Ratujemy psy przed zamarznięciem!

Wsparły 74 osoby
2 959 zł (29,59%)
Brakuje jeszcze 7 041 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 10 Lutego 2021

Zakończenie: 29 Grudnia 2021

Kolejne szczeniaki pozostawione na mrozie! Nie miały nawet odpowiedniego schronienia...

Jakim człowiek trzeba być, żeby pozostawić te maleństwa w brudnym kojcu i dziurawej, nieocieplonej budzie na siarczystym mrozie! Obok leżały łańcuchy, które sugerowały, jak mają skończyć maluchy... Oczywiście, o ile by przeżyły zimę.

Nie lada wyzwaniem było złapać te cudne kruszynki. Widać było, że nikt się nimi nie interesował. Bardzo bały się ludzi i robiły wszystko, aby się wymknąć. Miały dziurę w prowizorycznym kojcu, przez którą uciekały. Na posesji panował wszechobecny bałagan, chowały się w każdy zakamarek. Na szczęście udało się! Późnym wieczorem zostały zabrane do weterynarza. Były tak bardzo przerażone, że wtuliły się w siebie i ani myślały się ruszyć. Patrząc na ten obrazek mieliśmy łzy w oczach, ze złości jak okrutni potrafią być ludzie, ale również ze szczęścia. Szczęścia, bo zdążyliśmy pomóc tym kruchym, niewinnym istotkom!

Dwie sunieczki - pięknie umaszczona Telma i ruda Luis mają około 2 miesięcy. Mimo informacji od "właściciela", nie jesteśmy do końca przekonani, czy są od jednej matki. Telma jest ponad 2x cięższa od Luisi (4,1kg i 2kg). Są bardzo wychudzone, czuć im wszystkie kosteczki... Nie widać tego na zdjęciach z powodu ich puszystego futerka. Prawdopodobnie z powodu złego żywienia mają obfity łupież.


Dziewczynki zostały odrobaczone i odpchlone. Dochodzą do siebie w domku tymczasowym u naszej wolontariuszki, gdzie czeka ich masa miłości. Trzeba je teraz wykąpać, dobrze odżywić i sprawić, by nabrały więcej śmiałości. Niebawem po pierwszym szczepieniu będą szukać kochających domków.

Bardzo prosimy o wsparcie... Ostatnio odebraliśmy wiele zwierząt ratując je przed jedną z najokrutniejszych śmierci, jaką jest zamarznięcie. Potrzebujemy Waszej pomocy Kolejne dni nie zapowiadają ocieplenia, mamy masę zgłoszeń. Pomóżcie nam zdążyć do kolejnych, potrzebujących zwierzaków! Tylko dzięki Wam będziemy w stanie im pomóc.

Maleństwa przykute krótkimi łańcuchami do desek, a na dworze - 9 stopni...

To, co słyszycie na filmiku oprócz szczekania trzech przerażonych, uwięzionych maluchów, to wiatr - siarczysty, mroźny i wszechobecny. Nie można głęboko odetchnąć, bo powietrze jest tak zimne, że powoduje ból, a ręce pomimo grubych rękawiczek drętwieją i mają problem z utrzymaniem latarki...

A kilka metrów od inspektorów OTOZ Animals tkwią niemal nieruchomo na metrowych łańcuchach trzy przemarznięte istotki... Pierwszy szczekaniem wita nas Maksio, około 10-miesięczne psie dziecko, przerażone, ale złaknione dotyku ludzkiej ręki... Dwie sunie tylko zerkają nieufnie, wołamy je, ale nie podchodzą od razu, wbijają się w deski i widzimy tylko błysk ich oczu w ciemności.

Druga podchodzi czarna jak węgiel Tosia - na zgiętych łapkach, drżąc ze strachu i zerkając co jakiś czas na Maksia z pytaniem: "Czy na pewno możemy im ufać?" w bursztynowych oczkach. Jest większa, ale ma najkrótszą sierść. Co jakiś czas ponownie chowa się pod deski, ale ogonek zaczyna machać coraz bardziej z każdym kolejnym głaskaniem...

Ruda mała sunia, Pchełka, jako jedyna ma budę - nie jest ona odpowiednia wielkościowo dla takiego malca, ale jednak jest... Nie ma zamiaru wyjść, tylko szczeka do nas. Po chwili orientujemy się, że choćby chciała podejść... łańcuch jest tak krótki, że nawet nie może się położyć! Właściciel, widząc nas, od razu mówi: "Proszę, zabierzcie je, bo zamarzną"... Przyznaje, że wyszedł z więzienia, nie ma żadnych pieniędzy i nie jest w stanie zająć się psami. Mówi, że karmi je chlebem, bo na to go stać.

Robi się coraz zimniej, psiaki drżą cały czas. Oczywiście, natychmiast je zabieramy! Na odchodne słyszymy coś, co jednocześnie powoduje, że dalej czujemy złość, ale też łzy napływają nam do oczu - właściciel pyta: "Możecie podziękować osobie, która zgłosiła Wam moje psiaki? Uratowała je."

