Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Wieś dla bezdomnego kota była prawdziwym piekłem. Ludzie traktowali go bezdusznie – nie jak żywą istotę, lecz jak zbędny przedmiot w otoczeniu ich domostwa, który można kopnąć, rzucić o mur, a potem przerzucić przez płot. Tak traktowano bezdomnego kota, którego nikt nie chciał.
Wiatr, deszcz bezlitośnie smagał jego skrajnie wychudzone, sine od sińców ciało, nie miał schronienia, nie miał gdzie uciec, by kamienie nie dosięgały i raniły go. Kot całymi dniami leżał zwinięty w krzakach pod płotem, cicho skomląc z przeraźliwego bólu. Głód rozrywał mu żołądek od środka, tylko nocą podchodził bliżej, szukając resztek kurzej karmy.
Gdy z rozpaczy podchodził pod domostwa, wiejska codzienność uderzała w niego z pełnym okrucieństwem. Zamiast rzucić ochłap, gospodarze z nienawiścią kopali go butami i okładali kijami, krzycząc o „brudnym, chorym, zawszałym intruzie”. Nawet dzieci dla zabawy celowały w niego ostrymi kamieniami. Kotek uciekał z płaczem, krwawiąc i kulejąc na zbitych łapkach. Nikomu na wsi nie drgnęło serce – dla tych ludzi ból i cierpienie słabszego stworzenia były całkowicie obojętne.
- "Jeszcze żyje? Jeszcze tu siedzi? Nikt go jeszcze nie załatwił? Ile ten kot tu będzie miauczał?"






A kot walczył o życie, walczył o przetrwanie, sam, zupełnie sam na bezdusznej łasce ludzi, dla których powinien zniknąć, bo swoim miauczeniem, swoimi błaganiem o kawałek chleba zakłóca ich spokój.
Zadzwoniła do nas kobieta i opowiedziała o pokrwawionym kocie, o jego tragicznej sytuacji i o tym, że ona może go zabrać do siebie, ale nie ma pieniędzy na leczenie, a z ran leje się ropa z krwią i cały kot jest pokaleczony.

Zabraliśmy kota do szpitala dla zwierząt, jest tam już dwa tygodnie. Rany były zszywane, już prawie wyleczyły się a po codziennych kroplówkach, antybiotyku i środkach przeciwzapalnych nasz Misiu odzyskał siły.
Okazało się, że to bardzo miły kot, który lgnie do człowieka i przez swoją miłość do ludzi był bezbronnym celem ataków ludzkiej nienawiści. Przez swoją naiwność i zaufanie do człowieka był bity i kopany. Znęcano się nad nim, bo jest cudownym, dobrym kocurkiem Misiem.


Niestety, nie mamy na zapłacenie leczenia, zabiegów i pobytu w szpitalu dla zwierząt tego kotka. Prosimy wspomóż go choć maleńką wpłatą, dzięki której zostało uratowane życie kotka Miśka.
Jesteśmy tylko wolontariuszami, nasze konto jest puste. Bardzo prosimy o pomoc w ratowaniu tego pobitego kotka.
Ładuję...