Kruszynka, kocurek który przeszedł tak wiele, kocurek zapomniany

Wsparło 40 osób
470 zł (97,91%)
Brakuje jeszcze 10 zł
Adopcje

Rozpoczęcie: 5 Grudnia 2024

Zakończenie: 31 Grudnia 2026

Godzina: 23:00

22 Maja 2026, 21:15
Przypominam.

Kruszynka, kocurek który przeszedł tak wiele, kocurek zapomniany

Kruszynka.

Był tak mały, że można go było ukryć w dłoniach. Zawinięty w ręcznik, cichy, nieruchomy, jakby próbował stać się niewidzialny. Gdy 4 sierpnia 2023 roku trafił pod opiekę fundacji, miał zaledwie około dwóch miesięcy i organizm wyniszczony bardziej, niż powinno być możliwe u tak młodego kota.

Przyjechał z Bydgoszczy. Znaleziony na opuszczonej posesji przez młodą osobę, która nie przeszła obojętnie obok cierpienia. Szukała pomocy w wielu miejscach. Bez skutku albo zbyt daleko. W końcu Kruszynka trafiła do Torunia – zawinięta w ręcznik, przewożona troskliwie, z nadzieją, że jeszcze da się coś zrobić.

Pierwsza wizyta pokazała skalę problemów. Pchły, świerzbowiec uszny, pasożyty, powiększony brzuch i coś, co od razu budziło największy niepokój – wynicowaną błonę śluzową odbytu.
Maleńki organizm nie radził sobie nawet z tak podstawową funkcją jak utrzymanie własnego ciała. A mimo tego jadł. Patrzył. Trwał.

Pierwsze dni były walką bez gwarancji zwycięstwa. Codzienne pobyty w lecznicy, odrobaczanie, czyszczenie uszu, leczenie stanu zapalnego i obserwacja, czy organizm w ogóle ma siłę walczyć dalej. Lekarze widzieli, że błona śluzowa odbytu nadal wypada i już wtedy pojawiły się rozmowy o konieczności założenia szwu kapciuchowego.

Mimo bólu Kruszynka zachowywał się jak zwykły koci dzieciak. Jadł, korzystał z kuwety, mruczał, domagał się uwagi. Jakby nie rozumiał, że jego życie od początku jest walką.

24 sierpnia sytuacja stała się poważna. Wystający fragment jelita był obrzęknięty, podkrwawiający i trudny do odprowadzenia. Rokowania określono jako ostrożne. Wykonano zabieg i założono szew kapciuchowy.
Były leki, sedacja, kolejne dni w szpitalu i nadzieja, że organizm wreszcie zacznie współpracować.

Nie zaczął.

27 sierpnia szew trzeba było usunąć. Śluzówka znów wypadła. Kruszynka oddał dużą ilość kału i znów stanął na granicy kolejnej operacji.
Dzień później zapadła decyzja o poważnym zabiegu chirurgicznym – enteropeksji, czyli przyszyciu jelita do ściany jamy brzusznej. Zabieg wykonano w znieczuleniu wziewnym. Każde takie znieczulenie u tak małego, wyniszczonego kota było ryzykiem.

A potem przyszedł 1 września.

Nagle i niespodziewanie doszło do wytrzewienia. Jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że może najgorsze minęło. Że organizm zaczyna wygrywać. Zamiast tego pojawił się kolejny dramat, kolejne godziny walki, kroplówki, leki i czuwanie przy małym kocie, który od tygodni bardziej przebywał w lecznicy niż w normalnym świecie.

A on nadal się nie poddawał.

Kolejne dni były nieustannym leczeniem. Kroplówki, antybiotyki, leki przeciwbólowe, kontrola ran, obserwacja czy oddaje mocz i kał, czy organizm wytrzymuje następny dzień. Powoli, bardzo powoli, zaczęło pojawiać się coś przypominającego stabilizację. Rana zaczęła się goić. Kruszynka jadł coraz więcej. Domagał się jedzenia. Zaczął odzyskiwać siły.

Ale ta historia nadal nie chciała być łatwa.

W październiku pojawiły się zmiany skórne. Kolejne badania wykazały dermatofitozę – microsporum canis. Znów leczenie. Kąpiele. Leki przeciwgrzybicze. Kolejne tygodnie terapii.

Mijały miesiące.

Kruszynek dorastał. Przeszedł kastrację. W styczniu 2024 roku podczas kontroli lekarze opisali go jako stabilnego pacjenta, a wynicowanie błony śluzowej odbytu było już tylko nieznaczne.
Wykonano też szeroką diagnostykę laboratoryjną. Wyniki pokazały między innymi dodatni wynik przeciwciał FCoV, przy jednoczesnych ujemnych wynikach FIV i FeLV.
Badania kału pod koniec grudnia nie wykazały obecności pasożytów ani giardii.

