Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Kiedy zakładałyśmy tę zbiórkę, miałyśmy nadzieję, że najgorsze już za nami. Niestety ostatnie tygodnie okazały się jednymi z najtrudniejszych, odkąd istnieje Heartland.
Pożegnałyśmy dwa konie. Najpierw Yerbę Mate. Jedna chwila zmieniła wszystko. Złamanie nogi nie pozostawiło żadnej nadziei ani żadnego wyboru. Musiałyśmy pozwolić jej odejść.

Trzy dni później straciłyśmy także Kofkę.
Naszą ukochaną seniorkę, która miała 36 lat. Konia, który przez większość życia ciężko pracował dla ludzi, a dopiero u nas zaznał spokoju, bezpieczeństwa i troski. Walczyłyśmy o nią do końca. Trafiła do kliniki, ale mimo starań lekarzy nie udało się jej uratować.

Są takie dni, kiedy siedzimy pod stajnią i zastanawiamy się, skąd wziąć siłę na kolejny dzień. Ostatnio było ich naprawdę dużo.
Ale pozostałe konie nadal nas potrzebują. Wuzetka wróciła już z kliniki do domu. Po zapaleniu płuc i zaostrzeniu astmy nadal wymaga leczenia, inhalacji i leków, ale każdego dnia robi małe kroki do przodu.
Jadzia przeszła diagnostykę, która wykazała dużą ilość wydzieliny w płucach. Ona również wymaga dalszego leczenia obserwacji i specjalnego traktowania. Nawet Hedwiga, która nigdy nie chorowała na astmę, zaczęła mieć problemy z oddychaniem i musiała otrzymać antybiotyk.

Jakby tego było mało, w ostatnich dniach pogorszył się również stan Jadzi i Maćka. Oboje mają zaostrzenie ochwatu.
Wciąż próbujemy ustalić przyczynę. Najbardziej prawdopodobna jest insulinooporność. Mimo ścisłej diety i stałej kontroli ich stan się pogorszył i wymaga dalszej diagnostyki, leczenia oraz częstszych kontroli kowala. Dzisiaj odwiedziła nas pani weterynarz. Kolejne badania, konsultacje i leki oznaczają następne wydatki. Tylko dzisiejsza wizyta to około 1000 zł.
Niestety za każdą z tych historii stoją kolejne faktury.
Do opłacenia mamy:
• 7200 zł za leczenie i pobyt Wuzetki oraz Kofki w klinice,
• 600 zł za utylizację Kofki,
• około 800 zł za leki, inhalacje i suplementy,
• około 1000 zł za ostatnią wizytę weterynaryjną,
To jednak nie koniec. Nadal spłacamy wcześniejsze zobowiązania związane z leczeniem i utrzymaniem naszych podopiecznych, a przed nami kolejny ogromny wydatek – siano. Już niedługo będziemy musiały zapłacić około 6000 zł za zapas na najbliższy okres.
Patrząc na te liczby, same nie wiemy, jak damy radę.
Ale potem patrzymy na Wuzetkę, która znowu spokojnie oddycha. Na Jadzię i Maćka, które walczą z ochwatem. Na Hedwigę, która wraca do zdrowia. I wiemy, że nie możemy się poddać. W ostatnim czasie wspierają nas bardzo osoby, które mają u nas swoje prywatne konie, pomagają nam siłą fizyczną, wspierają słowem, siedzą z nami przy chorych koniach do późnej nocy i opłakują nasze Dziewczyny, które są za tęczowym mostem.

Nie prosimy o cuda. Prosimy jedynie o pomoc, która pozwoli nam dalej walczyć o konie, które nie mają już nikogo poza nami.
Jeżeli możecie wesprzeć nas choćby symboliczną kwotą lub udostępnić zbiórkę, będziemy ogromnie wdzięczne.
Dziękujemy, że jesteście z nami nie tylko wtedy, gdy wszystko idzie dobrze, ale również wtedy, gdy życie pisze trudniejsze scenariusze.
To dzięki Wam nadal możemy ratować, leczyć i dawać naszym koniom bezpieczny dom.
Wuzetka trafiła do kliniki. Od kilku dni jej stan nas niepokoił, ale wczoraj pojawiła się gorączka i sytuacja zrobiła się naprawdę poważna.

Wuzetka choruje na astmę, dlatego każda infekcja może być dla niej ogromnym zagrożeniem. Po nocnych konsultacjach z weterynarzami podjęliśmy decyzję o natychmiastowym przewiezieniu jej do kliniki.
Aktualnie przechodzi diagnostykę pod kątem zapalenia płuc i innych powikłań.

