Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Od zawsze ufałem ludziom, uważałem, że są wspaniali, dają jedzonko i czasem nawet pogłaszczą. Nigdy nie podejrzewałam, że człowiek może w ogóle pomyśleć o tym, żebym zrobić zwierzaczkowi krzywdę. I to całkowicie umyślnie, tak dla zabawy…



Mimo że byłem od kociaczka takim przydomowym kotkiem to nie cierpiałem ani z głodu, ani nie marzłem. Dostawałem codziennie coś do zjedzenia a jak było chłodno to wolno mi było spać w stodole, gdzie było ciepłe sianko. Jasne, że próbowałem nie raz, szczególnie jak byłem malutki wejść za moimi ludźmi do domu, bo strasznie chciałem spędzać z nimi cały czas, ale szybko się nauczyłem, że mi tam, gdzie mieszkają ludzie wchodzić nie wolno. I tak upłynęły dwa lata mojego życia. W jednej chwili cały mój świat runął, wszystko w co wierzyłem nagle zniknęło. To był człowiek jak każdy inny a ja często spotykałem ludzi chodząc na polowania na myszki w okolicach mojego gospodarstwa. Byłem pewny, że skoro mnie woła to albo ma dla mnie coś dobrego do jedzenia, albo chce mnie pogłaskać, bo wielu ludzi lubi po prostu głaskać kotki. Kiedy byłem już dość blisko usłyszałem najpierw jakiś dziwny dźwięk, a potem moją łapkę przeszył koszmarny ból. Wpadłem w panikę i zacząłem pędzić przed siebie. Biegłem na trzech łapkach, podkurczając tą bolącą a w oddali słyszałem śmiech człowieka, który do mnie strzelił. Byłem przerażony i zupełnie nie rozumiałem co się stało. I dlaczego. Pobiegłem dużo dalej niż zazwyczaj chodziłem, zatrzymałem się dopiero kiedy dotarłem do drogi po której jeździło dużo aut. Siedziałem i nie wiedziałem, co zrobić. W końcu zatrzymał się jeden z samochodów i dobrzy ludzie zabrali mnie do środka. Nie powiem, ze strachu na nich nawet nasyczałem, pierwszy raz w życiu. Chyba myśleli, że mnie auto potrąciło i dlatego tak dziwnie trzymam łapkę. Zawieźli mnie do szpitala dla kotów, do dużego miasta. A tam mi zrobiono zdjęcie kotka w środku i już wszystko było jasne. Lekarze znaleźli ciocie, a one zgodziły się mnie do siebie przyjąć. Musiałem jednak na początku przejść badania i operację, a takie złożenie połamanej kociej łapki jest bardzo drogie. Ja wiem, że jestem zwykłym kocurkiem, wcale nie jakimś ładnym i na pewno nikomu by do głowy nie przyszło wydawać na mnie tyle pieniążków, ale może czasem zdarzają się cuda…


Franio, bo tak go nazwaliśmy po pierwszym szoku spowodowanym i strachem i bólem okazał się niemiłosiernym pieszczochem. Już w klatce, w szpitalu chrumkał na sam widok człowieka. Chyba nie pamięta co go spotkało, bo ludziom nadal ufa bezgranicznie. Koszt pobytu w klinice całodobowej do której trafił i koszt badań i operacji złożenia nóżki są ogromne, poza tym musimy jeszcze, jak trochę wydobrzeje wyczyścić mu ząbki z kamienia i chyba ze dwa usunąć i zabrać na wizytę do dermatologa jeśli się stan jego skóry nie poprawi, bo ewidentnie ma dziwne stany zapalne. Nie potrafiliśmy odmówić mu pomocy, tym bardziej, że jakoś tak jako ludzie czujemy się winni, że istota tego samego gatunku co my tak bardzo malca skrzywdziła. Błagamy Was o pomoc, bo naprawdę sami nie damy rady opłacić leczenia Frania…
Ładuję...