Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Dziękujemy z całego serca za Wasze ogromne wsparcie i każdą wpłatę na rzecz psiaków z interwencji.
Poznajcie Maksia - najmłodszego psiaka z interwencji!
Ten trzymiesięczny szczeniak ma za sobą niezwykle trudny start - urodził się w skrajnie nieodpowiedzialnych warunkach, ze skrzyżowania psów wewnątrz jednej rodziny. Uratowaliśmy go, by dać mu szansę na normalne, szczęśliwe życie.

Początek życia Maksia to historia pełna smutku i rażącego zaniedbania. Zamiast opieki i miłości, maluch zaznał głodu, pragnienia i chłodu ze strony ludzi, którzy powinni go chronić. Miska jedzenia, czy czysta woda nie były dla niego codziennością, a rzadkim przywilejem, na który musiał „zasłużyć”. Na szczęście ten etap jest już tylko złym wspomnieniem.

Niedawno Maksiu zrobił swój pierwszy, ogromny krok w stronę nowego życia i zamieszkał w domu adopcyjnym. Pod okiem kochających opiekunów oraz doświadczonego behawiorysty, psiaczek każdego dnia uczy się na nowo ufać światu. Wspólnie pracują nad ukojeniem jego lęków i gojeniem ran na psiej psychice, które zostawiła po sobie trudna przeszłość. Mimo swoich lęków jest cudownym i bardzo mądrym szczeniakiem.


To własnie dzięki Waszej hojności możemy zapewnić skrzywdzonym zwierzętom takim jak Maksiu bezpieczne schronienie, pełne miski oraz niezbędną opiekę weterynaryjną i behawioralną. To właśnie Wy dajecie im szansę na nowe, lepsze życie i przywracacie wiarę w człowieka, bo każde z nich doświadczyło głodu, strachu i ludzkiego okrucieństwa. Bez Was uratowanie tych bezbronnych istot byłoby niemożliwe.
W imieniu naszym i wszystkich uratowanych ogonków – dziękujemy, że jesteście ich głosem!
Telefon z prośbą o kolejne interwencje nie przestaje dzwonić i to nie są zwykłe telefony, to dramatyczne prośby o pomoc dla psów głodnych, chorych, porzuconych, bitych lub żyjących w warunkach, które nigdy nie powinny być udziałem żadnej żywej istoty.
Każda odmowa przyjęcia psa z powodu przekroczenia granicy finansowego bezpieczeństwa łamie nam serca, ale najpierw ratujemy życie, a o pieniądze martwimy się później, bo wiemy, co czeka to zwierzę na ulicy czy u oprawcy. Kiedy otrzymujemy zgłoszenie zastanawiamy się tylko, jak najszybciej dotrzeć na miejsce i uratować kolejne życie.


Pies wiszący na krótkim łańcuchu, szczeniaki urodzone w miejscu, gdzie nigdy nie zaznałyby ciepła, wychudzone ciała, przerażone spojrzenia i oczy, które zdają się pytać tylko o jedno „Czy ktoś w końcu mnie zauważy?”. To właśnie z takimi historiami spotykamy się podczas interwencji.
Za każdym razem jedziemy z nadzieją, że zdążymy, że uda się zabrać zwierzaka w bezpieczne miejsce, zanim będzie za późno. Ale samo odebranie go z miejsca, w którym cierpiał, to dopiero początek bardzo długiej drogi. Większość naszych podopiecznych trafia do nas wycieńczona, zaniedbana i chora. Często wymagają natychmiastowej pomocy weterynaryjnej, badań, szczepień, leczenia, odpowiedniej karmy, behawiorysty oraz bezpiecznego miejsca, w którym będą mogły odzyskać siły.




Są też rany, których nie widać, bo pozostają w psiej psychice. Trauma nie znika w chwili, gdy pies opuszcza miejsce, w którym cierpiał, ona zostaje z nim na długo. Sprawia, że każdy nowy dzień jest pełen niepewności, a zaufanie do człowieka trzeba budować od podstaw - spokojnie, cierpliwie i z ogromną delikatnością. Zwierzęta odebrane podczas interwencji bardzo często noszą w sobie bagaż doświadczeń. Za ich lękiem kryją się miesiące, a czasem lata życia w strachu, samotności i zaniedbaniu. Każdy gwałtowny ruch, podniesiony głos czy wyciągnięta dłoń potrafią przywołać wspomnienia, od których chciałyby uciec.





Takie zwierzęta potrzebują wsparcia behawiorysty. Dzięki odpowiedniej terapii wiele skrzywdzonych psów odzyskuje pewność siebie, uczy się spokojnie funkcjonować i otwiera swoje serca na ludzi. To właśnie ta pomoc często decyduje o tym, czy zwierzę będzie mogło rozpocząć nowe, szczęśliwe życie. Niestety konsultacje behawioralne i długotrwała terapia wiążą się z dodatkowymi kosztami, dlatego prosimy o wsparcie również tego etapu pomocy. To dzięki Wam, ludziom o otwartych sercach kolejne psiaki dostają drugą szansę.


Razem możemy sprawić, że zamiast strachu poznają bezpieczeństwo, zamiast głodu pełną miskę, a zamiast samotności miłość. Rany nie zagoją się same, złamana łapa nie zacznie się zrastać, a skrajnie wychudzony pies nie odzyska sił bez pomocy. Pomóż nam zapełnić ich miski, wyleczyć poranione ciała i pokazać im, że ludzka dłoń potrafi też kochać i karmić, a nie tylko bić i porzucać.





