Bezdomna sunia i jej 8 dzieci prosi o pomoc!

Wsparło 77 osób
3 000 zł (100%)
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 3 Października 2021

Zakończenie: 1 Grudnia 2021

Przeczytajcie. Może ktoś z Was nie przejdzie obojętnie.
Bezdomność! Bezradność! Bezsilność! Beznadzieja. Cztery słowa na "b". Czy trzeba mówić coś więcej?

Wyobraźcie sobie, że zostałyście zapłodnione, mieszkając na zimnej ulicy. Głodujecie. Szukacie schronienia, bo zimno, pada deszcz, wieje silny wiatr. Inni przeganiają Was, a w tym czasie rośnie w Was życie. Chce się Wam jeść, w brzuchu burczy, potem ssie, aż boli. Facet zrobił swoje i zniknął. W końcu pewnego dnia lub nocy rodzicie. Nie ma przy Was położnej, nikt nie dzwoni z gratulacjami. Wygrzebałyście dołek w niezamieszkanej stodole, wcześniej wciągając się tam z wielkim brzuchem przez mikro dziurę. Czujecie instynktownie, że to już. Trzeba przeć mimo bólu, może będzie dobrze, może żadne z dzieci się nie zaklinuje i urodzicie szczęśliwie.

W stodole pełnej różnych gratów, kurzu, pajęczyn i zimna przychodzi na ludzki świat psie życie. Instynktownie przegryzacie pępowiny, rozrywacie worki płodowe, wylizujecie piszczące cośki, które od razu przyssywają się do Waszych sutek. 8 cośków. Suki zazwyczaj mają 8 sutków. Uff. Tym razem wystarczyło. Nie trzeba było eliminować/zagryzać najsłabszych, by móc przytrzymać przy życiu te silniejsze. A potem? Brak żłobka, trzeba szukać jedzenia, bo teraz oprócz siebie trzeba wykarmić ośmioro głodomorów. Kiszki marsza grają. Trzeba kilka razy dziennie pokonywać ruchliwą ulicę w niewielkiej wsi, gdzie ruch jest jak na Marszałkowskiej w Warszawie. Ryzykować życie, by móc się najeść wyjadając jedzenie z misek psów, mających swój lepszy lub gorszy dom. Dom w kojcu/na łańcuchach przy budach, ale jakiś tam dom lub jego namiastkę.

A dzieci rosną. Trzeba najeść się przy jedynym sklepie we wsi, gdzie dobra sprzedawczyni rzuci trochę jedzenia, a gospodyni z pobliskiej posesji nie wygoni, nie rzuci kamieniem, tylko podsunie miskę. Trzeba uważać też na tych, którzy z chęcią kopną śmierdzącego kundla, niż rzucą, choć dobre słowo. Dzieciaki rosną. Za chwilę będą żądać lepszego jedzenia, a sutki wysysane do cna już nie są w stanie produkować odpowiedniej ilości mleka.

W końcu pojawiają się ludzie w stodole. Przeciskają się przez pajęczyny, tony kurzu, lawirując wśród zapomnianych przedmiotów. Klęczą na zimnej ziemi i zgarniają psie maluchy. By były zaopiekowane. By już nikt nie zrobił im krzywdy. By zaznały wreszcie szczęścia. To my...

By przygotować je do dobrych adopcji, potrzebujemy środków na odrobaczanie, najlepiej Aniprazol. Szczeniaki mają wydęte brzuszki, na pewno są bardzo zarobaczone. Potrzebujemy czegoś na odpchlenie dla dorosłych psów. Potrzebujemy obroże na kleszcze najlepiej Foresto, krople na kleszcze. Potrzebujemy karmy dla juniorów oraz dla dorosłych psów np. Brit Care, Bosh, Josera.

Bardzo prosimy o podkłady dla niemowląt, najlepiej Seni rozmiar 60 × 90. Prosimy o pomoc finansową na szczepionki, utrzymanie zwierzaków, wizyty u weterynarza. Liczymy, że pomożecie tym zwierzakom! One dopiero teraz zaczną wychodzić na prostą! Wchodzić w zwierzęcą normalność. Szukać nowych, dobrych domów! Pomożecie?

Kontakt: 509 117 723, 501 258 303.

Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
ul. Kosodrzewiny 7/9,
04-979 Warszawa

Mamy pod opieką dużo zwierząt potrzebujących leczenia, specjalistycznych karm, częstych wizyt u lekarzy weterynarii. Jeśli popierasz naszą działalność - pomóż. Utrzymujemy nasze zwierzaki wyłącznie z darowizn osób fizycznych i prawnych. Jeśli nie możesz adoptować bezdomnego zwierzaka, zostań jego opiekunem wirtualnym lub wpłać datek na cele statutowe fundacji.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
5 aktualnych zbiórek
32 zakończone zbiórki
Wsparło 77 osób
3 000 zł (100%)
Wesprzyj