Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Dzisiaj odbyły się kolejne dwie kastracje w Czterech Łapach w Inowrocławiu. Jutro je odbieram.

Gajus

Gajka
Trzy koteczki i dwa kocurki...



Dziś był hurt. Jeden kocurek i cztery koteczki, w tym dwie w ciąży. Zatem będzie dziesięć koteczków mniej do oddania w "dobre" ręce.
Mamy zatem zrobionych trzydzieści siedem kotów.

Wczoraj zawiozłam do Czterech Łap kolejną kotkę. Razem na ten moment będzie dziewiętnaście koteczek i trzynastu kawalerów. Koteczka nieśmiała, nie pozwoliła sobie zrobić zdjęcia. Nie chciała pozować.

Ta mała zwodziła nas pół roku. Powiedziała - nie dam się złapać i już. Do wczoraj. Jakiś pies ją przestraszył i wpadła do antrejki w domu dziewczyny, która ją karmiła.
Już jest po sterylce. Trzeba poszukać jej nowego domu, bo jej sierść nie nadaje się na deszcz i mróz. Ona powinna mieć własną kanapę. Na razie jest zestresowana i zabiedzona.

Ten kocurek z poprzednij aktualizacji okazał się być kastratem bez przyciętego uszka. Wczoraj zawiozłam trikolorkę i ta już bez śmiemy jest ta trzydziesta.

Wczoraj złapany w nocy, dzisiaj zawieziony do Czterech Łap. Chyba kocurek.

Te koteczki więcej nie będą rodzić nikomu niepotrzebnych kociąt zdanych na głód i poniewierkę.


W piątek wieczorem do klatki łapki weszła młoda koteczka i w sobotę wylądowała w Czterech Łapach. To będzie kotek numer 27 z tegorocznych kastracji.
Koteczka młoda, mała, zabiedzona. Szara, bura i nikomu niepotrzebna. Nie będzie więcej rodzić kotów farmerskich, co to mają łapać myszy w gospodarstwie, ale bez wzajemnego zobowiązania do opieki, wiktu i operunku.

Rano przywiozłam z Inorowcławia rudego po kastracji do jego miejsca bytowania. Wróciłam do domu a tam pod tujami przekrada się jakiś czarny i widać, że głody. Szybka akcja - nastawienie łapki, żarełko do środka, chwila oczekiwania i... znów jedziemy do Czterech Łap. Kocurek. A skąd się wziął u mnie w ogródku? Opiekuna raczej nie ma, bo w sierści hodował całą menażerię - pchły, kleszcze, wszoły. Został zabezpieczony przeciwpasożytniczo.

Udało mi się złapać króla osiedla i tatusia licznych tricolorek.

Kotek jest z Jezior Wielkich. Wczoraj dwa razy do niego podchodziłam. Rano nie pojawił się na karmieniu. Dopiero wieczorem - chyba zgłodniał - i wszedł do klatki.

Postanowiłam wczoraj złapać kolejnego kota z Przyjezierza na kastrację. Ustawiłam klatkę-łapkę z opuszczonym ośrodku wypoczynkowym.
Usiadłam na werandzie domku i czekam. Wołam. Nie ma. Puściłam koci miauk. Nie ma. Po 20 minutach przyszedł jeden. Usiadł daleko ode mnie i od klatki.
Potem przyszedł drugi i trzeci. Podeszły do klatki, powąchały mięsko i nic. Położyły się obok klatki i tak sobie leżały dobrą godzinę, co i raz łypiąc na mnie okiem. Po godzinie sobie poszły. Myślę sobie, poczekam jeszcze 15 minut. Po chwili pojawiła się znajoma trikolorka. Poszła do klatki, weszła, zaczęła zjadać mięso. Jadła sobie powoli i spokojnie.
Przyszły te dwa czarne. Znów usiadły koło klatki i patrzyły na jedzącą koleżankę. Ona zjadła i sobie usiadła w klatce, aby odpocząć. Siedziała z 10 minut, nerwowo patrząc na kolegów. Widać, że się ich bała. W końcu wyskoczyła, czarny za nią.
Został drugi czarny z białą łatą na pyszczku. Okrążył klatkę. Widać trikolorka ją uwiarygodniła, bo wszedł, by zobaczyć, co ona tam jadła. Noc spędził w domu, teraz jedziemy do Czterech Łap w Inowrocławiu na kolejną kastrację.
Cała akcja trwała jakieś 2 godziny. Co jest najważniejsze w łapaniu kotów? Cierpliwość.
Tym razem koteczka. Wiem, bo dzwonili z Czterech Łap. Jutro ją odbieram.

