Krowie dziecko bez stóp

Supported by 775 people
6 552 zł (22,59%)
To reach our goal: 22 448 zł
Donate

Started: 18 September 2018

Ends: 28 December 2019

Nasi podopieczni - a raczej spora ich część - to zwierzęta starsze, które po ciężkiej, wieloletniej pracy stały się nieprzydatne, inne były "przeczołgane" przez życie do granic możliości. Nie, nie przez życie - przez człowieka... Eh. Moglibyśmy tak wymieniać jeszcze długo...

Ale, dziś nie o tym. 

Dziś chcemy Wam przedstawić zwierzę, które choć jest jeszcze dzieckiem, zwierzęcym dzieckiem - wycierpiało się już bardzo, a nawet jeszcze bardziej. Gdy zadzwonił do nas telefon z prośbą o pomoc, nie zastanawialiśmy się długo - i tak oto, pod naszą opiekę trafiła... krówka. Mała, bezbronna, dwumiesięczna Dziunia. 

Dlaczego Dziunia zapytacie? ;) Otóż - gdy już udało nam się cielaczka zabezpieczyć, przetransportować i bardzo szybko umówić i dowieźć na wizytę w gabinecie weterynaryjnym - czekaliśmy na naszą kolej do przyjęcia - patrzyliśmy na to bezbronne zwierzę i na to, co miała założone na swoich tylnych stopach - i uwierzcie, bądź nie - oczami wyobraźni zobaczyliśmy dorodną krowę, pasącą się na jednym z naszych pastwisk. O tak, taki widok ujrzeliśmy przed oczami... I wtedy otworzyły się drzwi do gabinetu... I czar prysł, tak szybko jak się pojawił :( 

Dziunia urodziła się w gospodarstwie krów mlecznych - niedługo po porodzie dostała zapalenia stawów skokowych - i cały dramatyzm pogłębiał fakt, iż to biedne dziecię leczone było w nieprawidłowy sposób. Czy możemy w ogóle mówić o leczeniu? "Zabezpieczono" kończyny, to fakt, ale czy podjęto inne kroki? Poniższe zdjęcia dają odpowiedź na to pytanie.

Doszło do martwic racic - część odpadła sama, pozostałości trzeba było usunąć. Gnijące, ropiejące rany... Obnażone kikuty...  Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie, co czuje krowie niemowle, które nie ma 'stóp'? Co czuje ten maluch, u którego pozostałości po racicach i jego kikuty zaczynają gnić? Zdejmowanie pierwszych "opatrunków" i widok jaki zastaliśmy w gabinecie - co tu dużo mówić - wstrząsnął nami bardzo.

Po głowie chodziły nam różne myśli, od wyzwisk na dotychczasowe leczenie, po próby wyobrażenia sobie bólu i cierpienia, jakie to zwierzę doświadczyło, pomimo tak młodego wieku. Jak to możliwe, że w takim stanie, to zwierzę w ogóle próbuje wstać, a nawet chodzić... Dzielna, waleczna Dziunia! 

Kikuty stawowe - tak, takie określenie musimy stosować, są w trakcie leczenia - robimy wszystko, co w naszej mocy, aby wyleczyć stan zapalny i wygoić wszystkie zmiany, które zastaliśmy po zdjęciu tego czegoś, co miało kikuty zabezpieczać...

Stosujemy specjalne opatrunki, nakładamy preparaty lecznicze - zabiegi powtarzamy przynajmniej dwa razy dziennie, z dnia na dzień cieknącej ropy z kikutów jest mniej - sam proces gojenia się potrwa jeszcze długi czas - ale już po tym krótkim okresie widzimy w małej duże zmiany.

Dziunia wstaje, próbuje chodzić, a jak wyczuje wiadro ze specjalnym dla niej preparatem mlekozastępczym - próbuje bryknąć ;)  O tak, woli życia jej nie brakuje - a my zrobimy wszystko, aby stanęła na nogi i o całym tym bólu zapomniała! :) 

Dziunia wymaga stałej opieki - i tego jej u nas z pewnością nie zabraknie. Potrzebuje codziennie mnóstwo opatrunków i leków, ale! do pełni szczęścia brakuje czegoś, o czym na ten moment możemy tylko pomarzyć, a dzięki Wam - to marzenie możemy zrealizować.

Pilnie potrzebujemy ortez - zastępujących racice, dzięki którym Dziunia będzie mogła stanąć na 'nogach' bez opatrunków, bez ryzyka uszkodzenia swoich kikutów, dzięki którym będzie mogła śmigać po zielonych pastwiskach - dzięki którym, nasze marzenie z poczekalni w gabinecie weteryaryjnym się spełni - i nie dość, że ujrzymy na pastwisku dorodną krowę - to jeszcze będzie to jedyna w Polsce krowa w kolorowych butach. To jak, możemy na Was liczyć?

Supporters

Loading...

Supported by 775 people
6 552 zł (22,59%)
To reach our goal: 22 448 zł
Donate