Ratujemy 40 psów z fabryki "labków"

Supported by 938 people
35 046,60 zł (116,82%)
Donate

Started: 11 May 2019

Ends: 11 August 2019

Od tygodnia prowadzimy bardzo trudną akcję ratunkową dla psów z hodowli w jednej z gmin pod Krakowem. Do dziś odebraliśmy z policją 8 psów w najcięższym stanie. Ponad 30 nadal czeka na naszą pomoc. Organizujemy zbiórkę, by opłacić koszty ratowania tych zwierząt. Do tej pory na akcję wydaliśmy prawie 10 tys. zł., z czego większość to koszty leczenia. A to dopiero początek walki o ich prawa i godne życie. Dziś przedstawiamy szczegóły bulwersującej sprawy, prosząc jednocześnie o wsparcie w kolejnych działaniach. Sami sobie z tym nie poradzimy...

Zacznijmy od tego, że właścicielka hodowli jest członkiem Związku Kynologicznego w Polsce. Na posesji trzyma konie oraz psy. O złych warunkach zwierząt wiedziało wiele osób, jednak nikt nie odważył się, by poprowadzić sprawę i odebrać zwierzęta.


Siostra właścicielki - to krakowski adwokat, rodzice - znani działacze w pewnej instytucji. Hodowczyni jest ciężka we współpracy. - Ogólnie interwencja bardzo trudna do przeprowadzenia - tak nam mówiono przed wejściem na ten teren. Nie boimy się ludzi wysoko postawionych ani ciężkich spraw, co nieraz udowodniliśmy. Nie boimy się zastraszania i hejtu innych hodowców - też to Państwo wiecie. Liczą się tylko zwierzęta. Tak jest i tym razem.

Jest sobota, 4 maja br. Na posesję nie zostajemy wpuszczeni. Z informacji, jakie posiadamy wynika, iż zwierzęta tj. labradory, żyją tam w strasznych warunkach, na łące, w prymitywnych szopach. Tak to wygląda z zewnątrz.


Są zapchlone, bez wody i właściwego pożywienia. Kilka godzin trwa, zanim wejdziemy tam procesowo z policją. W tym czasie nalewana jest woda, w pośpiechu ścielona jest słoma.


Szybkie sprzątanie jednak niczego u psów nie zmieni. I tak dokonamy ich oględzin. Nie poddamy się. Nawet mimo tego, iż lekarze weterynarii odmawiają przyjazdu jeden po drugim, jak słyszą nazwisko hodowcy. Być może też nie chcą mieć problemów. Pomaga nam jednak Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Przysyłają lekarza, który dokona z nami i policją oględzin.


Na własnym profilu na fb właścicielka hodowli publikuje szczęśliwe koniki, radosne pieski, celowo zamydlając oczy swoim fanom. Ma ich całkiem sporo. Nie pokazuje, jak psy faktycznie żyją. Prawda jest brutalna: nie mają bud, mieszkają w szopach, których dachy przeciekają - woda leci na psy. Są całe mokre, gdy pada deszcz. Nic nie chroni ich przed zimnem. Żyją w odchodach wymieszanych ze słomą, czasami na wysokości 40 cm.


Od stałego przebywania w moczu mają zapalenie przestrzeni międzypalcowych. Prawdopodobnie od drutów w ogrodzeniu mają rany na ciele.

Żaden pies nie jest zaszczepiony. Wszystkie są zapchlone. Niektóre tak bardzo, że są prawie całkiem łyse.


Tak wygląda hodowla psów rasowych. To tylko część z faktów, które możemy dziś ujawnić. Jest ich jeszcze więcej, ale z uwagi na dobro postępowania karnego nie możemy o wszystkim pisać. Czyta to też właścicielka, jej rodzina i jej prawnicy, których już wynajęła. 


Możemy natomiast napisać, iż wiele psów było chorych, jeden z psów był w bardzo ciężkim stanie i gdyby nie nasza pomoc nie przeżyłby w tym dramatycznym dla zwierząt miejscu. Był to starszy pies (widoczny na fotografii powyżej i poniżej) z guzami na dziąśle i całym pyskiem w ropnej wydzielinie. 


