Ich nie kocha nikt

Wsparło 500 osób
4 598 zł (63,6%)
Brakuje jeszcze 2 632 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 15 Czerwca 2018

Zakończenie: 15 Września 2018

Porzucone, zapomniane, osamotnione, bezradne wobec zła, które je spotkało. Zmarznięte, głodne, wyczerpane tułaczką. Najczęściej chore. Trafiają do nas. Do Mruczarni.

Tu czekają na adopcję. Czasem trwa to latami. Są wśród nich koty oswojone i łaknące naszej uwagi, ale także koty półdzikie, których stan nie pozwala na wypuszczenie. W Mruczarni jesteśmy świadkami wielu szczęśliwych zakończeń.

Łzy same płyną, gdy schorowany kociak znajduje dom. Gdy sponiewierane i wzgardzone przez ludzi zwierzątko trafia do kochającej rodziny… Gdy ciężkie rany w końcu się goją, a kot zalękniony i wycofany daje się pogłaskać i mruczy przez parę sekund… 

W Mruczarni jest kwarantanna i szpitalik, w których przebywają koty w najcięższym lub niepewnym stanie. Teraz, wyjątkowo — w szpitaliku zamieszkała dzika kotka z piątką dzieci oraz czwórka około 10 tygodniowych maluchów... W kwarantannie pacjenci spędzają dwa tygodnie, skąd, jeśli są zdrowe, trafiają do jednego z większych pokoi. Tam mogą już biegać do woli, turlać się z innymi futrzakami lub zaszyć w koszyku na parapecie, pod fotelem, czy za kanapą i oddawać kocim marzeniom o prawdziwym domu. 

Koty w pokojach podzielone są „charakterologicznie”. Spokojne, powolne i starsze — przebywają w sanatorium, natomiast młode i skore do figli — w którymś z pozostałych pomieszczeń. 

Trafiają się nam też kotki, które za żadne skarby nie chcą się dogadać z resztą lokatorów i musimy je izolować w oddzielnych boksach. Teraz mamy trzy takie indywidualności w boksowni, plus Nemo — kocurek zarażony kocią białaczką (nie może mieć styczności ze zdrowymi kotkami) oraz Nero — kotek po skomplikowanej operacji i z jeszcze bardziej skomplikowaną przeszłością...

Cóż jeszcze mamy? Kuchnię, pralki, lodówkę, małą aptekę w korytarzu, prowizoryczną łazienkę… Wszystko to, co jest niezbędne, by zachować czystość, przechowywać karmę, żwirek, kocyki, posłanka…  

Wszystko co mamy — mamy dzięki naszym wspaniałym Fundatorom. Wszystko co mamy — otrzymaliśmy od Was, od naszych Przyjaciół i Sympatyków Fundacji. 

Wiemy, że prosimy Was o wiele, lecz stan naszego konta jest dramatyczny. W Mruczarni jest teraz blisko 60 lokatorów. W domach tymczasowych — kilka następnych, a do tego — koty wolnożyjące.

Błagamy, pomóżcie nam opłacić czynsz i podstawowe rachunki!


Pomieszczenia Mruczarni są wynajmowane. Co miesiąc płacimy czynsz — 930 zł.

Tona żwirku za 1200 zł starcza na około 9-10 tygodni.  Miesięczne kosztuje nas to około 450-500 zł.

Na karmę dla jadków i niejadków przeznaczamy około 800 zł (sierściuszki zjadają w sumie blisko 170 kg paszy).

No i na koniec — lecznica: średnio 4 000 - 5 000 zł. Za co płacimy w lecznicy? Za wizyty kontrolne, obowiązkowe szczepienia, odrobaczenia, leki na koci katar, na biegunkę, na zatwardzenie, wymioty, leki i szczepionki na grzybicę, maści, żele i płyny na świerzbowca, antybiotyki, probiotyki, wspieranie odporności, badania krwi i USG... Czasem jedziemy do lecznicy z pięcioma kotami na raz. Ręki najczęściej brakuje na następny transporter.  Kiedy to dodamy wyjdzie 7 230 zł.





One nie poproszą. Dlatego my prosimy najładniej jak umiemy. 

Pomogli

Ładuję...

Organizator
3 aktualne zbiórki
23 zakończone zbiórki
Wsparło 500 osób
4 598 zł (63,6%)
Brakuje jeszcze 2 632 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość