Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Udało się spłacić wszystkie zaległe faktury w jednej lecznicy, teraz działamy z drugą - lecznica zaczęła wystawiać nam faktury na mniejsze kwoty, żebyśmy dali radę je spłacać. Dzięki Wam zapłaciliśmy już poniższą i czekamy na wystawienie kolejnej.
Od czasu założenia zbiórki trafiło do nas też kilka nowych kociaków - i jak zwykle, nasze szczęście jest takie, że trafiają do nas same weterynaryjne zagadki. Stefanek jest kotkiem, który przyszedł z biegunką - teoretycznie pikuś. Giardia dodatnia, kilka dni odrobaczania i powinno być wszystko w porządku. Ale taki nasz los, że zawsze musi być "coś jeszcze".
Stefanek jest po wszystkich niezbędnych badaniach krwi i kału, a 26.05 został pobrany wycinek jelita do badania histopatologicznego. Mamy nadzieję, że to nie chłoniak, ale czekamy jak na szpilkach na jego wyniki. To kochany kocurek w typie rasy, prawdopodobnie wyrzucony z powodu przewlekłej biegunki...

Pod koniec lutego przyszedł też do nas Tuptuś po pogryzieniu przez psa. Znaleziony w rowie. W pęcherzu miał więcej krwi niż moczu, nie oddawał samodzielnie kału, nie chodził. Obecnie jesteśmy po tomografii komputerowej, z której dowiedzieliśmy się, że kręgosłup nie jest uszkodzony. Kał oddaje już samodzielnie, ale wciąż walczymy o pęcherz. Tuptuś 26.05 miał wykonane wyszycie cewki moczowej i został zacewnikowany. To nasza ostatnia deska ratunku. Medycyna nie ma już innych możliwości i metod jego leczenia. Jeśli to nie pomoże, to znaczy, że Tuptuś ma uszkodzone nerwy odpowiadające za oddawanie moczu. Ale walczymy i na razie nie poddajemy się razem z nim.

Każda Wasza cegiełka przybliża nas do spłaty zaległości, a my walczymy i przyjmujemy dalej najgorsze możliwe przypadki.

Nie wiemy, czy to nasz pech, czy ich szczęście, że trafiają akurat do nas? Bo my nigdy nie poddajemy się, kiedy medycyna mówi, że są jeszcze możliwości. Dla nas każde życie jest ważne... ❤️
Kochani, dziękujemy za dotychczasowe wsparcie naszej zbiórki. Wasza pomoc jest dla nas niezwykle ważna, żeby móc pomagać im dalej ❤️
W czasie trwania zbiórki otrzymaliśmy decyzję z Krajowego Rejestru Sądowego o nadaniu nam statusu Organizacji Pożytku Publicznego - jesteśmy dla Was jeszcze bardziej transparentni. Robimy po prostu dobro!

Otrzymaliśmy też kolejną fakturę za leczenie, dodajemy ją do zbiorczej zbiórki i bardzo prosimy Was o pomoc... my nie potrafimy przejść obok nich obojętnie, kiedy cierpią. Musimy im pomóc. A żeby to robić, potrzebujemy Waszej pomocy. Zwiększyliśmy zatem kwotę zbiórki o kolejną otrzymaną fakturę.
Nie możemy teraz przyjmować nowych kociaków z uwagi na ogromne zaległości, które powolutku dzięki Wam spłacamy, jednak kotki, które już do nas trafiły są pod stałą opieką weterynaryjną i generują kolejne koszty.

Codziennie jesteśmy w lecznicach, na badaniach, kontrolach, kastracjach, szczepieniach.
Dzięki Wolontariuszom udało nam się również odświeżyć koci szpitalik, odmalować ściany i odgrzebujemy się teraz po zimie z prania.
Cały czas coś robimy, chcemy się rozwijać, pomagać i iść do przodu, ale zaległości i brak funduszy niestety nam to utrudniają. Dlatego jesteście naszą jedyną nadzieją!



Nie damy rady już więcej uratować... Dotychczas rocznie przyjmowaliśmy około 70 kotów do kociego szpitala - chorych, po wypadkach, wymagających leczenia. Po wyleczeniu wszystkie koty szukają domów stałych. Nie wypuszczamy ich na zagrożenie życia z powrotem...
W obecnej chwili mamy do spłacenia ponad 70.000 zł! Wszystkie zbiórki idą nam jak krew z nosa, założone każda na osobną fakturę... spłacamy po 1000,00 zł do lecznicy raz na 2 tygodnie, bo tyle nam się zbiera. Pod opieką mamy 40 bezdomnych kotów, a większość w trakcie leczenia! Codziennie dzwoni ktoś, kto znalazł kolejnego... a my już nie mamy siły prosić więcej o pieniądze... Dajemy sobie czas do końca marca na spłacenie wszystkich zaległości i jeśli to się nie uda - będziemy zmuszeni zamknąć szpitalik i zakończyć nasze działania. Nie pomożemy już żadnemu więcej... Nie potrafimy przejść obojętnie, ale to są kwoty, którymi nie możemy narażać siebie, bo za chwilę cały zarząd zostanie objęty komornikiem... To nie tak powinno funkcjonować :(
To horror dla tych, którzy będą nas potrzebowali... ale my nie jesteśmy w stanie sami ze swoich skromnych etatów opłacać leczenia tylu kotów, mając jeszcze swoje na utrzymaniu... Czy to koniec fundacji? Koniec niesienia pomocy?
Nie wszystkie kociaki udało nam się uratować... O niektóre z nich walczyliśmy do samego końca, a kiedy już medycyna nie miała rozwiązań, poddawaliśmy eutanazji... Jednak w 2025 roku wyadoptowaliśmy 44 koty - czyli zrobiliśmy tyle zabiegów kastracji + wyłapywane koty dzikie, wykonaliśmy tyle szczepień, chipowań i uratowaliśmy tyle żyć <3 Większość kotów, które do nas przychodzą to koty chore, rzadko zdarza się, że mamy miejsce dla zdrowych kociaków, ale staramy się w miarę możliwości - jeśli nie radzi sobie na zewnątrz, ewidentnie został wyrzucony, nie jest kotem wolnobytującym - przyjmować, zabezpieczać i szukać nowego domu po całej procedurze niezbędnych zabiegów.
Zakładając fundację chciałam kociej Utopii - poniekąd ją stworzyłam, koty mają co jeść, mają dach nad głową, mamy miejsce, które pamięta setki wyadoptowanych kotów i naście śmierci... które zostaną nam w pamięci do końca życia. Przywiązujemy się do nich, kochamy je jak swoje i walczymy o nie jak lwice... ciężko nam się z nimi żegnać, kiedy idą do adopcji i kiedy odchodzą... Dzień w dzień dbamy o nie i robimy wszystko, żeby poznały człowieka od lepszej strony...
Kilka kociaków, które w ostatnim czasie były leczone/badane/przyjmowane:
Frezja, kotka znaleziona na osiedlu w Człuchowie, wychudzona, niedożywiona, z kocim katarem, felv+, leczona od ponad miesiąca, ma ogromny apetyt i siłę do walki, choć rokowania były bardzo ostrożne... Teraz już wiemy, że ona da radę.

Lusia, znaleziona na parkingu leśnym, chlamydia, felv+, koci katar, stan zapalny zębów, przerosty w jamie ustnej - leczenie Lusi trwa cały czas od 6 miesięcy... ma lepsze i gorsze dni... ale jest waleczna, nie poddaje się, zamówiliśmy leki z Niemiec, żeby zablokować namnażanie wirusa białaczki - żyje w komforcie i cieszy się każdym dniem...
Salem, znalezione maleństwo w polu truskawek, a obok jego leżący martwy brat... Salem został wykarmiony butelką i został adoptowany przez prezes fundacji :)

Rudolf - nasz jedyny psi rodzynek w tym momencie, przyjechał do nas z Ukrainy po wybuchu bomby w schronisku. Miał zostać wyleczony i znaleźć dom. Jednak okazało się, że przyjechał do nas głuchy - prawdopodobnie z powodu wybuchu i o dom znacznie trudniej... Rudolf ma też ciągle nawracające stany zapalne uszu, lekarz podjął ostatnią próbę antybiotykoterapii i prawdopodobnie czeka go ablacja ucha wewnętrznego, żeby zapobiec nawrającym infekcjom i przywrócić mu komfort. Słuch jest na 100% utracony całkowicie.... Walczymy o jego zdrowie od 1,5 roku... Kociaki, które przyjechały do nas z Ukrainy razem z nim, znalazły już dawno stałe domy...

