Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
To jest Oliwka. Kotka hodowlana "rasy" pers. Ma 11 lat. I od lat cierpi. Wczoraj została odebrana interwencyjnie. Za późno dla jej godności, na szczęście jeszcze nie za późno dla jej życia i miejmy nadzieję, zdrowia. To, co zobaczyliśmy, trudno opisać słowami 😭



Ciało wyniszczone do granic. Futro pełne kołtunów, pozbijane, przesiąknięte kałem i moczem. Zapach cierpienia czuć, zanim jeszcze się ją zobaczy i na długo zostający w pamięci. Zwierzak wycieńczony, upodlony.
Ale najgorszy jest ból, którego nie widać od razu. Zęby, których właściwie już nie ma, bo trzymają się tylko na kamieniu. Ból przy każdym ruchu, każdym kęsie. O ile w ogóle Oliwka była w stanie jeść, bo jej wychudzone ciało mówi co innego.

Do tego lejąca się biegunka. Tył ciała odparzony do żywego mięsa. Rany. Stany zapalne. Ogniska martwicy. Futro pozlepiane, zakrywające odbyt. To wszystko trzeba było odmoczyć, aby cokolwiek zobaczyć i zrobić.



Dla Oliwki każdy dotyk to cierpienie. Nawet ten dotyk, który chce pomóc. Ucieka, broni się. Jak bardzo to musi boleć! I ona z tym żyła. Dniami. Tygodniami. Miesiącami! Obok człowieka, który powinien był ją chronić, leczyć, dbać. Została potraktowana jak typowa maszynka do zarabiania? Jej „opiekunka” nie widziała problemu. Nie widziała bólu, cierpienia. Nie czuła smrodu. A co najgorsze, nie widzi problemu nawet postawiona przed faktem odbioru kota. My widzimy i nie pozwolimy już, żeby ktoś odwrócił wzrok.
Oliwka jest słaba, wyniszczona, ale w końcu bezpieczna, leczona. Po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś naprawdę ją widzi. Przed nią długa droga, szereg badań, których nigdy nie miała: badania krwi, echo serca, sanacja jamy ustnej, kastracja, leczenie ran… A to dopiero początek.
Co jeszcze wyjdzie? Tego dziś nie wiemy. Wiemy jedno: nie zostawimy jej samej. W imieniu Oliwki prosimy o wsparcie.






Ładuję...