Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Zwracamy się z ogromną prośbą o wsparcie naszej pracy na rzecz kotów, które nie mają nikogo poza nami. Każdego dnia walczymy o życie tych, o których nikt inny nie chce walczyć. O kociaki, które rodzą się po cichu, w zimnie, w piwnicach, w stodołach… I po cichu umierają — niezauważone, niechciane, bez głosu.
My nie szukamy sensacji. Nie pokazujemy cierpienia dla klików. Ale właśnie przez to nasze prośby znikają, giną w tłoku sensacyjnych treści. A my… my desperacko potrzebujemy pomocy. Bo bez niej nie będziemy w stanie pomagać, nie będziemy w stanie ratować.



Mimo całego serca, jakie wkładamy w naszą pracę, mimo codziennych wyrzeczeń i własnych środków, które przeznaczamy na opiekę nad zwierzętami — nie nadążamy. Nigdy wcześniej nie przyjęliśmy tak wielu kotów w tak krótkim czasie. Obecnie pod naszą opieką jest aż 40 podopiecznych. Czterdzieści małych serc, które biją tylko dlatego, że ktoś dał im szansę. Czterdzieści historii, często naznaczonych bólem, głodem, zimnem, chorobą czy brakiem jakiejkolwiek troski.
Każdy z tych kotów to osobny świat. Kocia mama, która już nie ma siły, ale do końca tuli swoje maleństwa. Kociak znaleziony wychłodzony pod stodołą. Kotek, który po operacji uczy się znowu ufać. Starszy, wycofany, schorowany… którego nikt nigdy nie szukał. A mimo wszystko chcą żyć. I dopóki żyją — my walczymy.
W tym roku trafiły do nas liczne mioty maluszków butelkowych, które bez naszej pomocy nie przetrwałyby nawet jednego dnia. Trafiły też do nas koty wymagające pilnych operacji, długotrwałego leczenia, bardzo kosztownej diagnostyki.
Opiekujemy się również kotami starszymi oraz białaczkowymi, które potrzebują specjalistycznej karmy, leków i kontroli weterynaryjnej. To opieka bez przerwy — każdego dnia, o każdej porze. To wszystko są koszty. Ogromne koszty.



Codziennie mierzymy się z kosztami, które przytłaczają: kastracje, operacje, diagnostyka, drogie badania PCR, zabezpieczenia przeciw pasożytom, leki, witaminy, żwirek, pampersy, karmy specjalistyczne, transport… A oprócz naszych podopiecznych pomagamy też kotom żyjącym na wolności, które bez nas nie mają absolutnie nikogo.
Kastracja to jedyny sposób, by przerwać spiralę bezdomności, głodu i cichego umierania!
Nasza fundacja od lat prowadzi działania edukacyjne na terenach wiejskich. Doskonale wiemy, że jeśli nie zatrzymamy niekontrolowanego rozmnażania, będziemy ratować tylko promil kotów, które potrzebują pomocy.
Każda kastracja to historia życia, którego nie trzeba było ratować w bólu. To kolejne mioty, które się nie narodziły tylko po to, by umrzeć. To ogromne znaczenie — dla tych, które już są i dla tych, które dopiero mogłyby przyjść na świat.
Gmina nie udziela wsparcia. Karmicielki i mieszkańcy są odsyłani do nas. A my, kiedy brakuje środków… musimy decydować, które przypadki mogą poczekać. A cierpienie nie potrafi czekać.

Dlatego prosimy — pomóżcie nam pomagać, bo bez Was nie damy rady.
Oddajemy tej misji wszystko. Czas, siły, emocje, zdrowie, każdy prywatny grosz. Ale to już nie wystarcza. Utrzymujemy się z dobrowolnych darowizn, bazarków i pracy własnej. Nie chcemy popaść w długi, które zmusiłyby nas do wstrzymania tego, co robimy.


Bez Was — po prostu sobie nie poradzimy. Dlatego błagamy… Pomóż nam dalej pomagać. Daj szansę na pełną miskę, na lekarza, na ciepło, na życie. Każda złotówka to ratunek. Każde udostępnienie to nowa para oczu, która może zechce pomóc. Dziękujemy, że jesteście. Bez Was nie ma nas. A bez nas… nie ma szans dla tych, które nie mają nikogo.
Dziękujemy za każdą wyciągniętą dłoń i serce.
Ładuję...