Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Zobaczcie, kto do nas przyjechał! Maleńki Mikołajek i jego mama, uratowani naszym wspólnym wysiłkiem, przyjechali już do naszego ośrodka. Mikołajek jest trochę nieśmiały, ale jednocześnie bardzo ciekawski. Myślę, że szybko oswoi się z ludźmi.
Zbiórka była dramatyczna. Dziękuję z całego serca wszystkim z Was, którzy pomogli uratować te dwa biedne kucyki. One żyją tylko dzięki Wam.
Jutro mamy dzień otwarty, więc jeśli nas odwiedzicie, spotkacie Mikołajka i jego mamę osobiście. Zapraszam serdecznie od 10.00 do 14.00 w odwiedziny.
Za kilka godzin kończy się zbiórka dla maleńkiego Mikołajka i jego mamy. Sytuacja jest dramatyczna. Wczoraj, praktycznie każda ze znanych mi osób wsparła tą rodzinkę. Już nie mam serca prosić Was kolejny dzień z rzędu o pomoc dla tego maluszka i jego mamy. Ale nie mam wyjścia. Musimy walczyć o ich życie. Nie będzie kolejnej szansy. Dziś muszę wpłacić resztę pieniędzy handlarzowi. Jeżeli tego nie zrobię, to jutro z samego rana maleńki Mikołajek i jego mama zostaną zabici.
Proszę o pilną pomoc, brakuje aż 1400 złotych.
Marek Sotek
Mały Mikołajek i jego mama trafili do handlarza koni rzeźnych wczoraj. A już jutro mają stąd wyjechać. Prosto do rzeźni. Na straszną i odartą z godności śmierć.
Kto skazuje na śmierć takie maleństwo, i to tuż przed Bożym Narodzeniem? Przecież to jest czas, który powinien być wypełniony dobrocią i miłością. Handlarz mówi, że przywiozła ich para, z takich co to widać, że lubią sobie wypić. Śmiali się, że na święta potrzebują pieniędzy a te darmozjady i tak do niczego się nie nadają.

Biedny mały Mikołajek. Spójrzcie tylko na jego oczy. Jest tak bardzo przerażony. Szarpie się i próbuje uciec, ale lina nie puszcza, tylko wrzyna mu się głębiej w szyję. A to jeszcze bardziej napełnia go strachem.
Poza tym wszystko jest tu nowe i straszne. A najstraszniejszy jest zły człowiek, który ciągnie ich na linie. Nawet mama się boi, a to jeszcze bardziej przeraża Mikołajka, bo jeszcze nigdy nie widział mamy w takim stanie. Pęka mi serce, kiedy widzę tego malucha. W czasie, kiedy my radośnie szykujemy się do Świąt, Mikołajek czeka na swoją ostatnią drogę – do rzeźni. A jego mama razem z nim.

Wiem, że w grudniu zbiórki idą bardzo cieżko. Nikt nie ma pieniędzy na pomoc zwierzętom, bo zakupy, prezenty i tak dalej… Rozsądek podpowiada mi, że w tym czasie powinienem odpuścić. Ale czy mógłbym usiąść przy wigilijnym stole ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, co mogłem? Że popatrzyłem w oczy tego malucha i nie podjąłem walki o jego życie?

Jeśli tylko jesteście w stanie, pomóżcie. Może wspólnymi siłami damy radę wyrwać Mikołajka i jego mamę z objęć śmierci. Tyle, że handlarz chce do wieczora aż 2000 zł zaliczki. Jeśli dam mu te pieniądze, odwoła jutrzejszy transport do rzeźni. To ogromna kwota do zebrania w parę godzin, ale nie poddawajmy się bez walki. Już nie raz zdarzył się cud. Może tak stanie się i dziś.

W kwotę wliczony jest wykup, transport, diagnostyka i weterynarz oraz kowal i miesiąc utrzymania.
Jeśli masz jakieś pytania, zadzwoń Marek: (+48) 502 064 387.
Zobacz więcej na www.razemdlazwierząt.pl
Ładuję...