Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.






KILKADZIESIĄT GODZIN, DWA DNI INTERWENCJI ZA NAMI - ILE PRZED? NIE WIEMY.
W weekend dostaliśmy zgłoszenie o szczeniakach słaniających się na nogach pod Rawą Mazowiecką. Kiedy dotarliśmy na miejsce, szybko okazało się, że nie będzie to prosta akcja. Wokół pola, lasy, zarośla i lisie nory, w których maluchy znajdowały schronienie. Te psy były przerażone, są bardzo dzikie i od razu uciekały na widok człowieka.
Pierwszego dnia udało się zabezpieczyć dwa szczeniaki. Obydwa psiaki były w bardzo ciężkim stanie i pojechały prosto do kliniki. Drugiego dnia udało się złapać kolejne trzy. Został jeszcze jeden maluch. Pułapki są zastawione, zostawiliśmy cały potrzebny asortyment i cały czas działamy. Być może, kiedy czytacie ten post, jest już bezpieczny.
To była jedna z tych interwencji, podczas których sukces nie wynikał z tego, że psy nam zaufały, a wręcz przeciwnie. To były całkowicie dzikie szczeniaki. Gryzły na oślep ze strachu, uciekały przy każdej próbie podejścia, walczyły o wolność do ostatniej chwili. Prawda jest brutalna - udało się je złapać tylko dlatego, że były już zbyt słabe, żeby skutecznie uciekać.
Dziś wiemy już dlaczego. Wszystkie są dosłownie oblepione kleszczami. Lekarze u wszystkich potwierdzili babeszjozę. Dwa z nich wymagały już pilnych transfuzji krwi. Ich organizmy są wyniszczone walką z chorobą, pasożytami i życiem bez jakiejkolwiek opieki.
Nie wiemy, jak długo były w takim stanie. Wiemy natomiast, że przez cały ten czas miały wokół siebie dobrych ludzi, którzy zostawiali im jedzenie i starali się pomóc najlepiej, jak potrafili. Dzięki temu te dzieciaki miały w ogóle szansę doczekać naszego przyjazdu. Gmina poproszona o pomoc, jednej z pomagaczek powiedziała, że jeśli złapie je sobie sama, to oni znajdą im miejsce w schronisku. Ot, takie zaangażowanie - lepiej później psioczyć na fundacje, które ratują życie takich psów.
Za nami kilkadziesiąt godzin działań, przeczesywania terenu, obserwacji i prób zabezpieczenia każdego malucha. Przed nami leczenie, hospitalizacja i walka o to, żeby odzyskały siły. Nie mamy wątpliwości, że gdyby pomoc przyszła później, część z nich nie miałaby już żadnych szans. Bardzo prosimy, trzymajcie za nie kciuki. Koszty 6 psów chorych na babeszjozę, będą szły w dziesiątki tysięcy. Błagamy Was o wsparcie. Bez Was ich nie uratujemy.
Ładuję...