Dziś Kruszynka żyje.

Oddycha. Dorósł. Patrzy na świat, który kiedyś był dla niego wyłącznie zagrożeniem. Nadal jest symbolem tego, jak wygląda prawdziwa bezdomność zwierząt – nie ta „medialna”, wygodna i dobrze wyglądająca w internecie. Tylko ta cicha, brudna, kosztowna, trudna i często kompletnie nieopłacalna.

Bo Kruszynka nie był „dobrym PR-em”.
Był małym, chorym kotem, którego wiele osób mogło uznać za zbyt trudnego, zbyt kosztownego, zbyt ryzykownego.

A jednak ktoś się zatrzymał.
Ktoś zadzwonił.
Ktoś powiedział: „spróbujemy”.

I właśnie dlatego ta historia się nie skończyła.

Kruszynek jest dowodem na to, że czasem jedno życie zmienia nie wielka kampania, nie piękne słowa i nie wizerunek, ale zwykła decyzja, że nie odwraca się wzroku od cierpienia.

Kruszynka to maleńki kot, który od pierwszych tygodni swojego życia musiał walczyć o zdrowie i przetrwanie. Urodził się 1 czerwca 2023 roku, a już jako kilkutygodniowe kocię został znaleziony samotny na opuszczonej posesji. Był chory, osłabiony i całkowicie zależny od pomocy człowieka. Do fundacji trafił 4 sierpnia, zawinięty w ręcznik, jakby ktoś próbował ochronić go przed światem, który wcześniej go zawiódł.

Stan, w jakim się znajdował, był bardzo poważny. Jego małe ciało było pełne pasożytów, miał świerzbowca, pchły, a dodatkowo zmagał się z niezwykle bolesnym i niebezpiecznym problemem – wypadnięciem odbytu. To właśnie ten stan stanowił największe zagrożenie dla jego życia i wymagał natychmiastowej, intensywnej opieki weterynaryjnej.

Od pierwszych dni rozpoczęła się trudna walka. Kruszynka był hospitalizowany, leczony, odrobaczany i pod stałą obserwacją. Mimo wysiłków lekarzy problem nie ustępował i konieczne były kolejne decyzje. Przeszedł poważne zabiegi chirurgiczne, kolejne interwencje i wiele znieczuleń, zanim zdążył dobrze poznać świat. To wszystko wydarzyło się w czasie, gdy większość kociąt dopiero zaczyna beztrosko się bawić.

Kiedy wydawało się, że najtrudniejsze chwile są już za nim, jego organizm, osłabiony długotrwałym leczeniem, zaczął mierzyć się z kolejnymi problemami. Pojawiła się grzybica skóry, wymagająca długiej i systematycznej terapii. Leczenie trwało nadal, a każdy kolejny etap oznaczał kolejne koszty i kolejne wyzwania.

Na początku 2024 roku Kruszynka przeszedł kastrację oraz szeroką diagnostykę. Wyniki badań pokazały, że jego organizm wciąż potrzebuje wsparcia i troski, ale jednocześnie potwierdziły, jak wiele już przeszedł i jak ogromną siłę w sobie ma.

Historia Kruszynka to nie jest krótka interwencja ani jednorazowa pomoc. To długotrwałe leczenie, kosztowne zabiegi, specjalistyczna opieka i codzienna walka o jego zdrowie. Takie przypadki są najtrudniejsze, ponieważ wymagają czasu, zaangażowania i środków, które bardzo szybko się kończą.

Dlatego prosimy o pomoc. Każde wsparcie to realna szansa na dalsze leczenie, na kolejne wizyty, na leki i opiekę, której Kruszynek nadal potrzebuje. To także szansa, abyśmy mogli pomagać kolejnym zwierzętom, które – tak jak on kiedyś – czekają na ratunek.

Kruszynka przeżył bardzo wiele, ale wciąż jest tutaj i wciąż walczy. Teraz wszystko zależy od tego, czy będziemy w stanie zapewnić mu dalszą pomoc.

Kruszynka, kocurek który przeszedł tak wiele, kocurek zapomniany

Kruszynka, kocurek który przeszedł tak wiele, kocurek zapomniany

Kruszynka, kocurek który przeszedł tak wiele, kocurek zapomniany

Kruszynka, kocurek który przeszedł tak wiele, kocurek zapomniany

Pomogli

Ładuję...

Organizator
52 aktualne zbiórki
329 zakończonych zbiórek