Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Z całego serca chcielibyśmy podziękować każdemu, kto okazał nam wsparcie w tym niezwykle trudnym dla nas czasie. Wasza pomoc daje nam siłę i nadzieję wtedy, gdy najbardziej jej potrzebujemy.
Mimo bardzo ciężkiej sytuacji finansowej nie przestajemy pomagać.

W ostatnim tygodniu opłaciliśmy leczenie psiego seniora po zabiegu stomatologicznym, wykonaliśmy diagnostykę oraz pomagaliśmy kotom wiejskim. Nadal wspieramy też karmicieli kotów wolno żyjących, finansując karmę, leczenie i kastracje.

Przed nami bardzo pilne wydatki - wysokie koszty konsultacji okulistycznych u dwóch psich staruszków: niewidomego oraz psa onkologicznego. To sprawy, które nie mogą czekać, a my musimy znaleźć środki na ich dalszą diagnostykę i opiekę.
Jednocześnie, jak co miesiąc, czekają nas kolejne stałe wydatki związane z działalnością: zakup karmy, leków, oraz kolejne zabiegi kastracji. To tylko część kosztów, które stale się pojawiają i które musimy na bieżąco pokrywać, nie wspominamy o zaległych fakrurach, które ciągną się od zimy.

Nasza sytuacja finansowa jest dramatyczna. Doszliśmy do ściany. Dziś potrzebujemy Waszej pomocy bardziej niż kiedykolwiek.
Zwierzęta wciąż potrzebują leczenia, opieki i ratunku, a my coraz częściej zmagamy się z bezsilnością. To bardzo trudne uczucie wiedzieć, że ktoś cierpi i potrzebuje pomocy, a nie mieć środków, by zrobić wszystko, co konieczne.
Dlatego prosimy Was o pomoc. Każda wpłata ma ogromne znaczenie.
Pod nasze skrzydła najczęściej trafiają zwierzaki, które dla świata stały się niewidzialne albo zbyt kłopotliwe.
Odwracają od nich wzrok, bo widok jest zbyt trudny. Bo starość nie jest „ładna”. Bo choroba oznacza koszty, których nikt nie chce brać na siebie. Bo problemy behawioralne oznaczają brak adopcji.
Misio trafił do nas po śmierci swojego opiekuna. Stan jego uszu był dramatyczny. Silny ropny stan zapalny, cuchnąca wydzielina, ból przy każdym dotyku oraz ogromny guz całkowicie zamykający kanał słuchowy sprawiały, że potrzebował natychmiastowej pomocy. Nie było czasu do stracenia.

Misio przeszedł pilną operację, podczas której usunięto guz. Niestety wyniki badania histopatologicznego potwierdziły najgorsze obawy nowotwór, gruczolakoraka gruczołów woszczynowych.
Dziś walczymy o jego zdrowie, komfort i spokojną starość.

Szaruś trafił do nas razem z dwójką rodzeństwa po tragicznej śmierci ich mamy, która zginęła pod kołami samochodu. Osierocone kocięta znaleziono w rowie, pozostawione same sobie. Był bardzo wychudzony i osłabiony. Jego brzuszek był pełen pasożytów, uszy zaatakował świerzb, a w futerku roiło się od pcheł.


Trafiają do nas psie staruszki z posiwiałymi pyskami, które przez lata znały tylko krótki łańcuch i kawałek błota. Często są lękliwe, wycofane, nieufne - nauczone, że człowiek oznacza strach, a nie bezpieczeństwo. Zwierzęta, których stawy odmawiają posłuszeństwa, a jedynym wspomnieniem życia jest samotność.
Tak jak niewidomy Reksio, który trafił do nas w mroźny dzień prosto z łańcucha, przemarznięty, zaniedbany i przerażony.

Nero pies porzucony w niebezpiecznym miejscu, przy ruchliwej trasie. Skrajnie wychudzony, przerażony i zagubiony, przez niemal dwa tygodnie koczował w przydrożnym rowie. Był tak skrzywdzony przez człowieka, że bał się wszystkiego podniesionego głosu, nocy, ciemności i hałasu. Mimo ogromnych postępów do dziś pozostał u niego lęk przed obcymi ludźmi, szczególnie mężczyznami.


Pod naszą opiekę trafiają także koty wolnożyjące skrajnie wychudzone, chore, często z ranami, które miesiącami nie chcą się goić. Dokarmiamy i wspieramy również koty wolno bytujące, które na co dzień żyją bez stałej opieki człowieka. Dla nich każda godzina bez pomocy to realny ból i walka o przetrwanie.



U nas one wszystkie zaczynają od zera. Dostają leczenie, pełną profilaktykę, odpowiednią karmę i bezpieczeństwo. Uczą się, że człowiek nie musi oznaczać strachu. Dla wielu z nich to pierwszy moment w życiu, kiedy ktoś naprawdę się zatrzymuje i chce pomóc.



I to działa. Dzięki wsparciu takich osób jak Wy wiele z tych zwierząt odzyskało zdrowie, a część także dom. Nigdy nie odwracaliśmy się od najtrudniejszych przypadków.
Dziś jednak docieramy do granicy pomagania.


Koszty leczenia, diagnostyki, operacji i utrzymania rosną szybciej, niż jesteśmy w stanie je pokryć. W tej chwili brakuje nam środków na bieżące zobowiązania i dalsze leczenie naszych podopiecznych. Jest ciężko, tak żle jeszcze nie było nigdy...


Musieliśmy podjąć decyzje, których wcześniej nie było.
Po raz pierwszy zamknęliśmy drzwi dla nowych zwierząt. Nie dlatego, że nie chcemy pomagać, ale dlatego, że bez natychmiastowego wsparcia nie jesteśmy w stanie utrzymać tych, które już są pod naszą opieką.


Dodatkowo w marcu weszły w życie zmiany w przepisach, które wymuszają na nas reorganizację dotychczasowego działania. To nie jest coś, co można odłożyć musimy się do nich dostosować niezależnie od naszej sytuacji finansowej.
Od zawsze byliśmy idealistami. Nasza filozofia od początku była prosta: ratować życie, nie budować infrastruktury, a realnie pomagać i zapobiegać bezdomności.

Dlatego działaliśmy inaczej niż duże schroniska. Każdą złotówkę kierowaliśmy bezpośrednio na leczenie i pomoc zwierzętom, zamiast inwestować w budynki czy zaplecze biurowe. Opieraliśmy się na domach tymczasowych, zaangażowaniu ludzi i pracy wolontariuszy. To pozwalało nam działać szybko i skutecznie.

Dziś to już nie wystarcza... Przed nami wiele zmian i wkładamy w nie ogrom pracy, ale bez wsparcia finansowego nie damy rady dalej działać - mówmy o tym wprost.
Dlatego z całego serca prosimy o pomoc. Każda wpłata, nawet najmniejsza, to realna szansa, żebyśmy mogli dalej robić to, co kochamy - ratować tych, którzy sami nie mają jak o siebie zawalczyć.
Błagamy o wsparcie! Prosimy, stańcie się ich głosem razem z nami.
Ładuję...