Powiedz NIE cyrkom ze zwierzętami. Uratuj z nami Olusia!

Zbiórka zakończona
Wsparło 667 osób
29 460 zł (38,5%)

Rozpoczęcie: 6 Lipca 2020

Zakończenie: 25 Lipca 2020

Dziękujemy za Twoje wsparcie – każda złotówka jest cenna.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.
10 Lipca 2020, 12:56
Udało się przesunąć termin

Kochani, udało nam się przedłużyć termin na wielbłądy. Wpłacamy to co mamy i zbieramy dalej! Mamy czas do 25 lipca. Pomożecie? Nie pozwólmy im jechać do pakistańskiego cyrku!

Cyrk pojawia się znikąd. Czasem poprzedzają go zapowiedzi na słupach i tablicach w mieście. Trąbią o nim gazety. Kolorowe plakaty reklamujące kolejne spektakle, zaproszenia, bilety zachęcające do wzięcia w nich udziału, magia, piękne obrazki. Wydaje się, że wszyscy w cyrku bawią się bez granic. Bądź pewny. Nie wszyscy.

Już z daleka widzisz bogactwo kolorów, słyszysz głośną muzykę. Wchodzisz do namiotu, w powietrzu unosi się atmosfera pełna oczekiwania, niepewność, ekscytacja, a Twoja ciekawość rośnie. W wielkim namiocie gromadzą się ludzie. Ekscytacja unosi się w powietrzu. Czekali na tę rozrywkę w świecie pełnym konsumpcjonizmu, a kiedy w końcu dotarła do ich miasta, tłumnie udają się na widowisko. Być może Ciebie nikt tam nie znajdzie, ale bądź pewny, że chętnych nie braknie. A popyt robi podaż.

Na arenę cyrkową wychodzą klauni, pokazom akrobatycznym nie ma końca. Zastanawiasz się, czy akrobaci są z gumy. Czas umilają ci żonglerzy. Ale później Twoim oczom ukazują się niebezpieczne zwierzęta. Pokazy psów jeżdżących na rowerach, skaczących przez przeszkody, foki żonglujące piłkami, jazda konna. Na arenę wychodzą niedźwiedzie, lwy, tygrysy i słonie. Widok tresera wkładającego głowę w paszczę lwa mrozi Ci krew w żyłach, a słonie stojące na dwóch nogach wywołują podziw. Ludzie, zachwyceni pokazem, klaszczą głośno i wiwatują. Gdyby tylko wiedzieli…

Zastanawiałeś się kiedyś, co dzieje się za kulisami cyrkowego namiotu, kiedy światła zgasną, kiedy muzyka ucichnie, a widownia rozejdzie się do domów? Zastanawiałeś się kiedyś, jak przygotowuje się zwierzęta do pokazów? W jakich warunkach żyją, jak czują się, kiedy wychodzą na arenę? Czy myślałeś kiedyś, oglądając pokaz cyrkowy, przez co muszą przejść, abyś mógł podziwiać ich umiejętności? Czy wiesz, jak czują się wyrwane ze swojego naturalnego środowiska? Kiedy to sobie uświadomisz, spojrzysz na to wielkie widowisko zupełnie inaczej. Jeśli poznasz moją historię, zrozumiesz…

Nazywam się Oluś. Urodziłem się w niewoli, w cyrku. Odkąd pamiętam, jest on całym naszym domem. To tutaj pracujemy, mieszkamy, spędzamy cały czas. Nasza wielbłądzia rodzina żyje tak od lat. Mieszkam tu z mamą i dwoma braćmi. I chociaż mam tylko roczek, wszystko już rozumiem. Wiem, że to nie jest nasze prawdziwe, naturalne środowisko. Wiem, że nie tak powinno wyglądać nasze życie. Wiem też, że coś się dzieje od kilku tygodni. Nie występujemy już w pokazach, ale nic dobrego to nie wróży. Nasz cyrk jest likwidowany. A my wystawieni na sprzedaż. Słyszałem, jak mówili, że niedługo mamy wyruszyć w podróż do Pakistanu. Chcą, abyśmy tam pracowali. Trochę się boję. Nie wiem, co nas czeka. Mama mówi, że wszystko będzie dobrze, że nasze życie jeszcze może się odmienić. Chyba jej wierzę, jeszcze nigdy mnie nie okłamała. Ale widzę też, że bardzo się boi. Nie wiemy, na kogo możemy liczyć. Ludzie myślą, że kochamy naszą pracę. Gdyby tylko wiedzieli…

