Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Kochani, z całego serca dziękujemy Wam za wsparcie. Dzięki Waszym ostatnim datkom udało nam się zakupić tak bardzo potrzebna karmę dla psich seniorów oraz zmniejszyć długi wobec weterynarzy.
Pieniądze z tej zbiorki były dla nas prawdziwym kołem ratunkowym przez kilkanaście miesięcy. Tylko dzięki tak wspaniałym Ludziom jak Wy nasza Fundacja mogła dotąd istnieć.



Wierzymy, że ofiarowane przez Was dobro wkrótce do Was powróci w postaci zwielokrotnionej! W imieniu własnym oraz wszystkich naszych uratowanych zwierząt jeszcze raz składamy Wam najserdeczniejsze podziękowania.
Jesteśmy my dwie i 70 zwierząt. Nie mamy już pieniędzy na zakup siana, słomy, paszy, karmy dla psów i kotów oraz na uregulowanie faktur od weterynarzy.




Potrzebujemy Was jak nigdy wcześniej!
Każda wpłata na tę zbiórkę jest realną pomocą!!
Z całego serca Was prosimy, nie zostawiajcie nas samych.
Kochani, serdecznie Wam dziękujemy za dotychczasowe wsparcie, które pozwoliło nam uregulować w przeszłości część najpilniejszych zaległych faktur od weterynarzy oraz zakupić paszę i karmę dla naszych zwierząt, ale te zapasy się już skończyły. Teraz ważą się losy naszej Fundacji, która nie może sobie poradzić z narastającym deficytem finansowym.
Kochani, nie będziemy owijać w bawełnę - nasza sytuacja jest krytyczna! Nie mamy środków na podstawowe potrzeby zwierząt. Brakuje nam pieniędzy na zakup paszy dla zwierząt gospodarskich, siana, karmy dla psów i kotów. Nie stać nas również na opłacenie zaległych faktur za usługi weterynaryjne i kowalskie, co w konsekwencji w najbliższym czasie doprowadzi do braku możliwości świadczenia tych usług dla naszych podopiecznych, bo nikt nie chce pracować dla dłużników.
Od 8 lat prowadzimy tę Fundację tylko we dwie, dzieląc swój czas między pracę zawodową (w firmach z nią niezwiązanych) oraz coraz więcej obowiązków, wynikłych z komplikującej się sytuacji rodzinnej każdej z nas i uwierzcie, mamy ochotę się już poddać, bo brakuje nam tak po ludzku sił, żeby walczyć dalej!





Dlatego błagamy Was o pomoc w imieniu ponad 70 uratowanych zwierząt, których oczy wpatrują się w nas z wielką nadzieją na dalsze bezpieczne i szczęśliwe życie, którego nigdy wcześniej nie zaznały! To jest ten jest dzień, który zadecyduje o ich przyszłości!
Od prawie 8 lat nasza fundacja utrzymuje się tylko i wyłącznie dzięki Waszemu wsparciu. 70 zwierząt każdego dnia je, ma zapewnioną opiekę weterynaryjną, odpowiednie pasze i suplementy tylko dzięki Wam.
Nie mamy żadnych dotacji, nie mamy żadnego innego wsparcia - tylko Was. Jest nam coraz ciężej, dosłownie walczymy każdego dnia o przetrwanie.
Serce nam pęka, bo nie możemy już zapewnić każdemu zwierzakowi wszystkiego, czego mu potrzeba.





Zwracamy się do Was z wielką prośbą - pomóżcie nam zebrać brakujące środki i dzięki temu zapewnić jedzenie oraz kontynuację koniecznych terapii dla chorych zwierząt.
Kochani, próbujemy się ratować, kurczowo chwytając się wystającej skały, bo wisimy teraz nad głęboką przepaścią. Opieramy się rozpaczliwie już resztkami sił, bo mamy świadomość, jaki los spotka nasze zwierzęta, jeżeli nie zdołamy się utrzymać.

Kończą się zapasy karmy, a pojemniki na paszę dla chorych seniorów sięgają dna. Brakuje nam już wszystkiego i z wielkim niepokojem patrzymy na naszych podopiecznych - prawie 70 zwierząt, które widzą strach w naszych oczach i udziela się im nasz niepokój!
Teraz tylko od Was zależy, czy zdołamy wygrać tę walkę! Piętrzy się sterta nieopłaconych faktur, a na koncie pozostała suma 132,23 zł, która nie pokryje nawet znikomej części jednej zaległej należności dla jednego weterynarza...

