Miały być championami, a zostały szkieletami!

Zbiórka zakończona
Wsparło 359 osób
11 210 zł (44,84%)

Rozpoczęcie: 15 Marca 2019

Zakończenie: 15 Maja 2019

Dziękujemy za Twoje wsparcie – każda złotówka jest cenna.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.

Katastrofa, po raz kolejny, zaczyna się od anonimowego zgłoszenia. Na początku marca dostajemy informację o koniach w potrzebie, które właściciel zagłodził. Równolegle z tą informacją okazuje się, że zagłodzone konie wystawione są do sprzedaży na jednym z portali przy użyciu nieaktualnych zdjęć.

Pod pretekstem zakupu jednego z koni wolontariusze jadą sprawdzić stan faktyczny i przygotować ewentualną dokumentację do zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Wkrótce wolontariusze przesyłają nam nagrany materiał do oceny. To, co ukazało się naszym oczom, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania - przerażające! 

Stan wychudzenia koni wskazywał na BCS 2 w 10 stopniowej skali, roczne źrebaki były z powodu nieodżywienia skarłowaciałe, z ogromnymi wadami postawy, powykrzywianymi kończynami, miękkimi pęcinami, młodszy ogier poraniony od wewnętrznej strony na udach i tuż nad piętą. Wszystkie konie pokrywała „mamucia” sierść, wskazująca na potężne deficyty żywieniowe, brak umięśnienia ujawniał brak systematycznego żywienia - brak jakiegokolwiek żywienia.

Wszystkie zwierzęta były apatyczne i zrezygnowane, bez chęci do życia. W związku z ujawnionym materiałem zapadła decyzja o natychmiastowym działaniu.

Na miejsce przybyliśmy o 2 w nocy. Każda z organizacji miała do pokonania średnio 400 km. O pomoc w interwencji zwróciliśmy się do Molosy Adopcje, bo mają w procedurach ogromne doświadczenie, a Prezesowa po prostu to lubi, ponieważ czuje się w takich sytuacjach jak „ryba w wodzie”. My, jak zwykle, zajęliśmy się stroną prawną, logistyką i finansowaniem całej operacji (taki podział zadań doskonale sprawdził się w czasie interwencji w Mirotkach).

Dnia 14 marca, po dokonaniu wszelkich formalności i przeprowadzeniu niezbędnych procedur, przystąpiliśmy wraz z asystą, kryminalnymi, PiW Puck, lekarzem weterynarii z naszego ramienia, do kontroli i działań interwencyjnych. Nie spodziewaliśmy się jednak, mimo wcześniejszego materiału, z którym się zapoznaliśmy, aż takiego horroru.

Na podmokłej połaci czegoś, co kiedyś było łąką, a teraz stało się błotnistą mazią porośniętą resztkami starej trawy, z wysypiskiem śmieci oraz butelek po alkoholu, na pokrzywionych nogach słaniały się szkielety, dostojnych niegdyś hanowerów z jednych z najlepszych sportowych linii.

Pomiędzy źrebakami i klaczami biegał luzem ogier kryjący, drugi z ogierów stał na górze obornika, bez źdźbła ściółki czy karmy, w ciasnej, niskiej, drewnianej szopie, która pełniła rolę stajni.

Na osobnym padoku, odizolowana od stada, przebywała w błocie zmieszanym z odchodami starsza, wychudzona klacz – nie miała nawet odrobiny siana, woda była śmierdząca, niezdatna do picia.

W toku oględzin ujawniono między innymi, że niespełna roczna klaczka została najprawdopodobniej zgwałcona przez własnego ojca-ogiera i z tego powodu ma naderwany srom, zaś 5-letnia klacz z powodu nieudanego skoku ma uszkodzony i nietrzymający zwieracz odbytu, u 6-letniego ogiera po wewnętrznej stronie ud znajdują się liczne dziury naruszające strukturę mięśni, powstałe z nieznanych nam jeszcze powodów. Zwierzęta są pokaleczone, wszystkie mają świerzba i grzybicę, wszystkie również mają poważne problemy jelitowe, wzdęcia, czarne odchody mogą sugerować krwawienia z przewodu pokarmowego (pękające wrzody żołądka). Stan kopyt jest fatalny, wyglądają jakby rzeźnik je strugał od przypadku, toporem na pieńku. U wszystkich koni wyraźnie widoczna jest ogromna atrofia mięśni, zwierzęta z głodu „same się konsumują”.

Żadna ze służb, obecnych podczas działań, nie miała wątpliwości, że zwierzęta należy natychmiast odebrać wobec realnego stanu zagrożenia zdrowia i życia. Konie odebrała Policja, zabezpieczyła jako dowody w sprawie i przekazała na przechowanie organizacjom biorącym udział w interwencji. Zwierzęta zostały tymczasowo zabezpieczone w stajni na terenie powiatu puckiego skąd po dokładnych oględzinach i badaniach prowadzonych dla prokuratora zostaną przewiezione do domu tymczasowego, gdzie będą czekały i powracały do zdrowia do czasu rozstrzygnięcia sprawy.

W tym miejscu szczególne „podziękowania” należą się pomorskiemu WZHK za kontrolę ich "punktu kopulacyjnego", bo to miejsce pełniło również taką funkcję. Zastanawia nas także, czy osoby przywożące swoje klacze na krycie w to miejsce, doprawdy nie widziały co się dzieje? Wedle nas taka znieczulica jest NIEDOPUSZCZALNA! Czy doprawdy liczy się tylko materiał genetyczny, a nie dobrostan, a przede wszystkim gdzie i w jakich warunkach kryjecie swoje szlachetne klacze?

Szanowni Państwo, Drodzy Darczyńcy, już interwencja w Mirotkach bardzo poważnie nadszarpnęła nasze prywatne fundusze (organizacyjne wyczerpały się na samym początku tej grudniowej interwencji). Jesteśmy małym stowarzyszeniem, które samo nie jest sobie w stanie poradzić z takim ogromem kosztów. Mimo rozsądku, który krzyczy, że nie mamy możliwości finansowania takich operacji, nie jesteśmy w stanie odmówić pomocy cierpiącym zwierzętom, nasze ogromne serca zawsze kierują się ku potrzebującym i cierpiącym, które same się nie obronią przed złem, jakie funduje im człowiek.

Pamiętajcie, że razem możemy więcej, razem możemy wszystko, dla potrzebujących zwierząt jesteśmy w stanie rzucić wszystko i pojechać na koniec świata, ale tylko z WASZĄ pomocą. Pamiętajcie, że hasło POMAGAJ POMAGAĆ ma swoją moc - jednak tylko razem!

Organizator
1 aktualna zbiórka
9 zakończonych zbiórek
Wsparło 359 osób
11 210 zł (44,84%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość