Max - ofiara niemej zgody

Zbiórka zakończona
Wsparło 499 osób
5 493 zł (103,64%)

Rozpoczęcie: 20 Listopada 2018

Zakończenie: 31 Grudnia 2018

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.

[Aktualizacja 23.11.2018]

Do kosztów zabiegu doszła nam cena koniecznej transfuzji krwi aż dwóch jednostek ze względu na wyniki krwi (900 zł), oraz koszt pobytu 7 dni w szpitalu po operacji. 

Kiedy dostaliśmy zgłoszenie o psie z nieleczonym guzem na łapie, przez chwilę się zastanawiałyśmy, komu przekazać tę informację - wszak miejscowość, pomimo, że niedaleko od Oleśnicy, leży już w granicach administracyjnych powiatu namysłowskiego.

Po chwili przychodzi filmik z cierpiącym psem i informacja, która wprawia nas w osłupienie: "To pies księdza proboszcza. Cała wieś się księdza boi, bo to on decyduje, kto dostanie chrzest, komunię, komu udzieli pogrzebu. Niektórzy mówili księdzu, że chyba trzeba go zabrać do weterynarza, ale nic z tym nie zrobił. Pies ma guza widocznego od około roku."

CO?! Jedziemy niemal natychmiast. Parafia jest bardzo ładna: wpisana do rejestru zabytków, z barokowym ołtarzem, maleńkim cmentarzem, zadbanym ogrodem i odremontowaną plebanią. Sielskość sceny psuje gryzący w nos smród, którego źródłem jest rana na łapie Maxa.

Max to 8-letni owczarek niemiecki, który ma piękną budę, buda stoi nawet pod zadaszeniem, ma duży ogród do biegania i... to tyle. Ostatnie szczepienia Max ma z początku 2017 roku, a i wcześniej obowiązek szczepień nie był spełniany regularnie.

Pytamy księdza, czy Max jest leczony, w związku z tym guzem i otwartą raną na nodze? Pierwsza odpowiedź pada: "No tak, tak, trzeba go w końcu uśpić". Ksiądz jest bardzo niezadowolony, że ktoś doniósł na niego. Ksiądz mówi, że bardzo mu szkoda jest psa i bardzo jest do niego przywiązany. Zasadniczo miał nadzieję, że samo mu przejdzie. Bo Max się nie skarżył, że go boli. No jakoś nic nie mówił, nie było po nim widać, że go boli. Nic a nic, wcale...

Dlaczego zatem Max chodzi tylko na trzech łapach, a tę chorą trzyma w górze? Dlaczego ten smród jest tak ostry? Tego ksiądz nie wie. Na szczęście my wiemy, jakie są procedury i co zrobić. Ksiądz trochę się denerwuje, że przez naszą wizytę i troskę nad stanem Maxa spóźni się na "posługę"- za 10 minut odprawia mszę świętą.

W 10 minut zatem spisujemy zrzeczenie się praw do psa, zakładamy Maxowi kaganiec - co wcale nie jest łatwe, bo jego futro jest grube, skołtunione, pełne starych warstw podszerstka, a smród z rany przyprawia nas o mdłości. Resztę formalności kończymy z gosposią księdza, bo proboszcz zdążył na mszę. Max trafia na wstępne badania i obdukcję.

Zostaje mu pobrana krew do badań oraz próbki guza do badania histopatologicznego, które określi charakter guza. Wstępna diagnoza jest jednak przerażająca: łapy nie da się uratować. Guz jest bardzo duży i zrośnięty z kością. Zaciskamy pięści z bezsilności. Rentgen klatki piersiowej  pokazuje, że na szczęście płuca nie są zajęte nowotworem. Ostrożnie można podejrzewać, że nie jest to nowotwór dający przerzuty.

Rokowania Maxa się zwiększają. Max otrzymuje jeszcze zastrzyk przeciwbólowy i trafia do nas na azyl: do budy, na miękkie siano i bawełniane koce. Jest skołowany, zmęczony, cicho popiskuje, ale układa głowę na łapach i zasypia niemal od razu. Od wczoraj kłębią się w nas emocje: złość, poczucie bezsilności, oburzenie.

Prosimy: niech one nie udzielają się Wam. Teraz naszym zadaniem jest pomóc Maxowi. Max będzie miał na pewno amputowaną łapę, wysokości amputacji będzie zależała od wyników badania histopatologicznego. Do czasu operacji Max otrzymał antybiotyki oraz leki przeciwbólowe. Potrzebujemy zebrać kwotę na operację, leczenie, diagnostykę oraz rehabilitację, która go czeka aby się nauczył żyć godnie na trzech łapach.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
0 aktualnych zbiórek
9 zakończonych zbiórek
Wsparło 499 osób
5 493 zł (103,64%)