W ostatnim czasie uratowaliśmy kilka koni, wszystkie one potrzebują wsparcia i opieki weterynaryjnej. Zagłodzona Avista wymaga specjalistycznego żywienia, a pasze i suplementy, które musi jeść każdego dnia są bardzo drogie. Dwie kobyłki uratowane w Skaryszewie do dziś męczą się z infekcją, mają kopyta w opłakanym stanie i wymagają wsparcia w postaci suplementów i leków. Kuce Marysia i Loluś codziennie walczą o każdy krok. Są regularnie werkowane przez lekarza weterynarii - ortopedę.

Dla ich zdrowia konieczne jest wsparcie odpowiednią paszą i suplementami. Zęby uratowanych koni były w tragicznym stanie i wymagały pilnej korekcji. Z tego powodu Avista nie mogła już zupełnie jeść. Większość schorowanych seniorów, znajdujących się od dawna pod naszą opieką również potrzebuje stałej opieki weterynaryjnej i odpowiednich leków oraz suplementów, które pomagają im zniwelować ból.

Tę zbiórkę założyłyśmy w październiku ubiegłego roku i dotąd nie udało się nam zebrać całej sumy, która pozwalałaby na utrzymanie zwierząt przez kilka miesięcy. Wszystkie pieniądze, które udało się zebrać dotychczas, zostały przeznaczone na utrzymanie naszych podopiecznych: zakup karmy, paszy i zapłatę za część usług weterynaryjnych dla seniorów w najgorszym stanie. Koszty są jednak coraz wyższe, a darczyńców jest coraz mniej.

W imieniu własnym i wszystkich naszych podopiecznych gorąco dziękujemy wszystkim Osobom o wielkim sercu za dotychczasowe wsparcie – tylko dzięki Wam udało nam się dotąd przetrwać!!! Dziękujemy serdecznie za każde udostępnienie i dobre słowo, za ciepłe myśli i zainteresowanie losem naszych zwierząt.


Jeszcze raz z całego serca Was prosimy o pomoc dla naszych zwierząt!
Kochani, nadal potrzebujemy Waszego wsparcia, teraz bardziej niż kiedykolwiek! Od dłuższego czasu na zbiórkę nie wpłynęła nawet 1 złotówka. A tak bardzo potrzebujemy środków na podstawowe potrzeby zwierząt. Niestety tak to już jest, że jak się wali, to wszystko naraz!
Nasza kucynka Silver ma zapalenie rogówki, osiołek Hektor potrzebuje rehabilitacji, która od grudnia jest przekładana z uwagi na brak środków. Chorują króliki i konieczna jest pilna konsultacja w specjalistycznej klinice.

Kończą się nasze zapasy i na cito potrzebujemy siana dla zwierzaków oraz karmy dla psów i kotów, a także specjalistycznej paszy dla chorych zwierząt. Nie wspominamy już o stałych opłatach, które są bardzo wysokie.

Dlatego z całego serca prosimy wszystkich, którym los zwierząt nie jest obojętny o choćby najdrobniejsze wpłat, bo każda złotówka ma dla nas wielkie znaczenie!

Pragniemy złożyć najserdeczniejsze podziękowania wszystkim wspaniałym Ludziom, którzy dotychczas wsparli nasze zwierzęta datkiem, karmą, dobrym słowem i pomogli nam w udostępnianiu tej zbiórki.

Kochani, mamy nadzieję, że dobro, które ofiarowaliście uratowanym od śmierci, kalectwa i cierpienia zwierzętom, wkrótce wróci do Was w postaci zwielokrotnionej!
Tak bardzo się starałyśmy, ale nie uda nam się dotrwać nawet do zimy! Sama praca ponad siły niestety nie wystarczy, trzeba mieć jeszcze środki, bo z pustego nawet Salomon nie naleje...

Na zdjęciu Łapka, postrzelona sunia znaleziona w lesie w strasznym stanie. Była kompletnie wycieńczona, odwodniona, zakleszczona i ze stadem insektów na sierści. Udało się przeprowadzić u niej skomplikowaną operację usunięcia śrutów, które od dawna tkwiły przy kręgosłupie. Ale nadal pozostał niedowład łapy. Sunia musi być co dwa dni poddawana kosztownej rehabilitacji w klinice, a jej opiekunka, ćwiczy z nią 2 razy dziennie. Jednak w najbliższym czasie, kiedy jej stan na to pozwoli i jak uda nam się zebrać na to środki, będzie musiała być poddana kolejnej operacji łapy.


Na zdjęciu kocia mama z dziećmi, wrzucona na pastwę losu. Gdy do nas dotarła była już tak słaba, że dzielił ją tylko krok od śmierci z odwodnienia i niedożywienia. Ale czuwała cały czas przy swoich maluszkach. Jej terapia w klinice trwała długo. Obecnie kocia rodzinka już doszła do zdrowia.


