Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
12 lat ślizgania się na granicy zera na koncie. To bardzo obciążające mieć pod opieką kilkadziesiąt zwierząt i być na łasce osób, które zechcą pomóc lub nie.
Tak działają małe fundacje w tym kraju... Wielokrotnie przychodziły myśli, aby to wszystko skończyć, zamknąć i mieć wreszcie luz. Charytatywna działalność, obciążającą bardziej niż niejeden etat. Wszystkie problemy są do rozwiązania... hejt, roszczenia, trudne rozmowy, zarwane noce... niekończące się telefony.
Ale to uczucie, gdy nie ma za co zapłacić rachunków. Gdy z każdej strony pojawiają się pytania kiedy uregulujemy. Oraz myśl, że nie ma za co kupić dobrej karmy i leków. To chyba najtrudniejsze. Robimy akcje, bazarki, zbiórki. Staramy się... naprawdę. Ale teraz na już potrzebujemy dużej sumy, żeby być na zero. Jeśli dłuższy czas utrzyma się obecny stan i ta ciągła walka o każdy grosz, będziemy zmuszeni zakończyć działalność.
Wybaczcie patos. Nie umiem już z żarem w sercu napisać tekstu, który ruszy wszystkich i zapewni nam środki na utrzymanie psów - 12 lat... 2 tysiące adoptowanych psiaków... na koncie mamy niecałe 500 zł i nie wiem teraz komu je przelać spłacając namiastkę długu, baterie wyczerpane...
Ładuję...