Filemon - kocurek trafił do nas w wieku około 5-6 miesięcy w stanie agonalnym z zapaleniem płuc, nie mógł złapać oddechu, miał wodę w płucach... Rokowania były bardzo ostrożne, ale my nie poddawaliśmy się razem z nim. Po długiej antybiotykoterapii, tlenoterapii Filemon wyzdrowiał, został zaszczepiony, odrobaczony, wykastrowany, zachipowany i w domu tymczasowym czeka na dom stały.

Bonifacy - kiedy nadeszła zima, Boniego znaleźli mieszkańcy bloku jednego z osiedli w Człuchowie. Spał na wycieraczce pod mieszkaniem, oswojony, towarzyski... z lekkim katarkiem. Trafił do nas, został wykastrowany, zaszczepiony, zachipowany, odrobaczony i znalazł wspaniały dom.

Koteczki z interwencji - do starszej pani przybłąkała się kotka z małymi. Pani wpuściła je do siebie do domu, ale nie radziła sobie z utrzymaniem i podjęciem leczenia. Dziewczynki zostały objęte leczeniem, a w międzyczasie pojawiła się u nas panleukopenia. Jedna z 4 dziewczynek - zdrowa - trafiła niemal od razu do domu stałego, a pozostała 3 była najpierw leczona na koci katar, a później na panleukopenię. Wszystkie żyją, są już zdrowe, oczko zostało uratowane i jeszcze dwie z nich czekają na domki.




Hifciu - kocurek, który trafił do nas kilka lat temu... zaniedbany, niewykastrowany, fiv+, felv+, cukrzyca, cały w ranach... Okazało się, że ma właściciela. Po informacji, że kotek jest chory, właściciel zamilkł. Już nie chciał go odebrać... Hifciu był u nas ponad 3 lata... na karmie dla cukrzyków, z codziennie podawaną insuliną miał się świetnie. Jednak zaczął boleć go ząb i nie mieliśmy wyboru - Hifciu odmawiał jedzenia na najsilniejszych lekach przeciwbólowych, musieliśmy podjąć ryzykowną decyzję o ekstrakcji zęba. Przy cukrzycy narkoza jest bardzo ryzykowna. Pierwsza doba nie była najgorsza... Jednak drugą dobę Hifciu spędził już pod tlenem, kroplówkami z glukozy, ponieważ drastycznie spadał cukier. Walka trwała 2 doby... Cukier ciągle spadał. Hifciu odszedł, mając około 19 lat, z czego 3 ostatnie lata spędził u nas... bez bójek z niekastrowanymi kocurami, bez narażania na stres i choroby. Miał spokój, ciepło i zapewnione leczenie do ostatnich chwil.

Kosma - trafiła do nas po interwencji, kiedy pani, która ją znalazła zgłosiła się do lecznicy chcąc ją uśpić. Nie pozwoliliśmy na to, Kosma trafiła więc pod naszą opiekę, oczka wyglądały już pięknie po 2 miesiącach leczenia, podawania kropelek. Powoli przymierzaliśmy się do szczepień, dostaliśmy zielone światło od lekarza, że za kilka dni będzie można Kosmę zaszczepić. Nie zdążyliśmy... Kosma zaczęła wymiotować, straciła apetyt... miała słabą odporność... umarła na panleukopenię jako jedna z dwóch kociaków, które nie dały rady z chorobą... Dla nas był to ogromny cios, taka dzielna dziewczynka, radosna, kochana... Niestety jej leczenie wygenerowało nam też bardzo duże koszty...

Figielek - trafił do nas znaleziony przez jedną z naszych wolontariuszek na środku jezdni w nocy... Miał szczęście. Siedział na środku ulicy, ponieważ nic nie widział. Po długim leczeniu, jedno oko udało się uratować, a drugie trzeba było usunąć. Figielek został wykastrowany, zaszczepiony, odrobaczony, zachipowany i znalazł dom stały :)


Kotka wyrzucona na śmietnik pod jedną z lokalnych firm... Została na ten moment wykastrowana, czekamy aż nam zaufa, żebyśmy mogli podjąć kolejne kroki w ramach profilaktyki. Jest bardzo wycofana, ale oswojona. Jednak w kocim szpitaliku stroni od kontaktu z ludźmi, kotów raczej nie lubi - była przeganiana przez dzikuski bytujące w tym miejscu od dawna.

Rudzik - kocurek w dramatycznym stanie... FIV+, ogromne nadżerki w pyszczku, utrudniające pobieranie pokarmu, dziesiątki wykonanych badań krwi, 3 kuracje virbagenem, kosztującym krocie... Znowu walczyliśmy do końca... Nie potrafimy nie dać im szansy... Rudzik został poddany eutanazji z uwagi na wyniki krwi, które wskazywały na niewydolność wielonarządową. Rudzik był starszym kocurkiem, mogliśmy dać mu chociaż na koniec ciepło, miłość i opiekę. Kochał jedzonko, ale miał problem z pobieraniem, więc robiliśmy mu papki, wolontariuszki przynosiły specjalne miseczki, żeby było mu łatwiej. Kochał człowieka... Dostał to, czego potrzebował całe życie, chociaż na koniec...

Jagódka - koteczka odebrana z interwencji z opuszczonego mieszkania, w którym dorosłe koty zjadały młode z głodu... Dwa maluszki udało się uratować. Karmione butelką, leczone, kropelkowane przez długi czas. Jagódka była w tragicznym stanie, a teraz jest piękną koteczką, choć bardzo dzikuskowatą, nie da się dotknąć ani wziąć na ręce - marne szanse na dom, więc adoptowana ze swoją siostrą na stałe przez prezes fundacji :) Z kotami dogaduje się świetnie.

Bąbelek - znaleziony pod szpitalem w Człuchowie - przeraźliwie płaczący pod maską samochodu. Wyciągnięty przez nasze zdeterminowane wolontariuszki i po wyleczeniu adoptowany przez jedną z nich :)

Bonziu - kocurek, który trafił do nas z łapką złapaną we wnyki i sepsą. Uratowaliśmy jego, a łapkę trzeba było amputować. Niestety kocurek miał cukrzycę i FIV. Był u nas rok... Dostawał codziennie insulinę, jednak FIV spowodował, że trzeba było znowu zaryzykować i usunąć ząbki. Ponowna ryzykowna narkoza i ponownie się nie udało... Bonziu walczył tydzień z hiperglikemią. Podawanie insuliny i kroplówek z potasem nie pomagało... Medycyna nie miała dla niego już innych rozwiązań... Bonziu odszedł po tygodniu śpiączki i naszej walki...

Kotka złapana na zabieg sterylizacji - mama Jagódki i Malinki odebranych z interwencji z opuszczonego mieszkania z otwartym lufcikiem, przez który koty wchodziły i wychodziły z mieszkania. Kicia została poddana zabiegowi i leczeniu kociego kataru, wypuszczona z powrotem w miejsce bytowania. Pozostałe 6 kotów z tego miejsca również wyleczyliśmy i poddaliśmy zabiegom kastracji, znaleźliśmy osoby, które będą dokarmiać koty i postawiliśmy im budkę.

Fibi - kotka znaleziona pod lecznicą weterynaryjną. Z powykręcanymi nienaturalnie paliczkami z wyciągniętymi pazurkami na zewnątrz na stałe, wychudzona, odwodniona... Poddana leczeniu przez miesiąc, rokowania były już dobre. Fibi zaczęła zbierać się wydzielina w okolicach dróg rodnych - stwierdzono ropomacicze i lekarze podjęli się operacji kotki na cito. Fibi po tygodniu od zabiegu odeszła... Sekcja zwłok nie wykazała przyczyny zgonu. Fibi miała robione w ciągu miesiąca badania krwi co kilka dni. Nic nie wskazywało, żeby w organiźmie działo się coś bardzo złego... Nie znamy przyczyny, jednak wiemy, że zrobiliśmy wszystko, żeby ją uratować...

Kocurek, który trafił do nas z sepsą, niewydolnością nerek i wątroby oraz ze zropiałą raną na uchu. Znaleziony w budce w stanie agonii. Po wynikach krwi i badaniu ogólnym, lekarze postanowili o eutanazji. Kocurek prawdopodobnie zjadł trutkę na szczury lub został celowo otruty...

