Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Ostatnie półtora tygodnia pokazało nam bardzo boleśnie, jak ogromna jest skala nieszczęścia zwierząt wokół nas 😥
Telefon dzwoni praktycznie bez przerwy. Odbieramy kolejne zgłoszenia, jedziemy na następne interwencje, a na naszej drodze pojawiają się zwierzęta, które bez natychmiastowej pomocy weterynaryjnej nie miałyby żadnych szans. 💔

Chcemy przy tym podkreślić jedną bardzo ważną rzecz. Nie zabieramy wszystkich kotów z ulicy. Nie jesteśmy schroniskiem. Nasza pomoc skierowana jest przede wszystkim do tych zwierząt, które są ciężko chore, ranne, skrajnie wycieńczone lub znajdują się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia.
Tylko w ciągu ostatnich kilkunastu dni pod naszą opiekę trafiły między innymi trzy maleńkie kocięta w bardzo ciężkim stanie, które od pierwszych chwil po przyjęciu rozpoczęły walkę o życie.



Błażej, u którego potwierdzono dodatni wynik FIV i który pilnie potrzebuje domu tymczasowego oraz dalszej opieki.

Debi, znaleziona samotnie na łące. Skrajnie wychudzona, odwodniona i wycieńczona. Kotka ważąca zaledwie 2,3 kg dosłownie gasła na naszych oczach.


Enterek, który nagle bardzo źle się poczuł i wymagał pilnej diagnostyki oraz leczenia.

Plastuś z ogromną raną szyi. Rana była tak rozległa, że wymaga codziennego leczenia i stałej opieki weterynaryjnej.


Jupi wraz ze swoimi dwoma braćmi, Melonem i Arbuzem. Cała trójka trafiła pod naszą opiekę po znalezieniu na działkach. Wszystkie kociaki były mocno zapchlone, zaniedbane i wymagały natychmiastowego zabezpieczenia. Największych obaw dostarczył Jupi, u którego stwierdzono deformację szczęki i zmiany wymagające dalszej diagnostyki. Dziś walczymy nie tylko o niego, ale również o jego dwóch braciszków, którym także musimy zapewnić leczenie, opiekę i bezpieczną przyszłość.




Młody kocurek znaleziony w tragicznym stanie. Wychudzony, odwodniony, z ciężkim stanem zapalnym, wszołami na całym ciele, krwawiącym nosem i larwami much. Widok, który poruszył nawet osoby od wielu lat zajmujące się ratowaniem zwierząt.


Kot uwięziony wysoko na drzewie, którego ratowanie zakończyło się dopiero przed pierwszą w nocy.



A przecież to tylko część zwierząt, które trafiły do nas w ostatnich dniach. Za każdym z tych zwierząt stoją badania, diagnostyka, leki, hospitalizacja, zabiegi i długie tygodnie leczenia. Każdy kolejny dzień oznacza następne koszty, które musimy ponosić, aby dać im szansę na życie. Nigdy nie zastanawiamy się, czy warto pomagać. Zastanawiamy się jedynie, skąd wziąć środki, żeby tej pomocy nie zabrakło.
Dziś jesteśmy w momencie, w którym musimy otwarcie powiedzieć, że bez Was może być bardzo trudno. Miejsca dla kolejnych zwierząt kończą się w błyskawicznym tempie, a rachunki za leczenie rosną każdego dnia. Najbardziej boimy się chwili, w której będziemy musieli odmówić pomocy kolejnemu cierpiącemu zwierzęciu tylko dlatego, że zabraknie pieniędzy na leczenie. 😭
Dlatego zwracamy się do Was z ogromną prośbą o wsparcie. Jeśli możecie, wpłaćcie choć kilka złotych. Jeśli nie możecie pomóc finansowo, udostępnijcie ten post. Naprawdę każda pomoc ma znaczenie. Każda wpłata to zakup leków, opłacenie badań lub kolejny dzień hospitalizacji. Każde udostępnienie daje szansę, że nasz apel dotrze do osób, które będą mogły pomóc.
Patrząc na to, co wydarzyło się przez ostatnie dni, wiemy jedno. Bez Was nie damy rady ratować tylu istnień. A zwierzęta ze zdjęć nie mają nikogo poza nami i Wami. Dziękujemy za każdą pomoc, każde udostępnienie i każde dobre słowo. Dzięki Wam możemy walczyć dalej ❤️
Ładuję...