Bardzo boimy się o jej stan. Przy koniu z tak chorymi płucami nawet pozornie „zwykła” infekcja może skończyć się tragicznie.
Koszty badań, leczenia i hospitalizacji będą ogromne, a my już teraz walczymy o utrzymanie całego stada i jesteśmy w poważnym kryzysie. Dlatego błagamy Was o pomoc dla Wuzetki. Każda wpłata daje jej większą szansę na powrót do domu.

Dziękujemy, że jesteście z nami i naszymi końmi w tych najtrudniejszych momentach. Trzymajcie kciuki za tę małą wojowniczkę. Dziękujemy również za wszystkie dotychczasowe wpłaty! Bez Was nasze konie nie miałyby szans ❤️
Mamy 7 dni. Jeśli się nie uda – będziemy musiały oddać część koni. To nie jest dramatyzowanie. To decyzja, której bardzo się boimy.

To jest Yerba. Ma 30 lat. Kiedy dwa lata temu do nas trafiła, wiele osób mówiło, że powinna zostać uśpiona.

Dziś żyje, bo ktoś kiedyś jej pomógł. Ma swojego przyjaciela Oskiego. Cieszy się każdym dniem.
I takich historii mamy 15.
Ale pierwszy raz od lat… naprawdę nie dajemy rady. 30 000 zł = jedzenie i opieka dla 15 koni przez najbliższe tygodnie. Bez tego nie kupimy jedzenia. Nie utrzymamy wszystkich koni. Będziemy musiały oddać część z nich.
Dlatego zaczynamy akcję: „Piątak dla konia”
Jeśli 5166 osób wpłaci po 5 zł – damy im czas. Czas, którego teraz dramatycznie brakuje. Jeśli to czytasz – możesz pomóc:
– wpłać choć 5 zł
–udostępnij tę zbiórkę
– oznacz 3 osoby, które kochają zwierzęta
To naprawdę może zrobić różnicę. 128 osób już pomogło. Dołącz do nich. Nie prosimy dla siebie - prosimy dla nich. Bo bez tej zbiórki… one naprawdę nie mają dokąd pójść.
RATUJEMY KONIE – ALE KOŃCZY NAM SIĘ CZAS 💔
Znowu stoimy pod ścianą. Znów musimy walczyć o przetrwanie. Potrzebujemy co najmniej 10 tysięcy złotych natychmiast, inaczej nie kupimy siana, nie zapłacimy za prąd, a konie nie będą miały zrobionych kopyt. Za chwilę – kolejne 10 tysięcy na same długi, a za miesiąc znowu będziemy musiały kupić siano, zrobić kopytka, zaszczepić, kupić paszę...

Nie wiemy, jak to zrobić. Nasze zasięgi są maleńkie, Darczyńców garstka, a każda złotówka to dla nas nadzieja. Chciałybyśmy ratować kolejne konie, dawać im życie i bezpieczeństwo, a wciąż walczymy o przetrwanie tych kilkunastu, które już uratowałyśmy.

Robimy wszystko własnymi rękami – bo tak jest taniej. Same zawijamy opatrunki, same trzymamy konie przy kowalu i weterynarzu. Siedzimy z nimi po nocach, kiedy walczą o życie. Czytamy, uczymy się, robimy wszystko, żeby nie musieć płacić specjalistom, bo zwyczajnie nas na to nie stać.
Często odkładamy wizyty weterynarza, badania, korektę zębów, jeśli nie jest to najpilniejsze, musimy wybierać między złym, a gorszym, a chciałybyśmy dla nich wszystko, co najlepsze. Bo to one są dla nas najważniejsze.


Ale dłużej tak się nie da. Od miesięcy toniemy w spirali długów, w niekończącym się stresie. Każdego dnia pytamy siebie: co będzie, jeśli tym razem nie uda się zebrać? Jeśli nie będzie już z czego pożyczyć?

Wstyd się przyznać, ale czasem marzymy, żeby to wszystko mogło zniknąć – żeby żyć jak inni, bez nieustannego strachu. Ale wtedy patrzymy w te końskie oczy. One nam zaufały. Czekają na swoje wiaderko z jedzeniem, na dotyk i spokój, który im obiecałyśmy, ratując je przed cierpieniem. Nie możemy ich zawieść.



Dlatego błagamy o pomoc. Nie dla siebie – dla nich. Dla tych, które już nie mają dokąd wrócić, które mają tylko nas. Marzymy choćby o miesiącu bez lęku. O tym, żeby starczyło.
Pomóż nam przetrwać. Każda złotówka to jeden oddech spokoju więcej. Jeśli możesz – wesprzyj nasz przytulisko dla koni. Nie zostawiaj ich samych 🐴❤️
Ładuję...