Na zdjęciu dziadzio Okruszek, zabrany z pustej posesji razem z Puszkiem. Pieski umierały tam z głodu i pragnienia po śmierci swojej właścicielki, ponieważ spadkobiercom nie przyszło do głowy, że psy muszą jeść i pić. Okruszek mieszka w naszym azylu, ponieważ prócz nas niestety nie znalazł się nikt, kto chciałby go pokochać i stworzyć mu prawdziwy dom.

Na zdjęciu jest dziadziuś Gucio znaleziony w takim stanie, że już nie mógł się podnieść. Ktoś wyrzucił głuchego i niewidomego staruszka, który nie miał żadnych szans, żeby sobie sam poradzić. Całe szczeście, że w porę udało mu się udzielić pomocy. Po leczeniu w klinice trafił do wspaniałego domu, gdzie jest kochany i otaczany troską i szacunkiem.

Na zdjęciu poniżej Stella, starsza ośliczka, uratowna tuż przed wywozem na rzeź. Długo miała problemy z chodzenie. Była tak potwornie wystraszona, że trzęsła się na widok ludzi. Teraz jest gwiazdą naszego azylu i jeśli goście nie poświęcają jej uwagi zaraz po przekroczeniu furtki, jest oburzona i dopomina się z krzykiem o zainteresowanie.

Nie udzielamy się w mediach, bo brak nam na to czasu, gdyż ciężko pracujemy we własnych firmach, a sprawy Fundacji pochłaniają całą resztę dnia i dużą część nocy. Nie dysponujemy sztabem ludzi zajmujących się marketingiem, nie stać nas również na drogie kampanie reklamowe, więc przegrywamy w przedbiegach z innymi organizacjami, które nie mają takich ograniczeń. Dlatego nie mamy możliwości, by dotrzeć do większej grupy osób. A liczba stałych darczyńców, których wsparcie pozwalało nam na comiesięczne zaspokajanie potrzeb zwierząt, niestety stale się zmniejsza, bo oni sami mają na ogół skromne środki i trudności finansowe.

Na zdjęciu wałach Gwiazdor, który razem z przyjacielem Neronem (również naszym podopiecznym) przez lata cieżko pracował w zaprzęgu. A gdy już stracił siły szczęśliwie udało się go wykupić i oba konie uniknęły czarnego scenariusza. Obydwa są bardzo wyeksploatowane i mają poważne problemy ze zdrowiem. Gwiazdorek już kilka razy przebywał w klinice na Służewcu z powodu problemów z przewodem pokarmowym i stawami. Obecnie wymaga ciągłego leczenia i nebulizacji.

Prosimy o pomoc, bo bez wsparcia nie uda nam się dalej przetrwać! Brakuje nam środków na podstawowe potrzeby zwierząt. Kończą się nasze zapasy paszy i karmy. Od ponad 6 lat, zmagamy się z różnymi trudnościami, ale teraz nasze problemy osiągnęły już apogeum. Walczymy o każdy dzień! Dziś bardzo potrzebujemy Twojej POMOCY, bo nie mamy już nikogo innego, do kogo mogłybyśmy się zwrócić!

Na zdjęciu Gwiazdeczka, zebrana prosto z drogi. Nie mamy pojęcia, kto był tak pozbawiony serca, żeby wyrzucić taka maleńką (4 kg) kilkumiesięczną kruszynkę na pewną śmierć. Ta cudowna psina przebywa obecnie w DT, gdzie oczekuje na swój stały dom i odpowiedzialnych właścicieli, którzy pokochają ją tak jak na to zasługuje.

Na zdjęciu Maltańczyk Teoś, który sam przyszedł pod furtkę naszego azylu. Dotarł do nas ostatkiem sił, na szczęście wiedział siódmym zmysłem, gdzie zgłosić się po pomoc. Po długim pobycie w szpitalu trafił do domu stałego i ma wspaniałą i kochającą opiekunkę.



Błagamy Was o pomoc, bo toniemy, spiętrzone problemy zalewają nas niczym wysokie fale i same już nic nie jesteśmy w stanie zrobić. Każdy kolejny dzień jest ciężką walką o przetrwanie, w ciągłym stresie, który nas przygniata. W głowie non stop wybrzmiewa pytanie, co się stanie z naszymi zwierzętami w razie naszej porażki!
Paraliżuje nas potworny strach o schorowane i stare konie, wyeksploatowane osiołki, krowę, kozy i owce uratowane przez nas przed śmiercią w rzeźni, które trafią tam ponownie, jeśli nasza Fundacja przestanie istnieć. Boimy się o przyszłość psich seniorów i schorowanych kotów, których nikt nie chciał, mimo dziesiątków udostępnianych przez lata ogłoszeń.

