Likwidacja pseudohodowli

Wsparło 1 038 osób
15 050,54 zł (100,34%)
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 22 Lutego 2018

Zakończenie: 31 Grudnia 2018

Pseudohodowla - Fabryka bólu i śmierci.

Pseudohodowle to patologia, a ich właściciele powinni odpowiadać przed sądem. Niestety podobnych miejsc takich jak gminie Halinów - w Polsce może być nawet kilkaset. Pomóżmy tym zwierzętom. 

28 buldogów francuskich odebraliśmy w gminie Halinów pod Warszawą. Urszula i Paulina G. (matka z córką) trzymały tam chore zwierzęta. Rozmnażano je z wadami genetycznymi. Wraz z lekarzem weterynarii, który zaświadczał, iż psy są zdrowe, oszukiwano klientów. Sprawcy mogą odpowiedzieć przed sądem nie tylko za znęcanie się nad zwierzętami, ale także za oszustwo. Grozi im za to jeszcze większa kara. Takich miejsc jest w Polsce sporo. Jednak aby likwidować fabryki psów i ratować te, które odebraliśmy, potrzebujemy Państwa wsparcia.



Psy z takich pseudohodowli jest łatwo rozpoznać: przede wszystkim kosztują zamiast 3-4 tys. już nawet 400 złotych. Zazwyczaj sprzedawane są w "miejscu hodowli", aczkolwiek jest to pojęcie dość względne! Moga również posiadać metryki i rodowody, ale nie Związku Kynologicznego w Polsce lecz tzw. Stowarzyszeń psów i kotów, tak jak ta w gminie Halinów. 

Często pseudohodowcy dowożą do domu zwierzęta, wykąpane, pachnące typowo pod sprzedaż, a tak naprawdę, żyją w ciasnych klatkach, prowizorycznych skrzyniach, suki rodzą szczeniaki we własnych odchodach. Odór amoniaku unosi się wszędzie, pomieszczenia są małe, ciemne niewentylowane. Psy przebywają na bardzo małej powierzchni, niektóre nie mogą się swobodnie przemieścić.

Pani G. z klientami umawiała się w różnych miejscach. Prowadziła sprzedaż także w Niemczech. Jako Pogotowie dla Zwierząt najpierw dotarliśmy do kilku klientów, którzy zakupili u kobiet zwierzęta. Po zakupie psów wymagały one natychmiastowej pomocy weterynaryjnej, a gdy klientom coś nie odpowiadało, Urszula G. zawoziła ich do swojego lekarza Romana M. Ten udawał zdziwionego i zapewniał, iż wszystko jest w porządku. To była jednak nieprawda, bo psy były chore. Ludzie nie oddawali psów, litowali się nad nimi i leczyli je u lekarzy weterynarii, którym zależało na dobru zwierząt, a nie na interesach Pań G. Leczenie psów pochłaniało tysiące złotych. Tymczasem matka z córką dalej prowadziły fabrykę psów i oszukiwały ludzi.

Psy z pseudohodowli najczęściej mają zapalenia spojówek, choroby skóry. Dodatkowo zwierzęta te mają ektopasożyty, czyli są mocno zapchlone oraz endopasożyty, mocne zarobaczenie.



Psy Urszuli G. miały odbarwienia sierści od moczu i kału, suki były wyeksploatowane, miały mocno wyciągniętą listwę mleczną świadczącą o wielu porodach oraz wiele blizn po cesarskich cięciach, czasem wykonanych w sposób nieprofesjonalny. Psy Urszuli i Pauliny G. z gminy Halinów trzymane były w złych warunkach - na dworze w boksach, we własnych odchodach. Miały zapalenie przestrzeni międzypalcowych od stałego przebywania w moczu, choroby skóry, złamania. Z ich uszu lała się ropa. Zanim kobiety zaczęły „produkcję” buldożków francuskich, zajmowały się pinczerami. Dopuszczały także do zapładniania suczek po pierwszej cieczce, już w 7 i 8 miesiącu życia.  Szczeniaki rodziły się z wodogłowiem - chore, mioty nie przeżywały.

Psy nie są zsocjalizowane, lękliwe, wycofane. Boją się człowieka, dodatkowo wiele z nich ma przerośnięte pazury.



Ty możesz pomóc zwierzętom, które żyją w pseudohodowlach. Rocznie odbieramy z pseudohodowli kilkaset zwierząt. Koszty leczenia i ich utrzymania są ogromne. 

W materiale wykorzystano zdjęcia z interwencji w gminie Halinów, gdzie odebrano 28 psów, w większości buldogi francuskie oraz kilka pinczerów. 

Pomogli

Ładuję...

Organizator
7 aktualnych zbiórek
47 zakończonych zbiórek
Wsparło 1 038 osób
15 050,54 zł (100,34%)
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość