Maja odeszła... Mieliśmy nadzieję, jednak zbyt długo czekała na pomoc

Zbiórka zakończona
Wsparły 72 osoby
2 481 zł (49,62%)
Adopcje

Rozpoczęcie: 30 Października 2025

Zakończenie: 1 Grudnia 2025

Godzina: 20:00

Dziękujemy za Twoje wsparcie – każda złotówka jest cenna.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.
01 Listopada 2025, 23:02
Maja odeszła... Zbyt długo nikt nie widział jej bólu.

Nie tak miało być…

Maja dzielnie walczyła. Każdego dnia miała przy sobie ludzi, którzy wierzyli, że się uda. Że po latach cierpienia jeszcze zazna spokoju, ciepła i miłości. Operacja przebiegła pomyślnie, jednak rokowania były strożne.

Dziś dostaliśmy wiadomość od weterynarza. Rano Maja nadal nie jadła, była bardzo słaba, więc karmiono ją recovery. Otrzymywała leki, była pod stałą opieką. Wieczorem, chwilę przed przyjściem lekarza, jej serce się zatrzymało.

Odeszła spokojnie, bez bólu, w cieple i bezpieczeństwie. Lekarz podejrzewa, że doszło do zatoru – jej organizm był już zbyt wycieńczony, a szpik kostny przestał pracować. Prawdopodobnie komórki nowotworowe zdążyły zaatakować kości.

Zbiórka pozostaje otwarta, ponieważ musimy opłacić faktury za leczenie, badania, operację i hospitalizację. To ogromne koszty, ale każda złotówka, która zostanie po ich pokryciu, trafi na leczenie innych psów, które trafiają pod nasze skrzydła – by takie tragedie nie zdarzały się więcej.

Sprawy nie zostawimy. Mamy przygotowane dokumenty i czekamy na akt zgonu oraz oficjalną przyczynę śmierci.

Właściciel, który pozwolił, by Maja cierpiała w samotności, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Nie wolno odwracać wzroku od takich historii.

Jest nam strasznie przykro. Targają nami złość, smutek i bezsilność. Zawsze mamy nadzieję na szczęśliwe zakończenie, a gdy go nie ma, zostaje ogromna pustka.

Dziękujemy Wam z całego serca. Za każdą wpłatę, udostępnienie, słowo wsparcia. Dzięki Wam Maja nie odeszła zapomniana. Odeszła w spokoju, otoczona troską.

Nie zapomnimy o niej. I nie przestaniemy walczyć - o sprawiedliwość i o każde kolejne życie, które jeszcze można uratować.

Czy 12 lat to naprawdę tak dużo, by spisać psa na straty? By nie podjąć się leczenia, odwrócić wzrok i zostawić w bólu z ogromnym guzem? Nie rozumiała, dlaczego tak boli. Dlaczego nikt nie reaguje.

Sunia została odebrana wręcz w stanie agonalnym, była sama w potwornym bólu. Jej guz pękł. Rana się rozpadła, wydzielając odór rozkładu. Każdy ruch był cierpieniem.

Została odebrana w trybie natychmiastowym przez Nas wraz z Powiatowym Lekarzem Weterynarii, bo nie można było czekać ani chwili dłużej. Jej ciało było wycieńczone, a rokowania słabe. Trafiła do kliniki i od razu została położona na stół operacyjny. JEJ GUZ WAŻYŁ PRAWIE PÓŁ KILO!

Dziś jej stan jest bardzo ciężki. Ma niską liczbę płytek krwi, dostaje steroidy i kroplówki, a lekarze robią wszystko, by utrzymać ją przy życiu. Wciąż nie wiemy, czy nie doszło do przerzutów do kości. Wymaga badań i dalszej diagnostyki.

Jej cierpienie nie może pozostać bez konsekwencji. Właściciel zostanie pociągnięty do odpowiedzialności – za lata zaniedbań, za ból, za to, że pozwolił, by umierała w samotności. Nie zostawimy tego! Dziś jednak liczy się jedno: by Sunia mogła jeszcze zaznać spokoju i miłości. By te ostatnie dni, tygodnie czy miesiące nie były już pełne bólu.

Chcemy o nią zawalczyć i potrzebujemy Waszej pomocy! Nie cofniemy jej cierpienia, ale możemy dać jej jeszcze kawałek życia – tego prawdziwego, bez bólu i strachu.

Pomogli

Ładuję...