Bąbel - kocurek znaleziony ze starym złamaniem łapy w stawie kolanowym, łapka była przez kociaka nieużywana, podkurczona, ale z zachowaniem czucia. Kocurek trafił pod opiekę naszej wiceprezes, która jest zoofizjoterapeutą z zawodu - wyprowadziła łapkę pro bono, a na koniec adoptowała Bąbla na stałe :)

Simba - znalezione porzucone kocie dziecko w wieku około 3 tygodni przez prezes fundacji. Simba miał problemy z pobieraniem pokarmu stałego, w związku z czym po odkarmieniu butelką i przejściu na stały pokarm miał ogromne problemy ze wzrostem kośćca, wyrósł na lekko karłowatego chłopaczka - i został adoptowany przez prezes fundacji z uwagi na problemy ze znalezieniem domu stałego.

Malinka - kotka znaleziona w opuszczonym mieszkaniu z Jagódką. W lepszym stanie klinicznym, jednak walka o oko trwała dłuższy czas. Oczko uratowane, Malinka została adoptowana razem z siostrą :)

Jagódka w dniu znalezienia:

Maluszki znalezione z mamą - wyrzucone w rowie w lesie... Ich mama bardzo lgnęła do człowieka, więc niemożliwym jest, żeby była bezdomną kotką, która okociła się w rowie. Dzieciaki miały rzuconą torbę materiałową, na której spały razem z dzielną mamą... Z reguły usypiamy ślepe mioty, jednak nie mieliśmy serca zrobić tej kotce kolejnej krzywdy... Tak bardzo dbała o te dzieci, bez wody, bez jedzenia... Wszystkie razem z mamą są po kastracjach, szczepieniach, chipach i adoptowane :) 2 maluszki przez zimne podłoże, na którym leżały miały zapalenie płuc... Było widać, że nie przybierają na wadze jak dwa zdrowe, nie jedzą tyle samo, są mniej ruchliwe... Dały radę i są szczęśliwe w nowych domkach <3



Nie zdążyliśmy dać mu imienia - trafił do nas w bardzo złym stanie... Po wykonaniu badań krwi wyszło wiele problemów zdrowotnych (nerki, wątroba, trzustka), ale najgorszym był FIP. Wdrożyliśmy leczenie z nadzieją, że to jest wszystko do wyprowadzenia, jednak kocurek nie miał już siły na walkę... Odszedł po 3 dniach leczenia... Za późno...


Znajdek - pod opieką fundacji jest od roku. I od roku Znajdek ma nowe pomysły na choroby. Przeszedł już ostrą niewydolność nerek, chlamydię, grzybicę skóry, koci katar... Obecnie w końcu jest stabilnie, ale z chłopaka jest niezły hipochondryk :)

Muminka - znaleziona skulona w kłębek na torach kolejowych... Miała zaledwie 4 miesiące... Gorączka, katar, kaszel, zapalenie oskrzeli... Leczenie Muminki trwało kilka miesięcy... W końcu wykastrowana, zachipowana, zaszczepiona i znalazła domek stały :)

Wampirek - nasze Słoneczko... szpital bez niego nie jest już taki sam. Trafił do nas bez objawów, po prostu prawdopodobnie został wyrzucony i nie radził sobie na wolności. Któregoś dnia przestał jeść... Wdrożono antybiotykoterapię, kroplówki, ale nie dało efektu. Badania krwi miał idealne, a sekcja zwłok nie wykazała patologii. Wampirek odszedł, a my nie wiemy nawet z jakiego powodu... Po prostu, z dnia na dzień, po kilku dniach intensywnej walki... pomimo że był młodziutkim kocurkiem :(

Maluszek, który też nie zdążył z nadaniem imienia... Trafił do nas z działek ogrodowych ze swoim bratem. Niestety panleukopenia... Jego brat był w lepszej formie, więc udało mu się zwalczyć wirusa. Ten maluszek nie dał rady...

Boidupka - leczenie zapalenia spojówek trwało dla nas wieki... kilkanaście różnych kropelek, zmiany leczenia, wymazy, zabiegi okulistyczne... W końcu uratowaliśmy te oczka a Boidupek trafił do kochającego domu tylko z jednym zarośniętym kanalikiem :)

Młodziutki kocurek został przyjęty po wypadku samochodowym, leżał na poboczu ulicy i strasznie płakał - nie wiemy jak długo tam był.. Niestety po wykonaniu badań okazało się, że ma złamany kręgosłup i zerwany rdzeń kręgowy - nie miał czucia od pasa w dół, nie czuł oddawania moczu i kału... kocurek został poddany eutanazji.