Mama mówi, że nasze życie za kratami jest nam pisane. Nie wiem, jak wygląda inny świat. Znam tylko ten, w którym żyję od urodzenia. Często jeździmy po świecie. Przemierzamy tysiące kilometrów, w ciasnych, ciemnych pomieszczeniach na „pace samochodu”. Co kilka wieczorów wychodzę na arenę, aby dostarczyć rozrywki ludziom. Oni przychodzą, by nas oglądać, spoglądam na ich twarze, pełne zachwytu i radości. Gdyby tylko wiedzieli…

Widziałem, jak tresowani są moi przyjaciele. Pejcze, paralizatory, środki farmakologiczne, wszystko to, co wywołuje strach i ból. Bo nas się zmusza. Bądź pewien, że żaden z moich przyjaciół słoni nie staje sam z siebie na dwóch nogach, a tygrys nie skacze przez płonącą obręcz. Często przebywamy w klatkach albo przykuci łańcuchami do wozów i pali wbitych w ziemię. Ludzie chyba boją się, że uciekniemy. Ale dokąd? Nie wiem, co jest tam za płotem. Znam tylko nasz namiot. Czasem widzę przez mały otwór w samochodzie, jak pięknie wyglądają pola i łąki. Polska jest ich pełna. Widzę inne zwierzęta, swobodne i radosne, spędzające życie na łonie natury. Kiedyś zapytałem mamy, dlaczego my tak nie możemy. Nie odpowiedziała mi, ale widziałem w jej oczach ból i tęsknotę. Ludzie myślą, że kochamy naszą pracę. Gdyby tylko wiedzieli…

Wiecie co? Wydaje mi się, że cały świat jest jak ten nasz cyrk. Czasem macie wpływ na przebieg swojego występu, czasem wszystko jest z góry zaaranżowane. Ludzie błąkają się po arenie, a tylko niektórzy z nich mają odwagę przeskoczyć płomienie. Jak jest z Wami? Może właśnie nadszedł czas, aby to zrobić, żeby uratować naszą wielbłądzią rodzinę? Chciałbym zobaczyć inny świat. Nie wiem, co mi przyniesie, co mi da i ile czasu w nim spędzę, ale wiem, że każda sekunda jest tego warta.

Zastanawialiście się kiedyś, skąd się biorą w cyrku dzikie zwierzęta? Otóż, aby tam trafić, są brutalnie wyrywane z ich naturalnego środowiska. Transportuje się je w ciasnych skrzyniach, zmuszone do długotrwałego transportu, męczą się często bez jedzenia i picia. Wiele zwierząt nie wytrzymuje złych warunków i umiera. A kiedy trafiają w końcu do cyrku, ich piekło się dopiero zaczyna. Są dręczone i zmuszane do wykonywania nienaturalnych dla nich czynności ku uciesze ludzi, podczas gdy same są smutne i cierpiące. Zwierzęta muszą znosić długie godziny podróży zamknięte w ciężarówkach pomiędzy jednym miastem a drugim i w takich warunkach są pozostawiane w czasie przygotowywania miejsca na cyrkowe przedstawienie. Przemoc i zastraszanie są nieodłącznym elementem codziennego życia zwierząt cyrkowych. Jest wiele sposobów na to, aby wywalczyć sobie ich posłuszeństwo. Te sposoby to głodzenie, rażenie prądem, kłucie szpikulcem czy też po prostu bicie. Kilkadziesiąt krajów na świecie zakazało częściowo albo całkowicie występów zwierząt w cyrkach – Austria, Belgia, Chorwacja, Ekwador, Holandia, Izrael, Kostaryka, Panama, Paragwaj, Peru, Singapur, Słowenia i Wielka Brytania zakazały. W Boliwii, Brazylii, Chinach, na Cyprze, Grecji i na Malcie zakaz ten obejmuje wszystkie zwierzęta. Do krajów, które wprowadziły częściowe ograniczenia wykorzystywania zwierząt, należą: Australia, Dania, Finlandia, Indie, Kanada, Meksyk, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone i Szwajcaria. W Polsce toczy się dyskusja nad takim prawnym zakazem. Jednak wiele miast w Polsce zakazuje wstępu na swoje terytorium cyrkom, które mają w swoim programie pokazy z wykorzystaniem zwierząt.