Na zdjęciu jest Łapka i Zosia oraz ich przyjaciel w DT. Zosia trafiła do nas z ulicy z potwornym guzem na pyszczku. Przez lata nikt jej nie udzielił pomocy. Przeszła dwie bardzo skomplikowane operacje w klinice. Po rekonwalescencji tak bardzo cieszyła się normalnym życiem i domowym ciepłem, pokochała (z wzajemnoscią) całym sercem opiekunkę z DT, która zajmowała się nią z wielkim poświęceniem. Niestety guz dał przerzuty do płuc. Tym razem pomoc przyszła za późno... Zosia do końca była ogromnie kochana i otoczona troskliwą opieką. Teraz czeka na nas za TM, bo dzieli nas przecież tylko czas!
Na zdjęciu poniżej jest Puszek, piesek odebrany razem z Okruszkiem z pustej posesji po śmierci właścicielki. Był cudowny, niestety nikt go nie chciał, chociaż był prawdziwym psim ideałem. Patrzył na nas z bezbrzeżną miłością i choć obiecałyśmy mu, że na pewno znajdziemy mu wspaniały dom, nie udało się, mimo setek udostepnień. Jego domem pozostał do końca nasz azyl. Odchodził kochany i otoczony troską do samego końca. On także czeka na nas za tęczowym mostem, bo na pewno kiedyś spotkamy znowu!

Nasza wymarzona kraina szczęścia dla zwierząt, gdzie szczęśliwe, kochane i bezpieczne miały spokojnie żyć, popada w ruinę. Od ponad 6 lat żyjemy w stanie ciągłej walki o ich los, zdrowie i życie. Ale brak nam już sił na dalsze zmagania z przeciwnościami. 60 wspaniałych zwierząt, dla których nasz azyl stał się szczęśliwym i bezpiecznym domem, patrzy na nas z ufnością, nie wiedząc o zbliżającej się katastrofie.
A my nie jesteśmy w stanie podołać rosnącym kosztom utrzymania. Coraz wyższe ceny paszy, karmy, leków i usług weterynaryjnych i coraz mniej środków, bo dobrzy ludzie, którzy wspierają nasze zwierzęta, sami mają problemy finansowe.

Na zdjęciu jest Maciuś, kotek który trafił do nas w stanie potwornego cierpienia. Okazało się, że został postrzelony przez jakiegoś zwyrodnialca. Jeden śrut tkwił mu w czaszce, a drugi w kręgosłupie. Kotek przeszedł dwie bardzo ciężkie operacje, ale niestety potem mógł poruszać się jedynie pełzając. Dopiero po długiej i kosztownej rehabilitacji, jego stan znacznie się poprawił. Teraz może chodzić na czterech łapkach. Mieszka w naszym DT, gdzie jest bardzo kochany i otoczony troskliwą opieką. Wymaga jednak stałej opieki weterynaryjnej.

Łapka



Na zdjęciu Misia, Mała Mi i Gromcia, która trafiła do nas po kilkumiesięcznym poszukiwaniu, ponieważ zabrakło nam pieniędzy, żeby wykupić ją na targu zwierząt rzeźnych w Skaryszewie. Udało się ją znaleźć w tuczarni, czyli ostatnim przystanku przed wywozem na rzeź. Była wtedy małym źrebakiem. Teraz to ogromna klacz, bardzo rozpieszczona i kapryśna. Bo była pierwsza!
Misia i Mała Mi siedem lat temu miały trafić w swoją ostatnią podróż. Mi miała wtedy dwa miesiące. Dziś Mama i córka są razem, kochane, szczęśliwe i bezpieczne!

Mała Mi

Na zdjęciu Wiktoria, klacz uratowana w Skaryszewie. Była małym końskim dzieckiem, gdy tam trafiła. Cała się trzęsła i miała oczy pełne tak panicznego strachu, że nie dało się przejść obok bez wyrzutów sumienia. Dziś wyrosła na wielką i okazałą klacz. Jest wyjątkowa, jak wszystkie nasze konie, które codziennie okazują nam swoją miłość i wdzięczność.

Gwiazdor i Neron
Na zdjęciu poniżej jest Bodzia, krówka uratowana tuż przed wejściem na trap rzeźnickiego TIRa na targu w Bodzentynie. Gdy do nas trafiła cieszyła się pierwszy raz promieniami słońca. Jest taka mądra i kochana. Czuje się u nas szczęśliwa i bezpieczna.

Kochani, w imieniu 60 zwierząt, które przeszły w swoim życiu tak wiele cierpienia, a teraz pragną nadal być kochane, bezpieczne i szczęśliwe, z całego serca prosimy Was o wsparcie i udostępnianie tej zbiórki!
Ładuję...