Ale dzisiaj była akcja...
Na przeciwko miejsca, gdzie karmiłam koty, pojawił się on. Kotek biały z czarnymi łatkami. Stał na placyku i się przyglądał. Wyjęłam łapkę. Postawiłam na placyku. Wrzuciłam trochę mięska. Wycofałam się do samochodu. Kotek chyba był głodny, bo po chwili wszedł do klatki, ale ogonek trzymał poza klatką, więc mogłam tylko zaciskać kciuki, aby wszedł głębiej. W pewnym momencie postanowił wyjść. Skręcił tułów. W tej sekundzie był cały w klatce.

Zdążyłam nacisnąć pilota i go zamknąć. Nie podobało mu się takie postawienie sprawy. Ponieważ bałam się przekładać go do transporterka na otwartej przestrzeni, przy ulicy, którą chodzą ludzie, i gdzie jeżdżą samochody, więc pojechał do Czterech Łap w Inowrocławiu w klatce. Dopiero w gabinecie przełożyliśmy go do transporterka. Już jest po zabiegu. Kocurek.
Wcozraj byłam w Poznaniu z kotką i kocurkiem. Już po zabiegu. Teraz odpoczywają.

Kocurek odłowiony w Jeziorach WIelkich. Po przejściach.

Koteczka z ubiegłego roku. Ma coś koło 9 miesięcy. Z Ostrowa.
Wczoraj zawiozłam, dzisiaj wypuściłam dzikiego kocurka z plaży w Wójcinie. Niezły z niego agregat. Pogryzł weterynarza, ładne dzieci robił, alimentów nie płacił. Teraz nieco ochłonie.

Wczoraj na kastrację zawiozłąm 5 do Poznania.
Dwie koteczki i trzech chłopaków.
Z Wójcina dziczki - parka. Trzy z Lenartowa - właścicielskie.

Koteczka z temperamentem z Wójcina.

Chłopak z Wójicna nieco spokojniejszy.
W czwartek na zabieg kastracji pojechały 4 koty (3 koteczki i 1 kocurek). Trzy koty z Wójcina i jedna szylkretka z Przyjezierza.
Szylkretka już ma dom. Natomiast te trzy z Wójcina są dzikie. Kocurek wrócił już do miejsca bytowania a dwie koteczki dochodzą do siebie w wolierze. Czekamy aż zagoją im się szwy.
W jeden z mroźnych lutowych wieczorów zobaczyłam stojącego przy oknie kota. Myślałam, że to Car wraca po przechadzce. Kotek wszedł i rzucił się na miskę z jedzeniem. Nie jadł, tylko połykał z szybkością światła, Już wiedziałam, że to nie Car, bo ten jest bardzo wybredny w jedzeniu i mało co mu smakuje.
Każdy kęs musi dziesięć razy obwąchać nim weźmie do pyszczka. To już wiedziałam, że jakiś kotek z gospodarstwa. Kocio zjadło i położyło się na tapczanie. Rano wyszło, wieczorem przyszło.

Dzisiaj zawiozłam na kastrację z pytaniem, czy to wykastrowany kot, czy niewykastrowana kotka. Wetka zajrzała pod ogonek i powiedziała kotka. No to zostawiłam. Przed chwilą dzwonił chirurg, że to jednak wykastrowany kocurek. Jeden pożytek z anastezy to to, że wycięli mu porządnie ucho. I już nie będzie niepotrzebnego łapania i wożenia.
Można powiedzić - ale jaja!
Zaczął przychodzić do mnie taki gagatek...

Klatka już się grzeje dla niego...

Dzisiaj wszedł do klatki, zjadł i ją obsikał, znaczy kocurek, bi mi się do tej pory nie przedstawił.

Wczoraj kolejne trzy koteczki trafiły pod nóż chirurga i nie będą rodzić niechcianych dzieci na poniewierkę.
Zabieg sfinansowała pani Agata w Poznaniu, za co dziękujemy, zaś po naszej stronie były koszty transportu, razem 200 km w śnieżycy i ślizgawicy.



Puszek miał być pierwszy, ale nie wyszło. Ze względu na kiepski stan zdrowia i wyniszczenie organizmu został w lecznicy.

Natmiast jako pierwszy poszeł zawadiaka Buras też z Wójcina Osiedle.