Nasze długi w klinikach weterynaryjnych oraz hotelikach osiągnęły krytyczny moment, a my dotarliśmy do ściany. Na ten moment posiadamy długi w kilku lecznicach i hotelu i są to zobowiązania za uratowne z interwencji dwa pieski, które były przez wiele lat uwięzione na łańcuchach, oraz zabezpieczone przez nas koty i szczeniaka, który został oddany jak niepotrzebny przedmiot. Nasze długi sięgają kilku tysięcy jednak nie jesteśmy w stanie już dłużej obiecywać, lecznicom że "jutro" zapłacimy za faktury. Z dnia na dzień jest nam coraz trudniej. Jeśli nie możesz wesprzeć nas finansowo, prosimy o udostępnienie tej zbiórki. Czasem jedno udostępnienie dociera do konkretnej osoby, która odmienia ich los. Wierzymy, że dobro ma ogromną moc, że dobro wraca z podwójną siłą.

Poniżej niektóre kociaki i szczenięta które w ostatnim czasie do nas trafiły i zostały odchowane od oseska lub psiaki odebrane interwencyjnie przez naszą Fundację.
Chrupka
Trafiła do nas wraz z rodzeństwem prosto z kartona przy drodze. Jakiś zły człowiek wyrzucił maleństwa na pewną śmierć. Chrupkę karmiliśmy od urodzenia co dwie godziny niezależnie od pory dnia i nocy. Maleńka została przez nas zas dwukrotnie zaszczepiona, odrobaczona i zachipowana a następnie trafiła do cudownego domku adopcyjnego, gdzie mieszka wraz ze swoją PSIjaciółką.


Maciek.
Maciuś to kot którego wyłapaliśmy na klatkę łapkę po tym jak dostaliśmny zgłoszenie, że od wielu miesięcy koczuje na okolicznych działkach. Kocurek miał świerzb i był w kiepskim stanie. Został przez nas uratowany, wyleczony a następnie wyadoptowany do kocio-ludzkiej rodzinki. Dziś Maciek jest króluje w swoim domku stałym.

Bąbel i Mela
Szczeniaki trafiły do nas po tym jak zostały zabezpieczone przez schronisko w okresie parwowirozy. Były do nas przetranspoortowane w trybie awaryjnym. Zarówno Bąbel jak i Melcia mialy zrobioną pełną profilaktykę, standardowo zostały przez nas zachipowane, oraz zarejestrowane na właścicieli w bazie Safe Animal. Oboje mieszkają w Wielkopolsce.

Arielka
Arielka, a potem Sky - trafiła pod nasze skrzydła wraz z rodzeństwem, również ze schroniska. Maleństwa miały wówczas 6 tygodni i były totalnie zagudnione. Maluszki urodziły się w starym gospodarstwie w którym nikt nie zadbał o sterylizację ich mamy. U nas doszły do siebie, otrzymały pełną profilaktykę i ostatecznie dla Sky, jak i jej pięcioosobowego rodzeństwa znaleźliśmy wspaniałe domy stałe z serdem na dłoni.

Prezes
Prezes jako najmniejszy z miotu trafił do nas gdy został porzucony. Był mocno wyziębiony, słaby i strasznie malutki. Aby ogrzać jego maleńskie ciałko, nosiliśmy go często na rękach otulonego w szaliku z ciepłego pluszu i stosowaliśmy maty grzewcze. DO 2 tygodnia życia nie wiedzielismy czy maluch przeżyje. Prezes urósł na pięknego szczeniaka i dziś mieszka w Wielkopolsce, w rodzinie medycznej, w której zdrowie psiaka jest na piewszym miejscu. Prezes ma cudowną rodzinę adopcyjną.

Sky
Mała trafiła do nast w ostatnim czasie, ponieważ nikt nie chciał się nią zająć. W fundacji została przebadana, zaszczepiona oraz odrobaczona. Została też zachipowana. Jako jedyna z rodzeństwa okazała się nad wyraz spokojną, mądrą i stonowaną dziewczynką. SKy skradła serca swoich właścicieli i dziś mieszka ze swoją rodziną adopcyjną, gdzie otoczona jest troską i miłością.

Johny
Johny urodził się, ponieważ jego mama zaszła w ciążę. Ktoś kiedyś ją wyrzucił i sunia została pozabawiona warunków by jej socjal się rozwinął. Żyła dziko i w naturalnych warunkach, bez opieki i wsparcia urodziła czwórkę kociąt. Maluszki zostały zabezpieczone i trafiły na dom tymczasowy. Johny mieszka na tymczasie i czeka na dom adopcyjny.


Nie odmienimy losu wszystkich zwierząt Świata, ale możemy odmienić Świat każdego psa, którego uda nam się uratować. Dziękujemy za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre serce.
To dzięki Wam kolejne interwencje kończą się nie rozpaczą, lecz nadzieją. Każda Wasza złotówka to dla nich coś więcej niż tylko jedzenie - to odkupienie win człowieka, to dowód na to, że Świat nie jest tylko zły.
Prezes Fundacji
Agnieszka Morkowska
fundacjabracimniejszych@gmail.com
tel. 782 641 357
Ładuję...