Fundacja Centaurus ratuje setki zwierząt. W szczególności konie, ale kto działa z nami od dawna, ten wie, że nie przechodzimy obojętnie wobec cierpienia wszystkich potrzebujących zwierząt. Bo wszystkie, bez wyjątku są dla nas równe. I tak pod swoją opieką mamy również świnie, kozy, psy, koty czy krowy. Pomagaliśmy bocianom, lisom, borsukom i żubrom. A dzisiaj prosimy Was o pomoc dla Olusia i jego rodziny. Od zawsze głośno mówimy, że nie zgadzamy się na cyrk ze zwierzętami. Ale medialne kampanie to jedno, a realna pomoc jednostkom to drugie. Teraz mamy możliwość pomocy, mamy możliwość uratowania czterech wielbłądów i chcemy to zrobić. Sami nie wygramy z cyrkowym biznesem, sami nie uratujemy wszystkich cyrkowych zwierząt. Jednak ten mały krok przybliży nas do celu. Mamy bardzo mało czasu. 10 lipca wielbłądy pojadą albo do nas, albo zabierze je pakistański cyrk. To tylko kilka dni. A koszty są ogromne.

18 tysięcy złotych to cena jednego wielbłąda. Dlatego musimy zebrać aż 72 tysiące. Tyle kosztuje życie naszej wielbłądziej rodziny i przerwanie tego horroru. Do tego trzeba doliczyć jeszcze koszty transportu zwierzaków do nas. To kolejne 4,5 tysiąca. Wiemy, że to dużo. Ale wiemy też, że nie raz pokazaliście swoją moc i udało nam się uratować wiele zwierząt. Na tę chwilę wielbłądy są bezpieczne.

Zadatkowaliśmy już na prośbę zaprzyjaźnionej organizacji, która ratuje dzikie zwierzęta. Ale tylko do 10 lipca. Później pojadą do innego cyrku, do Pakistanu. I już więcej szans nie będą miały, bo i taka przydarza się niewielu. Jeśli nam pomożecie, dwa wielbłądy będą mogły zostać w Centaurusie, a kolejne dwa mają już miejsce w zaprzyjaźnionej organizacji. Kochani, powiedzmy NIE cyrkom ze zwierzętami. Pomóżmy Olusiowi i jego rodzinie zamieszkać w rezerwacie i nowym miejscu.

------------------------

Fundacja Centaurus działa w imieniu zwierząt od 2006 roku. Jest organizacją non profit. Centaurus to ponad 1000 ocalonych koni, 50 osiołków, paręset psów, wiele kotów, liczne zwierzęta gospodarskie. One wszystkie żyją dzięki takim osobom jak Ty. Bez tego wsparcia, ratowanie nie byłoby możliwe. Z całego serca dziękujemy Ci za pomoc.

Masz pytania? Zadzwoń 518 569 487 - Karolina

Pomogli

Ładuję...

Organizator
18 aktualnych zbiórek
796 zakończonych zbiórek
Wsparło 667 osób
29 460 zł (38,5%)