Nie był w stanie się podnieść. Nie miał już siły. Na fotografii poniżej - ten sam pies już w klinice - pod kroplówkami. Jego stan jest bardzo ciężki 


Wcale nie lepiej miały szczeniaki. Jest ich kilkanaście. Siedziały w zabitej deskami szopie. Nie było tam nawet drzwi. Pytamy właścicielki, w jaki sposób je wyprowadza na zewnątrz? Otóż nie wyprowadza.


Do psów można się dostać tylko przy pomocy... wkrętarko - wiertarki. Trzeba odkręcić deski i dopiero można wejść.


Jeśli Państwo w to nie wierzą, nie dziwimy się. Nam też trudno było to pojąć, ale takie są fakty. To ich jedyne okno na świat. Mogą go oglądać, bo... warstwa obornika pod nimi jest bardzo wysoka, więc mają na czym stanąć.

Znęcanie się nad zwierzami w tym miejscu jest faktem. Wszystko jednak musi odbyć się zgodnie z prawem. Nawet ratowanie chorych psów. Pierwsze zwierzęta odbieramy 4 maja br.


W piątek 10 maja kolejny interwencyjny odbiór. Łącznie zabieramy 8 psów. Trzeba udzielić Im pomocy jak najszybciej. Trafiają do całodobowej kliniki pod Krakowem. Zostają tam na leczeniu. Ich stan jest poważny: są niedożywione, ze stanami zapalnymi, wypływami ropnymi z sutków, ropomaciczem. Nie wiadomo, czy wszystkie uda się uratować.


Wizualnie niektóre psy z zewnątrz wyglądają nie najgorzej, ale to tylko pozory, bo wyniki badań wskazują na poważne stany chorobowe - na zagrożenie zdrowia lub życia. Walka o nie cały czas trwa. Do tej pory tylko za tydzień leczenia musimy zapłacić 6 tysięcy złotych. To kwota tylko za 8 psów i cały czas rośnie. Do gminy składamy zawiadomienie o odbiorze tych zwierząt, w najbliższy poniedziałek składamy także wniosek o odbiór pozostałych psów. To nie jest żadna tajemnica. Chcemy uratować Je wszystkie.


Do tej walki o ich prawa potrzebne są mam kolejne fundusze. Gmina wyda decyzję za kilka tygodni lub miesięcy - po zakończeniu postępowania administracyjnego. Na pozostałe psy musimy czekać na decyzję. Tak mówi Ustawa o Ochronie Zwierząt. Sama diagnostyka potrzebujących zwierząt jest bardzo kosztowna, podobnie jak przygotowanie dokumentacji dla gminy, opisu każdego z psów, fotografii, montażu filmu z interwencji, dojazdów, transportu i utrzymania zwierząt. Musimy także pokrywać koszty kolejnego leczenia za następne tygodnie. Jest to ogrom pracy dla wielu osób. I  znaczne koszty.

Kwota, jaką chcemy zebrać - ok. 30 tys. zł. - powinna wystarczyć na wszystkie działania, jakie zamierzamy wykonać. Dzieląc tę sumę na każdego z 40 psów - wychodzi ok.  750 zł. na jednego psa. To jednostkowo nieduża kwota, by zdiagnozować, wyleczyć i uratować każde chore zwierzę. To są faktury, jakie otrzymaliśmy do tej pory. Pierwszą publikujemy w całości, na kolejnych dokumentach są już same kwoty.

Powyższe faktury nie obejmują leczenia kolejnych zwierząt odebranych. Obecnie klinika weterynaryjna udziela pomocy następnym zwierzętom z tego miejsca, w tym dla szczeniaka, który z ranami i wypływami ropnymi oraz stanem zapalnym odebrany został w miniony piątek. Jest apatyczny, odwodniony - wymaga leczenia.


Dlatego prosimy o pomoc... W rozpowszechnianiu zbiórki, szukaniu domów tymczasowych dla uratowanych psów lub wsparcie akcji choć drobną kwotą, by móc ratować potrzebujące zwierzęta. One zasługują na naszą i Państwa pomoc.

Supporters

Loading...

Organizator
12 aktualnych zbiórek
10 zakończonych zbiórek
Supported by 938 people
35 046,60 zł (116,82%)
Donate

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość