Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.






Decyzja zapadła. Zawalczymy o Kajtusia.
To będzie ciężka walka, bo stan psiaka jest naprawdę bardzo zły. Zdjęcia pod podanym linkiem. UWAGA! BARDZO DRASTYCZNE! JEŚLI JESTEŚ OSOBĄ WRAŻLIWĄ - NIE PATRZ!
Rozmiar obrażeń jest olbrzymi. Zmiany bardzo głębokie. Jedynym wyjściem jest przeszczep skóry, którego podejmie się dr Marcin Spyra z @Multivet Centrum Zdrowia Małych Zwierząt, mający sukcesy w tego typu operacjach.
Podejście do zabiegu będzie możliwe po ustabilizowaniu stanu internistycznego Kajtusia, a ten najlepszy nie jest. Psiak ma anemię, jest zarobaczony a jego jelita wypełnia gruz kostny.
Brzegi rany muszą być dobrze oczyszczone.
Powstaje plan operacji, która będzie się składać z trzech etapów. To wielkie wyzwanie.
Psiak jest pod całodobową opieką lekarzy weterynarii, zabezpieczony silnymi lekami przeciwbólowymi.
Nie będziemy czarować. Ryzyko jest duże, operacja ryzykowna ale robimy wszystko, by podarować temu umęczonemu istnieniu życie.
Czeka go długa hospitalizacja, mnóstwo badań, piekielnie trudna operacja. To wszystko koszty. Horrendalne.
Pomożecie?

Dziś zabrakło nam słów. Za każdym razem, gdy myślimy, że widzieliśmy już chyba wszystko, okazuje się, że to płonne nadzieje.

Kajtuś - malutki psiak w budzie. Pół pyszczka rozorane. Głęboka, gnijąca, sącząca się rana. Kiedy widzisz coś takiego, ruszasz na pomoc bez względu na wszystko.
Właściciele to para starszych ludzi. Mili, współpracujący. Wierzyli, że robili co w ich mocy. Byli u weterynarza. Dostali maść i informację, że jak się nie zagoi, trzeba psa uśpić. Smarowali. Raz było lepiej, raz gorzej. Choć trudno w to uwierzyć, ten pies cierpi rok!

W takich sytuacjach człowiek chce mieć winnego. A winni zawsze są ludzie. Tylko że ci staruszkowie naprawdę byli przekonani, że nie zostawili psa bez pomocy. Gdy usłyszeli, że można zrobić więcej i uratować biedakowi życie, z wdzięcznością oddali go pod naszą opiekę. Wiemy, że to woła o pomstę do nieba, że człowiek świadomy nie jest w stanie tego pojąć. A jednak...

O pomoc dla psa poprosił nas łódzki TOZ. Choć nie mamy miejsca, z tego gospodarstwa po szansę na lepsze życie wyjechał z nami jeszcze jeden pies. Labkowaty kundelek.

A Kajtuś to bohater. Jak przetrwał? Jak nie umarł z tego bólu, nie oszalał? Wciąż jest miłym, ufnym psem.
Jest już w klinice. Lekarze też myśleli, że widzieli już wszystko. Zaczynamy walkę!
Kochani, prosimy - razem uratujmy Kajtusia. Cierpiał zbyt długo. Pokażmy mu, że życie to nie ból.
Ładuję...