 Odjeżdżamy w kompletnej ciszy - Maksio, Tosia i Pchełka są bezpieczne. Nie wydają z siebie żadnego pisku, podkręcamy więc temperaturę w samochodzie, a one zasypiają wtulone w nasze inspektorki. Wreszcie jest im ciepło. Jedziemy z pieskami do kliniki, damy Wam znać jak najszybciej.

KOLEJNE MALEŃSTWA URATOWANE PRZED ZAMARZNIĘCIEM

Te dwie malutkie sunie (ok. 4 kg i ok. 7 kg) skrajnie przemarznięte, zamiast bud dwie deski na krzyż. Brak wody, łańcuchy...

MIKA grafitowa, terierkowata, około 5 lat. PYSIA ruda, drobniutka, krótkowłosa, około 2 lata. Najmniejsza suczka była w kolczatce...

Dziewczynki są bardzo przytulaśne, tulą się do inspektorek i do siebie. Suczki cały czas są do siebie przytulone, szukamy najlepiej wspólnego domku tymczasowego, ale nie jest to konieczne. PROSIMY, to kolejne psiaki uratowane przed zamarznięciem. Przywieziemy je z jedzonkiem, obróżkami i smyczkami...

Czekamy na Wasz telefon, dowieziemy sunie na terenie całej Łodzi na dom tymczasowy
572 494 883
515 772 662

Na zewnątrz -3 st. C, sypie gęsty śnieg, a w rozlatującej się budzie bez dna tkwią dwa przemarznięte boksery

Zima w tym roku nas nie rozpieszcza, minusowe temperatury od kilku dni to norma. A ZWIERZĘTA UMIERAJĄ Z ZIMNA!

Ta interwencja niedaleko Sieradza była jedną z trudniejszych, bo oglądanie dwóch wychudzonych krótkowłosych psów, przykutych na łańcuchach do prowizorycznych bud BEZ PODŁOGI doprowadza do łez. Kiedy dotykaliśmy ich zimnych grzbietów, wyczuwaliśmy kryształki LODU w sierści. Dramatyczny widok, psia rodzinka - MATKA I SYN. Suka skrajnie wyeksploatowana porodami, listwa mleczna mocno wyciągnięta, z guzkami. Sunia bała się przy właścicielce wyjść z budy. Kiedy inspektorka kucała przy niej sama, podeszła i wcisnęła łepek między jej nogi

Jej synek z zaburzeniami stereotypowymi, robi koła na łańcuchu. Ma problemy z oczami, powieki dziwnie podwinięte, oczywiście też wychudzony... Pytamy właścicielkę - kiedy suka ostatnio rodziła i co stało się ze szczeniętami. Słyszymy: "W wakacje miała małe, ale ktoś ukradł je z posesji"

Pytamy, ile razy rodziła i co z małymi: "Wiele razy, młode zawsze szybko zdychały". Pytamy wreszcie, dlaczego zwierzaki są takie chude, tym razem odpowiedź brzmi: "Bo normalnemu psu to wszystko można dać do miski, a tych się wykarmić nie da, nie chcą tyć".

Nie dyskutujemy dłużej, przecież te psy zamarzają, nie ma czasu! ZABIERAMY PSIAKI i jak najszybciej jedziemy do weterynarza - sunia Tina w samochodzie wycieńczona przytula się do inspektorek i... zasypia głośno pochrapując. Synek Badi rozdaje buziaki, ale mocno kaszle, co bardzo nas niepokoi

W Klinika Weterynaryjna Braci Mniejszych od razu uzyskujemy pomoc - psiaki mają zatrzęsienie pcheł, obydwa z przodozgryzem, cuchnącymi gazami i mocno wychudzone, z odleżynami. Oczy i gardło Badiego są silnie opuchnięte, ma uszkodzoną rogówkę. Drożdżaki i ziarniaki w uszach.

Jego mama Tina otrzymała w skali oceny kondycji ciała 1,5/6 pkt. Guzy przy łapach i biodrach - czekamy na wyniki biopsji. Obydwa psiaki są cudowne, wtulają się w człowieka, pozwolą zrobić przy sobie absolutnie wszystko, cierpliwie znoszą wszelkie zabiegi weterynaryjne cieszą się z każdego dotyku...

JAK MOŻNA BYŁO JE TAK SKRZYWDZIĆ ?!
Psia rodzinka musi zostać w szpitalu minimum kilka dni, są jednak w takim stanie, że po zakończeniu hospitalizacji nie chcemy umieszczać ich w hotelowych boksach - SZUKAMY DLA NICH DOMOW TYMCZASOWYCH na terenie Łodzi.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
13 aktualnych zbiórek
41 zakończonych zbiórek
Wsparły 74 osoby
2 959 zł (29,59%)
Brakuje jeszcze 7 041 zł
Wesprzyj