Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Kaja dała radę, dług pozostał.
Kaja ma niespełna dwa latka. Jest maleńką, delikatną kotką, której śmierć zagląda w oczy. Czai się gdzieś obok, w cieniu, w postaci potwornego wirusa, który nie zawsze zostawia szansę na życie. Ten wirus zabrał już wielu – nie pozwólmy, żeby teraz zabrał i Kaję.
Pamiętam to jak dziś. Była niedziela, sierpień dwa lata temu. Dzieci przyniosły kotkę. Małą, przerażoną, ciężarną. Nazwaliśmy ją Mika. Myślałam, że jeszcze chwilę poczeka z porodem, ale ktoś na górze zaplanował inaczej – tej samej nocy się okociła. Urodziła trójkę maleństw. Nie planowałam tego – chciałam zawieźć ją do schroniska, ale tam maluchy nie miałyby szans. Zostałyby uśpione. Nie mogliśmy na to pozwolić.

Zostały więc u nas – Mika i jej trójka. Obiecaliśmy sobie, że je odchowam, a potem... zobaczymy. Ale los nie był łaskawy. Najpierw zachorowała Mika – okrutne zapalenie otrzewnej i toxoplazmoza. Walczyłyśmy. W międzyczasie jeden z maluszków też zachorował. Był za malutki, nie miał siły. Pomimo leczenia – odszedł. Zostały dwa. Kaja i jej braciszek Ben.
Przez długi czas wszystko było w porządku. Bawiły się, rosły, mruczały przy uchu, spały na kolanach. Aż do kwietnia tego roku. Zaczęło się niewinnie – Kaja gorzej jadła, wymiotowała, była osowiała. Coś było nie tak. Pojechaliśmy na USG – płyn w jamie brzusznej. Niewiele, ale wystarczyło, by zapaliła się w nas czerwona lampka. Wyniki krwi były dramatyczne – silna anemia, albuminy/globuliny 0,3... Już wiemy 😭 Te trzy litery zmroziły nas do kości.

Natychmiast rozpoczęliśmy leczenie. Walka była ciężka – karmienie strzykawką, zastrzyki, kroplówki, nieprzespane noce. Po dwóch tygodniach pojawiła się nadzieja. Kaja zaczęła reagować, spojrzenie odzyskało blask. Nadal ją karmimy, ale stan się stabilizuje. Widzimy światełko w tunelu. Ale nie jesteśmy w stanie dokończyć leczenia bez pomocy.
Nie tylko ona była i jest leczona. W naszym" kocim domu" zawsze są chore, porzucone, potrzebujące zwierzęta. Leczymy je, ratujemy, płaczemy i cieszymy się razem z nimi. Ale koszty nas przerosły. Potworne długi, leki, badania, karma specjalistyczna – nie dajemy już rady. Ale przecież nie przestaniemy pomagać. Tacy już jesteśmy – najpierw ratujemy, potem myślimy. Kiedy patrzysz w oczy istocie, która nie ma nikogo poza tobą, nie pytasz, "czy mnie stać", pytasz "co mogę jeszcze zrobić". A teraz, z całego serca, prosimy o pomoc.
🆘 Prosimy Was – pomóżcie uratować Kaję.
Każda złotówka, każde udostępnienie, każde słowo wsparcia – to realna szansa na życie. Nie pozwólmy, by Kaja dołączyła do tych, których ten wirus już zabrał. Wierzymy, że dobro wraca. I że razem możemy ocalić to małe kocie serce. Z góry – i z głębi serca – dziękujemy 💔🐾 Za Kaję, za jej spojrzenie, za jej mruczenie…
Ładuję...