Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Na szczęście ta historia ma bardzo dobry finał :)
Malutka Elle przeszła zabieg usunięcia oka, wszystko dobrze się zagoiło. Nastpęnie została wykastrowana, a potem prosto ze szpitala trafiła do domu stałego!
Dobrze się tam odnalazła i ma wreszcie bezpieczny niewychodzący dom i kochającą opiekunkę :)
Poniżej fakurka za leczenie Elle:

Jestem Elle. Urodziłam się chyba w sierpniu, ale nie jestem pewna, bo tak szybko musiałam dorosnąć... Ja i moja 6 rodzeństwa mieszkamy na terenie ogródków działkowych w Tomaszowie Mazowieckim. Nasza mama zginęła, nie wiemy co się stało, po prostu do nas nie wróciła. Ludzie mówią, że na pewno nie żyje i że spotkało ją coś złego.

Zajęli się nami starsi Państwo, którzy nas karmią i doglądają. Jednak jesteśmy w stałym niebezpieczeństwie, a do tego jest bardzo zimno. Tulimy się do siebie i trzymamy razem, ale chcielibyśmy być w innym miejscu.
Zaczęliśmy też chorować. Ja powoli traciłam wzrok i musiałam walczyć o przetrwanie. Bardzo bolało, męczyłam się, ciężko mi nawet oddychać przez katar, a ból oka promieniuje na całą głowę. Moje rodzeństwo cierpiało podobnie, jedna z moich sióstr też traci wzrok.
Ludzie zabrali nas na zabiegi do kliniki, mówili, że to ważne, abyśmy nie rodziły w przyszłości, bo kolejne dzieci będą cierpieć. Mówią, że są jakieś ciocie z Fundacji, które chcą nam pomóc. Przyjechałam do kliniki z 3 rodzeństwa, a reszta ma dojechać później. Ciocia z Fundacji kiedy zobaczyła w jakim jestem stanie powiedziała, że nie mogę tam wrócić, że trzeba się mną zająć. Reszta też nie może, ale nie ma tyle miejsca...
`Dlatego po zabiegach reszta wróciła do altany na działki, a ja zostałam w szpitalu. Ciocia mówi, że musi mi znaleźć dom i całej reszcie też. Ale ja już na działki nie wrócę. Mówi, że musimy zapłacić za operację oka, badania, za testy FIV/FeLV, kastrację i tak dalej. Mówi, że trzeba mnie odżywić dobrą karmą i wesprzeć resztę mojego rodzeństwa. Pomożecie nam, proszę?

Ładuję...