Taki ślicznotek wykluł się nad jeziorem Wójcińskim. Ma koło 5-6 miesięcy. Jego futerko daje podstawy do domniemania, że któryś z jego przodków był kotem z rasy długowłosych. Chłopak jutro jedzie na kastrację. A potem - mamy nadzieję - że trafi do docelowego domu a nie pod chmurkę.

Taką bidę przedwczoraj zawiozłam na sterylkę.

Koteczka miała poczatek kociego kataru.
Została wysterylizowana i dostała antybiotyk działający 21 dni.

Do poniedziałku będzie dochodzić do siebie u mnie. W poniedziałek pojedzie do domu w Berlinku.
Tym razem koteczka. Znów z małej plaży na Osiedlu Wójcin. Tam jest horror z dzikimi kotami. Są co najmniej dwa mioty po cztery sztuki, o ile nie więcej. Część na pewno nie przeżyje zimy, ale te silniejsze znów będą rozszerzać bezdomność i nieszczęście.

Wczoraj nad jeziorem Wójcińskim w Wójcinie została złapana bardzo dzika koteczka, która rodziła już nie raz. Tym razem przerwiemy skutecznie zaklęty krąg poszerzania bezdomności kotów.

W niedzielę dostałam telefon z Nowej Wsi, że do jednego gospodarstwa przyplątał się zabiedzony, starszy kot, którego nie toleruje rezydent. Jak go zobaczyłam, przypomniałam sobie, że tego kocurka widywałam w lipcu przy jeziorze Wójcińskim. Oznacza to, że w poszukiwaniu pomocy przewędrował koło 5 kilometrów. W poniedziałek pojechał do lecznicy na kastrację. Przy okazji wyszło, że jest przeziębiony, ma wszołowicę, kleszcze i pchły. Został potraktowany odpowiednimi preparatami, wyczesany, wykastrowany. Test na białaczkę wyszedł ujemy. Na do widzenia dostał antybiotyk o długim działaniu... i niestety musiał wrócić pod chmurkę, choć jest kotem super proludzkim. Wyladował w bezpiecznym miejscu w Przyjezierzu, gdzie do końca miesiąca będzie doglądny przez właścicieli posesji. Tyle mogliśmy dla niego zrobić. Gdyby ktoś ciał dać mu dom, to byłby super wdzięczny.

Dzisiaj zawiozłam do Przychodni "Cztery Łapy" w Inowrocławiu jedenastego kota. Tym razem trafiło na kotkę w ciąży. Już nie będzie rodzić nikomu niepotrzebnych i niechcianych kociaków.

Historia jakich w maju zdarza się tysiące. Koteczka przyszła na posesję, nie wiadomo skąd. Gospodarze wpuścili do domu. Ona była na ostatnich nogach. Urodziła 5 kociaków. Dzisiaj pojechała na kastrację do Przychodnia Weterynaryjna "Cztery łapy" Marta Bednarek w Inowrocławiu. Ta szczęśliwie nie będzie więcej rodzić nie chcianych kociaków. Kociaki trafią do dobrych domów. Koteczka zostanie w domu, który sobie sama wybrała.

To 10 kot wykastrowany w tym roku przez fundację.
Gdzieś tak w październiku 2023 ktoś podrzucił w Przyjezierzu trzy może dwumiesięczne kotki. Taki dobry człowiek, nie do lasu, nie na śmietnik. Były dwa kocurki i jedna kotka. Koteczka pojechała do domu tymczasowego w Poznananiu. I kilka dni temu została wysterylizowana na koszt Fundacji.

Wejdzie? nie wejdzie? Uff! Wszedł do klatki łapki ósmy kot. Tym razem dziki kot jest w Wójcina.


Diabełka usiłowałam złapać już w poniedziałek, ale nie chciał współpracować. Jakiś szósty zmysł podpowiadał mu, że jak podjeżdża czerwony samochód należy się ewakuować.
Dzisiaj w końcu się udało. Do klatki wjechał kawałek pachnącej makreli. Jeszcze nie wiem, czy to kot, czy kotka. Ale specjalnie zadowolony nie jest.

Do setki brakuje nam dziewięćdziesiąt pięć.
Koteczka już nie będzie rodzić.

