Nie przetrwamy, poddajemy się... Sięgnęliśmy dna przepaści

Closed
Supported by 2 244 people
113 410 zł (94,5%)

Started: 11 October 2020

Ends: 15 January 2021

Thank you for your support - every penny counts.
Together we have great power!
As soon as we receive the result of the action, we will post it on the site.

To wszystko bzdury, nic niewarte! Kto to mówi? Mówią ci, którzy nie widzieli nigdy skatowanego, okaleczonego zwierzęcia. Ci, którzy nigdy nie patrzyli w oczy zwierzęciu, które odchodzi. Ci, którzy nie mają serce! 

Ale my ten tekst słyszymy niemal ciągle, gdy prosimy o pomoc dla naszych podopiecznych. Wtedy chce się wyć, chce się krzyczeć. A potem opadamy z sił, czujemy bezradność i dochodzimy do wniosku, że chyba pora zakończyć ten rozdział, bo jak długo można walczyć z wiatrakami.

Ale potem przychodzi czas, kiedy pojawia się kolejny potrzebujący zwierzak. Jak chociażby jeden z naszych ostatnio przybyłych podopiecznych. Psinkę znaleźli turyści z Łodzi, którzy przyjechali zwiedzać region świętokrzyski. Wybrali się na górę Łysicę, gdzie spostrzegli kompletnie wycieńczonego psa. Piesek kulał, ledwie szedł. Oczka były niewidzące, na jego szyi ropiała olbrzymia otwarta rana, w której zdążyły się zalęgnąć larwy. Na łopatce wielka gula. Mijały go dziesiątki ludzi i nikt nie zwracał na niego uwagi. Gdyby te osoby się nad nim nie ulitowały, nie miałby szans.

Zadzwoniła też kobieta chcąca oddać stareńką suczkę. Jak mieliśmy odmówić? Kobieta chwaliła się, że suczka rodziła 23 razy! Gdy to usłyszeliśmy, załamaliśmy się. Suczka od razu trafiła do weterynarza. Okazało się, że ma potężny stan zapalny i ropomacicze. Pomimo uzyskania niemal natychmiastowej pomocy, nie przeżyła. To jeden z takich przypadków, gdy czujemy, że ponieśliśmy porażkę, bo nie zdążyliśmy jej uratować.  Właśnie tak wygląda nasza nierówna walka z losem tych bezdomnych bezimiennych, które wyciągamy z otchłani zapomnienia.

Kolejny staruszek został osierocony przez opiekuna, przy które zwłokach spędził trzy długie dni, zanim sąsiedzi zawiadomili odpowiednie służby. Pies autentycznie płakał, łkał i rozpaczał.

Kolejna suczka została wyrzucona przez ludzi, którym się znudziła. Kiedy koleżanka podjechała ją odebrać, otworzył jej pijany w sztok mężczyzna, który chwiał się, podając jej coś w rodzaju powrozka. Suczka do tej pory odczuwa paniczny lęk przed mężczyznami. To zaledwie jeden z wielu przypadków, gdzie każdy zwierzak obarczony jest odrębną historią z lawiną cierpienia w tle.

Oprócz teg trafiło do nas kilkadziesiąt kotów, w tym koty z wirusem białaczki, nieuleczalnie chore i spragnione poczucia bliskości człowieka. 

Wiele z kotów, które mamy pod opieką, to zwykłe buraski, o które - gdy ogłaszamy je do adopcji - telefon konsekwentnie milczy. Bo wyglądają zwyczajnie, pospolicie, bo niczym się nie wyróżniają. Jakby tego było mało, trafiło do nas także kilkanaście kociąt. Te, które miały oryginalne umaszczenie, znalazły chetnych. Pozostałe, jak czekały, tak nadal czekają.

Ale całkowicie przytłoczyły nas koszty weterynaryjne kilku połamanych kotów, które musiały zostać poddane skomplikowanym operacjom ortopedycznym, gdzie jeden zabieg kosztuje w granicach 3-4 tys. zł.

Była też koteczka Dilara z połamanymi nogami. Leczenie trwało ponad pół roku, walka o nią, o jej łaki. Ale kości nie chciały się zrastać. Pomimo drogiego leczenia, Dilara czuła się coraz gorzej. Nogi ropiały. Sprowadzaliśmy kolejne leki, wyjątkowe silne antybiotyki, wdrażano nowe metody leczenia, jednak Dilara umarła, pozostawiając za sobą olbrzymia pustkę. Została jednak faktura na blisko 10 tys. zł...!

Oprócz tego musimy zapłacić za leczenie zwierząt zaopiekowanych na terenie ostrowieckich gmin przez dwie wolontariuszki - Karolinę i Jolę. W przypadku tamtych zwierzaków gabinety i tak wykazując się ogromnym sercem, czekają na zapłatę faktur od wielu, wielu miesięcy.

A telefon wciąż dzwoni. Wciąż jesteśmy proszeni o pomoc kolejnym zwierzętom. Same koszty weterynaryjne na te chwile to koszt rzędu 40 tys. zł. Oprócz tego musimy pokrywać koszty utrzymania zwierząt w hotelikach, gdzie oczekują na adopcję. A niektóre zwierzaki spędzają tam wiele miesięcy, bo są "zbyt zwyczajne", "zbyt brzydkie", "zbyt pospolite", "zbyt stare", ale nikt z tych osób, które je w ten sposób oceniają, nie widzi, że one są tak samo kochające, jak te młode, piękne i rasowe. Wszystko rozbija się o pieniądze i trud znalezienia dobrych, odpowiedzialnych domów.

Już wiele razy myśleliśmy o tym, by zakończyć działalność, bo to ciągłe bicie głowa w mur. Brakuje nam sił, brakuje mocy i brakuje pieniędzy. Jeśli jednak nam pomożecie, to może damy radę jeszcze zawalczyć... W imieniu tych, które same za siebie mówić nie mogą...

Loading...

80 zł

PROREST

2 darowizny na tę zbiórkę, ostatnia
16 zł

Web Positions

2 darowizny na tę zbiórkę, ostatnia
Organizator
9 aktualnych zbiórek
469 zakończonych zbiórek
Supported by 2 244 people
113 410 zł (94,5%)