Lucky - potrącony przez auto szczeniaczek walczy o zdrowie

Zbiórka zakończona
Wsparły 232 osoby
5 300 zł (100%)

Rozpoczęcie: 21 Października 2018

Zakończenie: 29 Lipca 2019

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.

Na imię dostałem Lucky. Może Wam się wydawać, że jakoś to dziwnie, bo w końcu miałem okropny wypadek, ale uwierzcie mi, jestem szczęściarzem. Moi bracia i siostry zostali tam, gdzie się urodziliśmy, takie psy jak my rzadko kiedy żyją dłużej niż rok czy dwa lata. Zabijają nas choroby, samochody i podobno na każdej wsi są nas dziesiątki. Ot, dzieci wiejskiej suni, która sama jest jeszcze prawie psim dzieckiem. 


Wyszedłem przez otwartą bramę i biegłem przy drodze tak jak zawsze, i tak jak zawsze w pewnym momencie postanowiłem przez drogę przebiec. Starsze psy czasem się rozglądają, ale ja jestem jeszcze szczeniaczkiem, nawet ząbki mam jeszcze mleczne. Po prostu chciałem przebiec i tyle. Samego uderzenia nie pamiętam, chyba leciałem trochę w powietrzu tak jak to ptaki robią, ale nie jestem pewien. Myślałem, że nic mi się nie stało, że wstanę i pójdę, nie czułem żadnego bólu.
Wstać jednak nie mogłem, zacząłem się czołgać w stronę miejsca gdzie mieszkałem. Samochód który mnie uderzył nie zwolnił nawet, ale zatrzymali się bardzo mili ludzie, którzy wszystko widzieli. Poszli zapytać o mojego właściciela w najbliższym domu. Człowiek, u którego mieszkałem przyszedł, załapał mnie za tyle łapki i zaczął ciągnąć za sobą. Powiedział, że nie pojedziemy do żadnego lekarza dla psów, bo jak mam żyć to będę, a jak nie to nie. Ci mili Państwo nie chcieli mnie zostawić i zabrali ze sobą, zawieźli do lekarza dla psów który był blisko, a potem jechaliśmy bardzo długo aż przyjechaliśmy do miasta. W życiu nie widziałem takich wielkich domów i tylu ludzi.  A szpital dla psów…  Jejku, tutaj psy mają swój szpital…

Teraz rozumiecie dlaczego jestem Lucky. Gdyby nie ci Państwo umarłbym niedługo po wypadku i nie dostałbym ani razu leków dzięki którym boli mnie mniej. A uwierzcie, że boli bardzo. Nie mogę wstać, przy każdym ruchu okropnie boli mnie cały zadek. Podobno w tym szpitalu lekarze dla psów mają zrobić tak, że będę chodził i nie będzie mnie bolało, a ciocie obiecały, że nigdy nie wrócę w tamto miejsce.  

Bardzo, bardzo bym chciał być zdrowy i zamieszkać w takim domku o jakich mi ciocie opowiadały, w takim domku z zabawkami i gdzie będę się mógł przytulać. Bo ja to wiecie, uwielbiam się przytulać do ludzi. Tylko to naprawianie mnie ma bardzo dużo kosztować, a ciocie nie mają takich pieniążków. Pomyślałem, że może skoro raz już spotkałem ludzi którzy lubią psy i mi pomogli to może takich ludzi jest więcej i mi pomogą. Pomożecie mi?

Lucky ma ok. 5 miesięcy, jest jeszcze szczeniaczkiem z mleczakami. Te mleczne zęby to w jego sytuacji duży plus. Kiedy samochód uderzył go to przeleciał nad ulicą i wylądował na pyszczku łamiąc sobie trzy ząbki. Na szczęście wyrosną mu nowe. Gorzej jest z miednicą. Jest cała pogruchotana, złamana w wielu miejscach, na szczęście kręgosłup jest cały.

Malec od urodzenia nie był dobrze żywiony, jego mama jadała chleb z wodą i nie dostarczała szczeniętom tyle substancji odżywczych ile powinna, a potem to już Lucky sam jadł – też chleb z woda rzecz jasna. Kości ma słabe, złamań jest wiele, a rokowania ostrożne. Operacji szczeniaczka podjął się wybitny chirurg ortopeda. Koszty operacji i kilku tygodni pobytu malca w lecznicy całodobowej są ogromne, dlatego błagamy Was o pomoc, ten słodziak zasługuje na szanse na życie.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
10 aktualnych zbiórek
371 zakończonych zbiórek
Wsparły 232 osoby
5 300 zł (100%)