Dziaisj udało mi się złapać trzeciego kota z Jezior Wielkich, którego rodzicielką jest słynna Mateczka, która dwa lata temu uciekła spod przychodni Cztery Łapy w Inowrocławiu i po dwóch miesiącajch zameldowała się w Jeziorach Wielkich w gospodarstwie, gdzie jedna pani ją karmiła.
Płeć dzisiejszego kotka poznam jutro przy odbiorze. Kotek z temperamentm, syczał na mnie.

Czy koty mają szósty zmysł? intuicję? Taka sytuacja z dnia dzisiejszego. Miałam złapać 4 dzikie podrostki w Jeziorach Wielkich, które są dokarmiane przez jedną pań tam mieszkających. Normalnie stawiają się na śniadanie na taras o 7 rano. Od kilku dni były karmione w klatce łapce. Przyjeżdżam o 7 30 - kotów nie ma. Uzbroiłam klatkę, włożyłam mięska mielonego, weszłam do pokoju i czekam. Dwa koty przyszły koło 7 50. Pokręciły się koło klatki, weszły, zamknęłam drzwi pilotem. Gotowe. Ale co z ich mamuśką i rodzeństwem. Nie miałam czasu już czekać na resztę towarzystwa, pojechałam z dwójką do 4 Łap w Inowrocławiu, gdzie był umówiony zabieg. Nawet nie wiem, czy złapały się dziewczyny, czy kawalerowie. Zabieg finansuje Gmina Jeziora Wielkie, po stronie fundacji organizacja oraz koszty transportu.
A ja nieustannie dziękuję Florce za wpłąty.

Wczoraj na kastrację pojechał pierwszy kocurek. Tym razem płaci gmina Jeziora Wielkie. Po stronie Fundacji Przyjaciół Kotów Przyjezierza są koszty dowozu kocurka z Wójcina do Inowrocławia oraz odbiór kocurka. Trasa Wójcin - Inowrocaw - Wójcin to 70 km. Tę trasę musimy zrobić dwa razy, czyli 140 km trzeba przejchać, co niestety tez kosztuje.

Kotów w Polsce jest za dużo. Podaż zdecydowanie przekracza popyt, co skutkuje tym, że kocie życie staje się mniej warte niż rododendron w ogrodzie.
Nie ten kot to będzie inny kot. Po co leczyć? Po co karmić? Po co się zajmować? By zahamować lawinę kocich nieszczęść niestety trzeba zacząć od podstaw, od fundamentów i początku. Od kastracji kotów wolnożyjących, kastracji kotów bezdomnych i kotów z wiejskich i miejskich podwórek, które sobie swobodnie chodzą po tym bożym świecie. Nie ma innej drogi.

Każdy kot powinien mieć swój dom, swoją miskę, swoje legowisko i swojego człowieka, który o niego zadba w razie potrzeby.

Te kociaki ze zdjęcia urodziły się gdzieś na polu z kotki wolnożyjącej. Miały szczęście, że ktoś zaczął je dokarmiać. Inaczej zginęłyby marnie.

Ta koteczka nie przeżyła. Została znaleziona na ulicy. Tez z matki wolnożyjącej.

Ten 3-miesięczny koteczek szukał pomocy u ludzi. Cierpiał straszny ból, bo złamana kość źle się zrosła i odłamek urażał mu mięśnie. Trzeba było amputować mu łapkę.

Ten starszy kotek został znaleziony w Przyjezierzu. Trzeba mu było wyrwać zęby, bo miał stan zapalny jamy ustnej. Jest teraz w domu tymczasowym, bo w lesie by nie przeżył.

Mocno starszy kotek, który przyplątał się do jednego z gospodarstw w gminie Jeziora Wielkie. Cierpiał na wszołowicę. Wszoły jadły go żywcem. Wyobraźcie sobie ten ból.
Tak można bez końca. Kotek znaleziony w polu, kotek postrzelony śrutem, kotek z panleukopenią, kotek z kocim katarem, kotek z larwami, które go zjadają na żywca, kotek nowotworem. A wszystkie bezdomne. Przypadkiem trafił do nas. Dostały pomoc na miarę naszych skromnych możliwości. A ile nie trafiło i gdzieś w bólu i męce zakończyło swoją ziemską podróż?
W roku 2024 udało nam się wykastrować 41 kotów. Jest to kropla w morzu potrzeb. Na rok 2025 mamy ambitny cel, by wykastrować 100 kotów z gminy Jeziora Wielkie. Jest to jedyny humanitarny sposób, by ograniczyć kocią populację a tym samym ograniczyć niepotrzebne tragedie. Pomóż nam!
Ładuję...