Dwa maluszki znalezione na jednym z osiedli w Debrznie. Gorączkowały przez kilka dni, oczka leczyliśmy tygodniami aż w końcu udało się i dzieciaki po długim leczeniu i niezbędnych zabiegach pojechały do adopcji :)

Batmanek - podrzucone maleństwo do Ogrodu Zoologicznego, felv+, koci katar, chłoniak... Jego leczenie kosztowało nas wór pieniędzy. Bati przeszedł chemioterapię i immunoterapię, szczęście w nieszczęściu, że trafił do adopcji. Jest zaopiekowany, obserwowany i ma wykonywane profilaktyczne badania.

Brzydal - nasze szczęście, które po wyleczeniu wygląda jak milion dolarów. Teraz jest najpiękniejszym kocurkiem na świecie i trafił do adopcji. Brzydalek został podanny badaniom i leczeniu - kroplówki, antybiotyki, leki wzmacniające i przeciwzapalne, podkarmiliśmy, zoperowaliśmy zaćmę w oku i z tego mało atrakcyjnego kota zrobił się przepiękny tygrys :)

Maleństwo z kocim katarkiem, wychudzony, niedożywiony, znaleziony pod maską samochodu. Po kilku tygodniach leczenia trafił do adopcji :)

Uszatka - trafiła do nas z rakiem płaskonabłonkowym uszu, które zostały poddane amputacji. Uszatka jak wszystkie nasze kociaki miała wykonane badania krwi, zabieg kastracji, szczepienia i pojechała do adopcji po ściągnięciu szwów :)

Kiwi - przebywała u nas ponad rok - rok diagnoz, badań, prób i błędów. Kiwi miała ciągle rozszerzone źrenice, miała wykonane badania krwi na wszystkie możliwe panele, toksoplazmozy, mykoplazmy itp. Nie znaleziono przyczyny powiększonych źrenic. Czasami miała lekkie zachwiania równowagi, co dawało też podejrzenia guza mózgu. Byliśmy umówieni z Kiwi na tomografię - jednak Kiwi poczuła się jednego dnia bardzo źle - nie wstawała, leżała, odmawiała jedzenia. Walka o jej życie trwała 3 dni... Niestety Kiwi odeszła, sekcja zwłok nie wykazała patologii. Nie wiemy, co było przyczyną zgonu ani co Kiwi tak naprawdę dolegało...

Pucuś - jedno z naszych kochanych kocich szpitalnych serduszek... Skradał serce każdemu, kto nas odwiedzał. Miłośnik ludzkiego jedzenia, miziania i noszenia na rękach... Niestety Pucuś miał pozytywny felv. Z dnia na dzień białaczka zaatakowała z ogromną siłą... Walczyliśmy tylko dobę, na drugi dzień podjęliśmy decyzję o eutanazji.

Kocie dziecko trafiło do nas ze śrutem w kręgosłupie... Śrut uszkodził rdzeń kręgowy, maluszek nie kontrolował oddawania moczu i kału, nie miał czucia głębokiego, ciągnął za sobą nóżki... Tutaj również podjęliśmy decyzję o eutanazji kocurka...

Standardowe niemal codzienne przyjęcia dotyczą kotów z kocim katarem - tak też było z tym maluszkiem, zakatarzony z zaropiałymi oczkami. Prawdopodobnie został wyrzucony, ponieważ jego łapanie zajęło nam dużo czasu, a maluch okazał się po złapaniu bardzo miziastym kocurkiem, który po prostu na otwartej przestrzeni był przerażony... Po kilku tygodniach leczenia i zabiegów trafił do adopcji :)

Maciuś vel Zezolek - trafił do nas z kocim katarem i zapaleniem spojówek. Po wyleczeniu znaleźliśmy mu dom, jednak w trakcie zaniepokoił nas jego nagły spokój. Po badaniach krwi okazało się, że Maciuś jest felv+ i niestety białaczka w intensywnej fazie. Próbowaliśmy immunoterapii, leków przeciwwirusowych, Maciuś dostawał kroplówki i został poddany transfuzji krwi. Niestety... z dnia na dzień było tylko gorzej... spróbowaliśmy wszystkiego i nic nie zadziałało. Maciuś został poddany eutanazji.


