„Albo tego psa weźmiecie, albo go zabijemy”. Toniemy w długach, bo nie pozwoliliśmy ich uśpić. Pomóż opłacić leczenie psów!

URGENT!
Supported by 1 304 people
48 240,21 zł (48,24%)
To reach our goal: 51 759,79 zł
Donate

Started: 12 January 2021

Ends: 12 February 2021

Nasza sytuacja robi się tragiczna. W ciągu miesiąca ocaliliśmy kilkadziesiąt psich istnień. Rozsądek mówi „zostaw, całego świata nie ocalisz”. Serce odpowiada: „tak, ale dla tego maluszka cały świat się zmieni”. Serce wygrywa, a my nie szczędzimy środków na ratowanie naszych podopiecznych. Nie karmimy ich śmieciową karmą, diagnozujemy aż mamy odpowiedzi, podajemy wszystkie potrzebne leki, nawet najdroższe. Tak łatwo byłoby powiedzieć „E tam, kolejny pies”.

Ale to aż pies…

Boże Narodzenie. Pani do domu opieki, pies pod igłę śmierci?

W tym roku na Święta pewna rodzina postanowiła podarować swojemu psu eutanazję. Jego opiekunka, starsza kobieta, została zawieziona do domu opieki, a psem rodzina pani nie była zainteresowana. Skontaktowano się z nami, informując, że albo psa przyjmiemy, albo zlecą jego uśpienie.

Przyjęliśmy Albercika. I zobaczyliśmy dramat.

Albercik to starszy (ok. 12-14-letni) piesek w typie pudelka toy. Pudelek powinien mieć puszystą sierść, jak owieczka. Tymczasem Albercik jest łysy. I to nie dlatego, że taka jego uroda – wystarczy dotknąć skóry, żeby zobaczyć, że jest cienka jak pergamin, od byle pogłaskania robią mu się siniaki. Na ogonku ma obrzydliwe, wielkie zaskórniki. Podejrzanymi tych przypadłości są chore nadnercza, ale tutaj ciągle trwa diagnoza.

Albercik jest natomiast po wizycie u kardiologa. Jego serduszko to koszmar. Trochę dziwne, że ciągle bije. Badanie wykazało zaawansowaną chorobę zwyrodnieniową zastawki dwudzielnej z przeciążeniem jam serca i dysfunkcją przykurczową.

Ma też zapalenie trzustki, zęby w okropnym stanie, miał przerośnięte pazury. Skala zaniedbań woła o pomstę do nieba. Albercik ma „naście” lat, a wygląda to tak, jakby nigdy nie był u weterynarza…

Spadek? Bardzo chętnie. A psa uśpimy.

Pikuś to starszy pudelek. Kiedyś pewnie był piękny, puszysty, był dumą i radością. Tylko że jego właściciel zmarł. Rodzina bardzo chętnie przytuliła spadek, ale pies był za dużym ambarasem. Kto wie, może gdyby był młodszy, można by się było nim pochwalić przed znajomymi... Ale taki stary? Na co to komu.

Pikuś przez PÓŁ ROKU mieszkał SAM w domu, raz na kilka dni ktoś wpadał rzucić mu jakieś ochłapy do jedzenia.

Jest w bardzo kiepskim stanie, w podniebieniu ma dziurę, zęby w rozsypce, a przy odbycie ropień, z którego sączyła się ropa. Poza tym cierpi na zapalenie trzustki i ogromne problemy z układem pokarmowym. Mówiąc obrazowo: trzeba bardzo, bardzo uważać, co je, bo mimo ogromnego głodu i wysiłku udręczonego organizmu malucha, zjedzony posiłek potrafi natychmiast wrócić…

Właściciele zapowiedzieli, że leczyć psa nie będą, a co najwyżej go uśpią. Ostatecznie zrzekli się Pikusia. Nie mamy wyboru – musimy mu pomóc.

Skowyt psa słyszała cała wieś

To jeden z naszych najnowszych podopiecznych – młody, radosny piesek w typie jack russel teriera. Został wyciągnięty z meliny, w której go po prostu skatowano. Na szczęście sąsiedzi stanęli na wysokości zadania – słysząc płacz cierpiącego psa zawiadomili odpowiednie organizacje.

Piesek wymaga rentgena i operacji na cito. Istnieje podejrzenie, że człowiek przerwał mu rdzeń kręgowy, a to by oznaczało, że maluch nigdy nie będzie samodzielnie chodził i będzie skazany na wózek…

Zalepione ropą oczy błagają o ratunek…

Wiecie, jak wyglądają maltańczyki, prawda? Puszyste białe kulki, każdy by takiego chciał. Berek wyglądał tragicznie. Jego oczu nie było widać spod sierści zlepionej ropą. Zamiast puszystej sierści strąki, gigantyczne kołtuny, wielkie pazury. Berek ma też problem z chodzeniem, bolą go kolana.

Berek przez MIESIĄC mieszkał sam w pustym domu, bo "kochająca" opiekunka wyprowadziła się do miasta. Czasem wpadała, bo jakoś przetrwał – ale sądząc po ilości psich odchodów i pustej misce, to niezbyt często.

Najgorsze blizny zostają na psychice. Berek jest pieskiem zrozpaczonym, zestresowanym, agresywnym i przekonanym, że nic na świecie go dobrego nie spotka. Spodziewa się tylko złych rzeczy i na wszelki wypadek reaguje gryzieniem. Znalezienie dla niego domu nie będzie łatwe, bo chociaż piękny i malutki, jest psem dużo trudniejszym niż wiele „łagodnych olbrzymów”. To człowiek zniszczył mu wiarę w świat, człowiek odebrał nadzieję…

Szczerze mówiąc, to słów brak. Szlag trafia, a łzy same cisną się do oczu. Pewnie miał być laleczką, maskotką, przytulanką, można się było pochwalić sąsiadom. Zamiast psa została skorupa. Skorupa wypełniona strachem, rozpaczą, nienawiścią.

POMÓŻ IM!

To tylko cztery tragiczne historie, a mamy ich znacznie więcej. Mamy Rigela w typie rottweilera z wielkim guzem w jamie brzusznej, mamy Bonito – wygłodzonego, wyłysiałego owczarka niemieckiego, mamy Lusię – malutką staruszkę w typie chihuahua, która w pyszczku ma zamiast zębów bagno. Mamy prawie 30 szczeniaków, wszystkie zabrane ze wsi, z miejsc, w których w najlepszym razie czekałby je łańcuch i miska zupy raz dziennie.

Nie będziemy owijać w bawełnę – być może się przeliczyliśmy, być może porwaliśmy się z motyką na słońce. Ale czy wolno nam odwracać wzrok, kiedy ktoś krzywdzi psa tak bardzo, że pozostaje jeden dylemat: życie czy śmierć?

My wybieramy życie. Wybierz je z nami – wpłać na naszą zbiórkę i pomóż nam dalej leczyć skrzywdzone przez człowieka psy.

Organizator
4 aktualne zbiórki
50 zakończonych zbiórek
Supported by 1 304 people
48 240,21 zł (48,24%)
To reach our goal: 51 759,79 zł
Donate