Żywcem zjadana przez muchy błagała o pomoc

Wsparło 35 osób
1 710 zł (8,55%)
Brakuje jeszcze 18 290 zł
Adopcje

Rozpoczęcie: 19 Września 2022

Zakończenie: 29 Października 2022

Godzina: 23:59

Zanim przeczytacie raport naszej wolontariuszki Moniki, która pojechała do Albanii, weźcie chusteczki, bo nie obędzie się bez łez...

W Albanii jestem po raz pierwszy i mimo że byłam przygotowana na widok bezdomnych psów i kotów, których tutaj jest naprawdę sporo, nie jest to łatwe. Zdecydowana większość psów tutaj to psy duże, czasem bardzo duże. Dokarmiamy je z partnerem co dzień, kotków jest jakby mniej i nie są one tak ufne jak psy.

Kilka dni temu, wracając wieczorem ze spaceru, zauważyliśmy mężczyznę, pracownika stacji benzynowej, który przeganiał maleńkiego psa z terenu stacji. Tak małego psa nie widzieliśmy przez cały pobyt i drogę do Sarandy, naszego miejsca docelowego. Przerażone maleństwo uciekło w stronę uliczki prowadzącej do naszego mieszkania, poszliśmy za nią i udało się ją zwabić psią karmą, którą zawsze mamy przy sobie.

Mała, trzęsąca się ze strachu kulka, fatalny stan skóry, brzydki zapach (jakby spalenizny), zrogowaciałe uszy, zaropiałe oczka, kręgosłup na wierzchu, popękane miejsca na skórze, z których sączyły się kropelki krwi, popękane opuszki palców - miała trudności z chodzeniem po żwirku, którym wysypana jest ta uliczka dlatego wzięłam ją na ręce i postanowiliśmy, że przenocuje na terenie ogrodzonego budynku, w którym wynajmujemy na czas urlopu mieszkanie.

Nie mogliśmy zabrać jej ze sobą do mieszkania, podróżujemy z własnym psem, nie mogliśmy ryzykować zarażenia Figi jakąś chorobą.

Z wielką ulgą zobaczyłam ją rano śpiącą na podwórku, na szczęście nikt z mieszkańców ani gości nie postanowił jej stąd przepędzić. Dużego wyboru gabinetów weterynaryjnych tutaj nie ma - wśród trzech, które znalazłam w Internecie, wybrałam gabinet dr Sheme Cela, sugerując się opiniami, że jest to osoba szczerze oddana zwierzętom w Sarandzie, propagująca programy sterylizacji bezdomnych zwierząt w Albanii. I tak malutka MIMI  (takie nadałam jej imię) trafiła do dr Sheme - dobrze mówiącego w j. angielskim, miłego i zaangażowanego lekarza, który natychmiast się nią zajął - zaczynając od kąpieli przeciwgrzybiczej, która od razu przyniosła małej sporą ulgę.

Niestety, przeprowadzone specjalistyczne testy na Leiszmaniozę (Leishmania) – groźną chorobę przenoszoną przez tutejsze komary i muchy piaskowe okazały się pozytywne. Mimi ma ponadto robaki w sercu, anemię, świerzba i kilka innych chorób, które wymienione są w dokumencie choroby. Jest po prostu chora i transport do Polski w tej chwili nie jest możliwy, przede wszystkim ze względu na Leiszmaniozę.

Najważniejsze, że można jej jednak pomóc i ma szansę na nowe, szczęśliwe życie! Leczenie potrwa 3,5 miesiąca, pierwsze 28 dni dr Sheme będzie zajmował się wyprowadzeniem małej z anemii oraz wyleczeniu wszystkich innych chorób oprócz Leiszmaniozy. Ta będzie leczona po tym okresie, mała musi wzmocnić swoją odporność i trochę przybrać na wadze - w tej chwili waży niecałe 5,5 kg.

Liczymy na Waszą pomoc, bez Was pobyt tej kruszynki się przedłuży a mały kojec w klinice, nawet przy dobrej opiece i 3 spacerach dziennie to zdecydowanie nie to, co własny dom i kochający opiekun. Ona tak bardzo tego potrzebuje!

Kiedy wzięłam ją pierwszy raz na ręce wtuliła się we mnie całym swoim maleńkim ciałkiem jakby nie wierząc, że ktoś może ją dotknąć, przytulić, nakarmić… Chcemy też pomóc innym psiakom, które w tym miejscu przebywają, chcemy zakupić dla nich karmę, sfinansować koszty leczenia. Bo jak nie my, to kto...

W imieniu Mimi bardzo dziękujemy za każdą wpłatę, bo każda, nawet najmniejsza, przybliża ją do pełnego wyzdrowienia i szczęśliwego życia w Polsce. A pozostałe zwierzaki czekają w Albanii na naszą (i Waszą) pomoc.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
16 aktualnych zbiórek
524 zakończone zbiórki
Wsparło 35 osób
1 710 zł (8,55%)
Brakuje jeszcze 18 290 zł
Adopcje