Polduś - od lat widywany jako kot bytujący pod jedną z restauracji w Debrznie - zimą pozostawiony bez budki, bez schronienia, wody, jedzenia... spał na zimnym ośnieżonym polbruku... Trafił do nas chory, z katarem, chorymi ząbkami. Po wykonaniu badań krwi - FIV+, więc leczenie utrudnione, gorzej reaguje na leki. Udało się, katar pokonany, robimy zęby - zrobione! Po kilku dniach Poldek wylizał połowę swoje ciała z bólu - szukamy przyczyny - narośl po usunięciu zębów! FIV właśnie dał się we znaki. Narośl usunięta, wysłana na badanie histopatologiczne. Nie nowotwór, tylko zmiana zapalna, ufff!!! Wycinamy drugi raz, z wiedzą, że FIV, że odpowiedź immunologiczna, sterydy. Udało się! Zagojone! Świeża sprawa, więc czekamy na efekty - jak na razie tfu, tfu wszystko goi się jak należy, a Polduś dokazuje energią i apetytem!


Majlo - kocurek znaleziony w miejscu, w którym dokarmiane są koty, ale pojawił się nowy, wcześniej go nie widziano. Łasił się, zagadywał, kichał. Zabraliśmy do lecznicy, zrobiliiśmy badania krwi, wdrożyliśmy leki, wykastrowaliśmy. Podczas pobierania krwi wyczułam śrut pod skórą - robimy RTG - jest, usuwamy. Majlo został wykastrowany, wyleczony i pojechał do adopcji :)


Buruś - znaleziony z zeszkolnymi oczkami, gorączkujący, odmawiający jedzenia. W badaniach wyszła chlamydia, brucelloza i mykoplazma. Buruś jest leczony już od kilku miesięcy na katar, więc postanowiliśmy wykonać rinoskopię, a po wykonaniu panelu oddechowego wyszły aż 3 choroby zakaźne. Leczymy więc dalej i mamy nadzieję, że w końcu Buruś będzie zdrowym kotkiem i będziemy szukać mu domku :)


Rysiu - chłopak trafił do nas ewidentnie z bagażem niewykorzystanych 9 żyć. Przyszedł do nas z katarem, prawdopodobnie wyrzucony, bo bardzo nakolankowy i miziasty. W trakcie jego leczenia wybuchła u nas panleukopenia - 14 dni nie jadł, ale walczył razem z nami. Kiedy już zaczynało być lepiej... dostał nadżerki na języku, która znowu powodowała brak apetytu... baliśmy się bardzo o nerki, codziennie siedzieliśmy godzinami na kroplówkach, Rysiu przyjmował ogromną ilość zastrzyków, które dzielnie znosił. Udało się, Rysiu jest zdrowy... 4 dni. Znowu brak apetytu, znowu badania krwi. Diagnoza: FIP. Leczymy więc teraz FIP-a, za którego leki będą kosztowały nas ponad 4 tysiące. No nic - Rysiu tyle przetrwał, że nie pozwolimy mu odejść. Rysiu jest już na końcówce leczenia - ma się bardzo dobrze i chyba w końcu uda się ogłosić Rysia zdrowym :))

Maniuś - kocurek znaleziony z bardzo spuchniętą łapką, dużym ryzykiem sepsy i amputacji. Wdrożone zostały silne antybiotyki, codzienne opatrywanie rany i Maniek ma dalej 4 łapki :) Rany były prawdopodobnie spowodowane pogryzieniem przez psa/dzikie zwierzę. Maniuś trafił już do adopcji :)


Gabrysia - kicia znaleziona w stanie agonalnym, zwykły koci katar, który doprowadził ją do dramatycznego stanu zdrowia... Walczyliśmy o nią, walczyliśmy o jej oczka. Całe leczenie trwało ponad 6 miesięcy. Gabucha trafiła już do adopcji - razem z kropelkami, czekamy jeszcze na ponowne aktualne wyniki wymazów z oka, żeby kontynuować lub mamy nadzieję - z sukcesem zakończyć leczenie.


