeniu jej oczu i noska z ropnej wydzieliny od razu zaczęła pić wodę, jednak jedzenie wypadało jej z pyszczka. Dostała leki oraz kroplówkę, a potem... Wymęczona usnęła na rękach. Chyba wyczuła, że chcemy jej pomóc, bo przez cały czas była bardzo łaskawa dla człowieka.

Leczenie tego kociego biedactwa nie będzie przysłowiową "pestką" – choć takie właśnie imię otrzymała. Pierwsze dni będą decydujące, ale mamy nadzieję, że kotka się nie podda i będzie dzielnie walczyć. Jesteśmy pewni, że jeśli się uda, to za kilka tygodni będziemy mieli przed sobą prześliczną i przemiłą kicię!

Jesteśmy dobrej myśli i zrobimy wszystko, aby ta dobra myśl się ziściła.
A jeśli chcesz dorzucić się do leczenia i podarować wspólnie z nami nowe, godne życie Pestce, wrzuć tu choćby symboliczną złotówkę! Bo dobro wraca!
Ładuję...