Testy dla JoKotków

Olga Kondracka
organizator skarbonki

Koty i kocięta trafiają do Fundacji prosto z ulicy - dzikusy po kastracji wracają na swoje miejsce, koty oswojone szukają domów tymczasowych i stałych.


Te ostatnie prócz odrobaczenia, szczepień i kastracji powinny mieć też robione testy na nosicielstwo FelV/FIV (kociej białaczki zakaźnej i "kociego HIV"). Choroby te mogą przez lata nie dawać żadnych objawów, podczas gdy chory kot zaraża inne.


Istnieją szybkie testy płytkowe (podobne do ciążowych) wykrywające nosicieli w ciągu kilku minut. Każdy nowy kot powinien mieć taki test zrobiony, a w przypadku wyniku pozytywnego powinien być izolowany od kotów zdrowych.  W przypadkach pozytywnego wyniku powtarza się test metodą PCR, która jest o wiele bardziej wiarygodna.


Jeden test płytkowy kosztuje aż 80,- zł a test PCR prawie 150,- zł, więc wiecznie brak jest na nie funduszy - nowy kot musi być odrobaczony, zaszczepiony, często wymaga leczenia ratującego życie i najczęściej również kastracji. To generuje potężne koszty, dlatego na testy zazwyczaj brakuje środków w fundacyjnej kasie.


Testy często robione są dopiero, gdy są do tego wskazania medyczne - występują objawy białaczki, kot nie reaguje na leczenie lub co chwila ma nawroty choroby lub różnych chorób. Bywa, że jest to kot, który od dłuższego czasu przebywa w domu tymczasowym z innymi kotami. Wtedy trzeba przetestować wszystkie koty, które miały kontakt z takim delikwentem.


Niedawno sama znalazłam się w takiej sytuacji. Zgarnięta z podwórka trójka kociąt okazała się być nosicielami białaczki. W związku z tym, że po wstępnej kwarantannie zdążyłam je dołączyć do pozostałych kotów, po wykryciu nosicielstwa u kociąt musiałam przetestować wszystkie koty przebywające pod moją opieką. Czyli równo 10 kotów! Gdyby nie Fundacja Jokot chyba nigdy nie uporałabym się z kosztami tego przedsięwzięcia. Mimo wiecznych braków w fundacyjnej kasie bardzo mi pomogli w testowaniu mojego stadka kotów osobistych i „tymczasów”.


Tą zbiórką chciałabym uzupełnić nadszarpniętą kasę Fundacji, a także w taki sposób wyrazić swoją wdzięczność za pomoc moim kocim podopiecznym.


W momencie pisania niniejszego tekstu okazało się, że wśród 12 kociąt złapanych w Wawrze, trójka ma pozytywny wynik testu paskowego na białaczkę. Cały tuzin należy teraz przebadać testem PCR, a najbardziej chorym zrobić dodatkowo badania krwi:


"No i niestety - mamy problem. Przynajmniej część tej brygady ma białaczkę. Na razie pozytywne są 3 - Tischner, Tuwim i Teffi. Musimy zrobić wszystkim testy PCR, koszt każdego to niecałe 150 zł (z pobraniem krwi), a dodatkowo - tym bardziej chorym trzeba zrobić porządne badania krwi.

A tymczasem - finansowo ledwie przędziemy. Dzięki uprzejmości kilku osób mamy dla tych kociąt zapas jedzenia na jeszcze ok. 2 tygodnie - ale już widać, że posiedzą dłużej, nie wiadomo jak długo ;(

Jestem umówiona na badania we wtorek, musimy za nie zapłacić... Im szybciej je zrobimy tym szybciej będę wiedzieć jak je rozdzielać by się dalej nie zarażały... I będzie więcej czasu na myślenie co dalej..."


Bardzo Was proszę o wsparcie i pomoc w sfinansowaniu tych badań.


Nadchodzą Święta - Wielki Czas Dawania. Czas suto zastawionych stołów, czas prezentów.


Czy w Waszym budżecie znajdzie się choć złotówka na badania dla kociaków?  Każda jest ważna!

Wsparli

30 zł

lysa56

150 zł

Olga Kondracka

20 zł

Anonymous

50 zł

Anonymous

20 zł

belsheba

Fundacja JoKot nie odmówiła mojej prośbie, mam więc dług wdzięczności, choć tak mogę się zrewanżować.
Darowizny trafiają bezpośrednio do fundacji:
Supported by 5 people
270 zł (13%)