Kiwaczek - kotek przyniesiony do lecznicy w celu uśpienia... Właścicielowi niekastrowanej kilkumiesięcznej kotki urodziły się małe kociaki... 2 z nich niestety z hipoplazją móżdżku. Powód uśpienia: brak środków na leczenie. Lecznica zwróciła się do nas o pomoc w celu zabezpieczenia malucha, dalszego leczenia i szansy na zdrowe życie. Drugi kociak w o wiele gorszym stanie niestety został uśpiony. Kiwaczek przyjmuje suplementy, jest wspomagany, funkcjonuje bardzo dobrze i został adoptowany przez naszą wiceprezes :)

Pati - maluszek znaleziony z kocim katarkiem, który był bardzo trudny do wyleczenia. Leczenie Pati obejmowało kilka wymazów z oczek i noska, badania krwi, kilka antybiotykoterpii, kropienie oczu. Na szczęście w końcu wyzdrowiała i została adoptowana :)

Henio - wyrzucony chory 1,5-miesięczny kocurek w lesie niedaleko obwodnicy... znaleziony przez spacerujących ludzi, sam, płaczący, głodny, chory, z gorączką. Henio trafił od razu do domu tymczasowego z opcją stałej adopcji i tak się stało. Wyleczyliśmy Henia i Henio został adoptowany przez dom tymczasowy :)

Lunka - znaleziona jako 3-tygodniowe dziecko z zapaleniem płuc - cała przemoczona, ledwo oddychająca, z niemierzalną temperaturą ciała (wychłodzona). Lunka najpierw przeszła długą antybiotykoterapię plus wspomagana była suplementami i lekami przeciwobrzękowymi, miała płyn w płucach i płyn przesiękowy w brzuszku, który został wysłany do badania. Dziesiątki badań krwi, co wizytę USG, ściąganie płynu, kolejne leki. Lunka przez zapalenie płuc nabawiła się problemów z serduszkiem, została więc odesłana na echo serca. Otrzymała leki nasercowe i obecnie jest już baaardzo dobrze, powoli odstawiamy leki i obserwujemy.

Mrunia - znaleziona przez firmę sprzątającą w opuszczonym mieszkaniu przez zmarłą panią. Po wywiadzie sąsiedzkim wiemy tyle, że Mrunia była wysterylizowana i miała 16 lat kiedy do nas trafiła. Jej diagnostyka wyniosła nas bardzo dużo przez 2 lata kiedy u nas była, z uwagi że jest to starszy i schorowany kotek. Badania krwi, kontrole ciśnienia, badania okulistyczne, leczenie nadciśnienia, niedawno doszły problemy z nerkami, suplementy nerkowe, suplementy na stawy, kontrole krwi. W międzyczasie Mrunia zadrapała sobie uszko i zrobił się ropień, który został usunięty, ale jednocześnie spowodował, że Mruni klapnęło uszko. Mrunia została adoptowana w wieku 18 lat i obecnie ma się świetnie :)


Puszek - znaleziony z kocim katarem, przez co nic nie widział. Leczenie Puszka trwało bardzo długo - 3-4 miesiące, aż w końcu usłyszeliśmy od lekarza "leczenie zakończone, nic więcej nie zrobimy, tak już będzie". Ale jest naprawdę dobrze! Puszek widzi, jedno oczko zostało całkiem uratowane, jest zdrowe, na drugie oko widzi w 50%, ale nie musiało zostać usunięte. Puszek ma się świetnie po wszystkich zabiegach i leczeniu - został adoptowany przez wolontariuszkę, u której przebywał w domu tymczasowym.


Dziękujemy za Twoje wsparcie! Mamy naprawdę pełne ręce roboty - jako mała fundacja z wielkimi sercami.
Bez Was nie uratowalibyśmy tych, którym się udało i nie moglibyśmy podjąć walki o te, które nie zareagowały na leczenie... Ale my nie potrafimy odmówić im próby pomocy, zawsze jest ta iskierka nadziei, która mówi "spróbuj, może się uda"... I ta iskierka uratowała naprawdę wiele kocich serduszek <3
Nieśmy tę iskierkę dalej, dajmy jej szansę na ratunek.
Pod naszą opieką jest około 40 bezdomnych kotów, zabezpieczonych w domach tymczasowych i w kocim szpitaliku, który prowadzimy. One wszystkie czekają na zabiegi jamy ustnej, usuwanie kamienia, chorych ząbków, badania krwi... A my nie mamy na to środków, musimy wybierać który z nich potrzebuje pomocy najpilniej... Do spłacenia jest 60 tysięcy złotych w lecznicach za leczenie powyższych przypadków, a to nie są wszystkie... Ciężko jest nam przejść obojętnie, odmówić, nie przyjąć, kiedy one tego potrzebują - zziębnięte, chore, głodne, bez dachu nad głową... I przyjmujemy kolejne.
Ale tym samym pogrążamy się w kolejnych kosztach, których po prostu już nie udźwigniemy...
Ładuję...