Mamusia Absynta, Meskala i Rakiji zginęła pod kołami auta. Kruszynki zbierają na opiekę weterynaryjną

Zbiórka zakończona
Wsparło 28 osób
970 zł (100%)

Rozpoczęcie: 11 Lipca 2019

Zakończenie: 31 Lipca 2019

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.

Naszą mamusię ostatni raz widzieliśmy dawno temu, nie ma jej jakieś dwa tygodnie. Wyszła jak zwykle złapać myszkę, żeby nam pokazać, jak polować i nie wróciła. Czekaliśmy grzecznie calutki dzień i calutką noc, nigdy nas na tak długo nie zostawiała. Byliśmy głodni, nie było ani mleczka mamy, ani myszki, nikt nas nie umył do snu.

Wtedy nie rozumieliśmy, dlaczego mamusia nie wraca, baliśmy się i tęskniliśmy. Powiem Wam szczerze, że ja nadal czasem tęsknię, jestem już wielkim kocurkiem, ale bardzo bym chciał się do mamy przytulić. Drugiego dnia postanowiliśmy mamusi poszukać, wyszliśmy z naszej kryjówki i zaczęliśmy wołać, coraz głośniej i bardziej rozpaczliwie. Mamusia nas nie usłyszała, nie mogła już… Usłyszeli nas jednak ludzie w komórce, u których mieszaliśmy,  od razu do nas podeszli. Wtedy Pani powiedziała coś, czego ja chyba nigdy nie zapomnę: „Zobacz, to chyba małe tamtej kotki, co leżała na ulicy, tej co, ją wczoraj zakopałeś”…

Malutki byłem, ale dość duży, żeby zrozumieć, dlaczego mamusia do nas nie przyszła, nie mogła, już jej nie było. Usiadłem i nie wiedziałem, co robić. Nie mogłem sobie wyobrazić, jak ma wyglądać moje życie bez mleczka i mycia przed snem, bez zapachu mamy. Ludzie, którzy nas znaleźli, byli bardzo mili, dali nam jeść i pić, ale dalej mieszkaliśmy w szopie, bo tutaj tak jest, że kotki żyją na zewnątrz. Bardzo chcieli nam pomóc, ale wiedzieli, że u nich zostać nie możemy, długo szukali miejsca dla mnie, mojego braciszka i siostrzyczki. W końcu znaleźli ciocie! Musimy jeszcze chwilę pobyć w lecznicy dla kotków, żeby się różnych robaczków pozbyć i będziemy mogli zamieszkać w naszych domach. Nie chcę już nigdy w życiu stracić nikogo kogo pokocham, chcę, żeby mój domek był już na zawsze…

Nazwaliśmy je Absynt, Meskal i Rakija, dwóch chłopców i dziewczynka. Rudy Meskal jest odważny i pewny siebie, czarny Absynt wesoły i przytulaśny i maleńka Rakija spokojna i ostrożna. Kocięta mają jakieś 7 tygodni, a od mniej więcej dwóch są bez mamy. Miały dużo szczęścia, że urodziły się na terenie ludzi, którzy chcieli im pomóc, otoczyli opieką i przyzwyczaili do kontaktu z człowiekiem. Kociętom dzięki opiece nic poważnego nie dolega, są oczywiście zarobaczone i biegają po nich pchełki, ale poza tym to okazy kociego zdrowia. Muszą jednak przejść podstawową kwarantannę, żeby się tych nieproszonych lokatorów pozbyć.

Musimy im wykonać testy na choroby zakaźne, a potem musimy je zaszczepić. Funduszy nie mamy praktycznie żadnych, maluszki są trzy, więc nawet koszt ich odrobaczenia jest dla nas duży, udało nam się opłacić dwa dni ich pobytu w lecznicy. Błagamy Was o pomoc…

Pomogli

Ładuję...

Organizator
5 aktualnych zbiórek
403 zakończone zbiórki
Wsparło 28 osób
970 zł (100%)